Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Górska wersja Przystanku Woodstock

NPM 10/2008
Numer wyprzedany
Autor:
Krzysztof Ulanowski
()
„Tu kończy się Lądek Zdrój. Dalej jest tylko szara rzeczywistość” – głosi billboard na szosie wylotowej z miasta. Jakby na przekór temu hasłu, mieszkańcy uważają, że to oni żyją w szarej rzeczywistości, a kolorowo jest gdzieś hen, za horyzontem. Wszystko się jednak zmienia pod koniec września, kiedy to w Lądku Zdroju odbywa się Przegląd Filmów Górskich.  

Londyn? Nie ma takiego miasta. Jest Lądek, Lądek Zdrój” – przekonuje jedna z bohaterek w kultowym filmie Stanisława Barei „Miś”. Istotnie, Lądek Zdrój jest jak najbardziej realny – to ładne, malowniczo położone miasteczko w Kotlinie Kłodzkiej, wciśnięte pomiędzy zalesione zbocza niewysokich gór. W dniu, kiedy tam przyjeżdżam, wychodzi akurat słońce, zalewając swoim światłem kameralny rynek i usytuowane wokół niego kamieniczki, z których część została niedawno odnowiona. Mimo to atmosfera jest senna. Na rynku widać niewiele osób. Nieco więcej ludzi, z reguły starszych, spaceruje po części zdrojowej miasta. To kuracjusze. Turystów nie widać w ogóle, a przecież to sierpień, sam środek wakacji.
 
Tutaj niewiele się dzieje
– Tu nie ma nic. Nie ma szans na pracę i żadna turystyka nam nie pomoże – żali mi się siwiejący jegomość w panterce, mieszkaniec jednej z podlądeckich wsi, który dosiada się do mnie w autobusie PKS-u z Kłodzka. – Żałuję, że trzydzieści lat temu nie przeprowadziłem się do Bełchatowa, a miałem taką szansę – wspomina z tęsknotą.
– Kolejny polski malkontent – myślę sobie, ale słowa mężczyzny potwierdzają inni mieszkańcy miasteczka.
– O pracę jest trudno. Choć wydawać by się mogło, że w takim turystycznym miasteczku nie powinno być z tym problemów. Ale tu w ogóle nic się nie dzieje – przekonuje Katarzyna Jarosz, młoda sprzedawczyni w Cafe Cukiernia Toch na lądeckim rynku. – Pobliska, mniejsza od Lądka Polanica jakoś potrafiła się dźwignąć po powodzi, a u nas marazm – konstatuje ze smutkiem.
Skąd takie nastroje w górskim miasteczku, które powinno kwitnąć dzięki bliskości granicy, turystyce i uzdrowisku?
– Owszem, jest uzdrowisko, ale ludzie nie mają pieniędzy, które mogliby zainwestować, żeby zarobić na turystyce
– tłumaczy Małgorzata Bednarek, dyrektor Centrum Kultury i Rekreacji w Lądku Zdroju. – Poza tym niektórzy mieszkańcy wciąż mają mentalność peerelowską. Potrafią tylko czekać, żeby ktoś im powiedział, co mają robić – dodaje po namyśle.
– Może to dlatego, że mieszka tu ludność napływowa, bez korzeni? – sugeruję.
– Chyba nie – dyrektor kręci głową.
– Przecież ci, którzy prowadzą tu prężnie działające gospodarstwa agroturystyczne, też są napływowi


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też