Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Gorce

Gorczańska Chata zamiast Hawiarskiej Koliby

NPM 10/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Grzegorz Petryszak
Charakterystyczna polana w Gorczańskim Parku Narodowym (fot. Grzegorz Kochmański)
Hawiarska Koliba to hasło-zaklęcie, które górskim turystom nieodmiennie kojarzy się z widokiem niezwykłego, drewnianego domku, ukrytego gdzieś w Gorcach. Jej losy, podobnie jak innych okolicznych chatek, układały się rozmaicie. W roku 2009 znalazła się na kolejnym wirażu w swej kilkudziesięcioletniej historii.

Gdy wiosną szedłem do Koliby przez Jamne w Ochotnicy, okazało się, że jest zamknięta. Zgarbiona i opuszczona wyglądała niezwykle smętnie. O jakichkolwiek oznakach życia informowała jedynie kartka, pozostawiona w oknie. Nowy gospodarz obiektu napisał na niej swój numer telefonu i informację o remoncie budynku. Z wyprawy w Gorce wróciłem przygnębiony. Sytuacja ulega zmianie latem. W piękny, słoneczny dzień ponownie ruszam w Gorce. Z Ochotnicy przez Jamne i Hawiarską chcę dotrzeć na Gorc (1228 m n.p.m.), a dalej do Szczawy.

Teraz to Gorczańska Chata
Od początku wszystko układa się po mojej myśli. Wyjątkowo szybko łapię okazję do Ochotnicy Górnej. Radość to wielka, bo bez samochodu naprawdę ciężko tu dojechać. Doliną Ochotniczanki kursują bowiem tylko trzy albo cztery autobusy dziennie. A Ochotnica Górna i Dolna razem liczą, bagatela, piętnaście kilometrów długości, plasując się tym samym w czołówce najdłuższych wsi w Polsce. Idę żwawo asfaltową drogą pod grzbiet, na którym ulokowana była Hawiarska Koliba. Po około 30 minutach marszu od skrzyżowania drogi głównej z odnogą do Jamnego docieram do miejsca, w którym szlak opuszcza asfalt i wchodzę na dróżkę, prowadzącą pod grzbiet.
Po kolejnym kwadransie marszu docieram do chatki. Zastanawia mnie drogowskaz, widziany przy rozgałęzieniu ścieżek. Przede mną nowa tabliczka i napis: „Gorczańska Chata”. Jestem przy domku. Drzwi są otwarte. Zaglądam do środka: czysto, schludnie, posprzątane. Kilka osób w izbie kuchennej. Okazuje się, że jest i gospodyni – młoda dziewczyna, Ada.
– Dlaczego przy chatce wisi tabliczka z nową nazwą? – pytam.
– Poprzednia – Hawiarska Koliba – jest zastrzeżona i jej właściciel nie zgodził się, żeby nasza chatka dalej nosiła tę nazwę. Więc wymyśliliśmy nową – odpowiada z uśmiechem.
Tłumaczy, że ajencję schroniska przejęło Studenckie Krakowskie Koło Przewodników Górskich. Przyglądam się z uwagą nowym gospodarzom. Wyglądają na rozsądnych. To dobry znak. Ada opowiada o przeprowadzonych już niezbędnych remontach. Pokazuje też nowy dach. Poprzedni – kryty gontem – przemakał. Ten, co prawda, jest z papy, ale za to do jego szczelności nie można mieć zarzutów. Deszcz więc w Gorczańskiej Chacie nikomu nie będzie padał na głowę. A, co ważne, dzięki papie drewno, z którego zbudowany jest obiekt, nie zbutwieje.
Siadam przed chatką i wyciągam drugie śniadanie, a życzliwa właścicielka podaje mi kubek wody z sokiem. Całkowicie za darmo! Jestem oczarowany tym miejscem i z niechęcią zaczynam się zbierać. Czas ruszać dalej.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też