Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Korona Gór Polski | Wielka Sowa

Gorączka złota

NPM 6/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Bartosz Andrzejewski
(fot. Bartosz Andrzejewski)
Góry Sowie od zawsze budzą we mnie emocje. Ostatnio choćby za sprawą słynnego złotego pociągu. Trzy lata temu zajmowały się nim media z całego świata, ale cała afera nadzwyczaj szybko ucichła.

Bez względu na to, czy słynny pociąg spoczywa gdzieś w podziemiach masywu, czy jest to tylko oderwana od rzeczywistości sensacja, w Góry Sowie wspólnie z Rafałem ruszam z wielkim zaciekawieniem. Czeka nas wędrówka na najwyższy szczyt pasma – Wielką Sowę (1015 m n.p.m.). Fakt, że najwyższą górą w tym paśmie jest właśnie szczyt o takiej, a nie innej nazwie, nikogo dziwić nie powinien. A że na szczycie znajduje się wieża widokowa, to nawet zalesione zbocza, ograniczające widoki, nie są nam straszne.
W Góry Sowie docieramy około południa. Zatrzymujemy się w miejscowości Sokolec, a dokładnie na Przełęczy Sokolej (754 m n.p.m.), by za chwilę ruszyć czerwonym szlakiem. To nasza kolejna wizyta na Głównym Szlaku Sudeckim im. Mieczysława Orłowicza, ale chyba pierwsza tak gorąca. W samochodzie chłodziła nas klimatyzacja, ale teraz wysiadamy i otrzymujemy potężny cios gorącego powietrza. Spodziewaliśmy się ciepłego dnia, ale ponad 30-stopniowy upał to trochę przesada. Ale dość już tego narzekania, bo w czeluściach samochodowego bagażnika szybko znajdujemy letnią odzież i od razu robi się przyjemniej.
Sensacje XX wieku
Za najstarsze góry w Polsce uznaje się Góry Świętokrzyskie. Ale trafiają się zwolennicy teorii, że to właśnie zbudowane z prekambryjskich gnejsów Sowie mają w naszym kraju dłuższą historię. Nie czas i miejsce, by szczegółowo wszystko rozstrzygać, ale nie ulega wątpliwości, że położone w Sudetach pasmo kryje wiele tajemnic.
W dzieciństwie jednym z lubianych przeze mnie programów telewizyjnych były „Sensacje XX wieku”. Z wytężoną uwagą słuchałem opowieści Bogusława Wołoszańskiego, który opowiadał o tajemnicach drugiej wojny światowej z charakterystyczną dla siebie ekspresją. Wtedy jednak górska mapa Polski nie była dla mnie tak oczywista, jak dziś. Wiedziałem, gdzie leżą Tatry, Beskidy, Sudety czy Góry Świętokrzyskie, ale moje górskie podboje w towarzystwie rodziców kończyły się w tamtych czasach na Beskidzie Śląskim. Tymczasem właśnie w Górach Sowich nazistowskie Niemcy budowały tajny kompleks podziemnych schronów, znany jako „Riese” (Olbrzym). Choć był to projekt nadzwyczaj ciekawy, na szczęście najeźdźcom ukończyć się go nigdy nie udało. Niektórzy twierdzą, że uciekając przed Armią Czerwoną, naziści w pośpiechu zasypywali i niszczyli całą infrastrukturę. Podobno właśnie wtedy zasypano tam pociąg, którego wagony wypełnione były kosztownościami. Jakie miało być przeznaczenie tego olbrzymiego kompleksu, do dziś właściwie nie wiadomo. Jest jednak kilka hipotez. Niektórzy badacze tego regionu podejrzewają, że w Górach Sowich powstawała Kwatera Główna Hitlera. Inni twierdzą, że kompleks miał być przeznaczony do podziemnej produkcji amunicji i mieć charakter stricte militarny albo że miały się tam znaleźć tajne laboratoria.
W drodze po sudecką panoramę
Dziś jednak nie ruszamy na poszukiwanie złotego pociągu, a na Wielką Sowę. U podnóża góry ruch turystyczny jest całkiem spory. Moje dotychczasowe sudeckie doświadczenia wiązały się raczej z wędrówkami po niemal bezludnych szlakach. Tutaj pod górę pędzi solidny peleton turystów. Zatem czas dołączyć do wycieczki.
Początkowo czerwony szlak prowadzi stromą asfaltową drogą, która po chwili zmienia się w szeroką, leśną ścieżkę. Co ciekawe, na naszej drodze miniemy aż dwa prywatne schroniska: Orzeł i Sowa. Obiekty są położone bardzo blisko siebie. Jest zatem możliwość przenocowania, jeśli chcemy spędzić tutaj więcej niż jeden dzień. Orzeł został zbudowany w 1930 roku, ale tuż po drugiej wojnie budynek nie był użytkowany.
(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też