Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Korona Gór Polski | Wysoka Kopa

Góra w cieniu Stanisława

NPM 6/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Bartosz Andrzejewski
(fot. Bartosz Andrzejewski)
Kiedy tylko słyszę hasło „Góry Izerskie”, niemal natychmiast przypomina mi się wielki kamieniołom odkrywkowej kopalni kwarcu Stanisław, która jest najwyżej położonym tego typu obiektem w Europie Środkowej. Ktoś pewnie powie, że mało poważne jest zachwycanie się zniszczonym przez człowieka krajobrazem. Ale uwierzcie, dziś tamto miejsce naprawdę robi wrażenie.  

W Góry Izerskie udaję się po kolejny szczyt Korony Gór Polski. Najwyższym wierzchołkiem pasma jest Wysoka Kopa (1126 m n.p.m.). To właśnie nieopodal niej znajduje się wyrobisko kopalni kwarcu.
Początek wędrówki zaplanowałem od strony północnej, z parkingu na Rozdrożu Izerskim (767 m n.p.m.), przy drodze ze Szklarskiej Poręby do Świeradowa-Zdroju, gdzie znajduje się wejście na szlak zielony. Ten wybór nie jest przypadkowy, bo to wariant zdecydowanie mniej popularny niż inne w okolicy szlaki, prowadzące na przykład w stronę Chatki Górzystów albo też Orlego. Tutaj można rzeczywiście doświadczyć prawdziwej ciszy i spokoju, których wielu z nas w górach poszukuje. Trzeba jednak mieć na uwadze, że ostatni fragment drogi na Wysoką Kopę stanowi nieoznakowana ścieżka. W ten sposób finałowe kilkaset metrów trzeba pokonać na orientację.
Rozpoczynam wędrówkę tuż przed południem. Jest wiosna, ale upał panuje jak w środku gorącego lata. Przez błękit nieba nie płynie nawet najmniejszych rozmiarów obłok. Cieszy mnie zatem fakt, że do samego grzbietu będę wędrował gęstym lasem i schowam się na jakiś czas w jego orzeźwiającym cieniu.
Strzeż się jadowitego gada
Po pokonaniu kilkuset metrów spotykam pierwszego turystę.
– Góry Izerskie przeżywają właśnie wysyp żmij i trzeba zachować szczególną ostrożność, idąc zarośniętą ścieżką – przestrzega z troską w głosie.
Gdy docieram nieco wyżej, droga zwęża się i prowadzi ciasnym krzaczastym tunelem. Tutaj moje radary pracują na zdwojonych obrotach. Niespecjalnie mam ochotę na konfrontację z syczącym gadem, który mógłby przedwcześnie zakończyć moją wędrówkę. Mimo że żmije rzadko kiedy atakują ludzi, wolę nie eksperymentować. Patrzę zatem uważnie pod nogi, pokonując łagodne wzniesienie. I oto po kilkunastu minutach docieram do miejsca, gdzie dostrzegam leżącego kilka metrów dalej osobnika.
– Rzeczywiście, mijany przeze mnie turysta chyba nie przesadzał, skoro już po chwili spotykam pierwszą żmiję – konstatuję. Niespecjalnie przeraża ją obiektyw mojego aparatu. Zdecydowanie bardziej jest skłonna pozować, niż uciekać. Dopiero gdy wolnym krokiem zbliżam się w jej kierunku, decyduje się na ucieczkę w zarośla.
Docieram do Rozdroża pod Zwaliskiem (995 m n.p.m.), do Głównego Szlaku Sudeckiego koloru czerwonego. Przemieszczam się teraz w kierunku zachodnim. Niestety, upał nie odpuszcza, jest tym bardziej odczuwalny, że znalazłem się na częściowo odsłoniętym terenie. Las nie jest już na tyle gęsty, by dać mi choć trochę chłodnego cienia. Przed promieniami słońca można ukryć się jedynie wśród wielkich skał, gęsto usianych w bliskiej okolicy szlaku.
Postindustrialny klimat zanika
W pewnym momencie dostrzegam, że drzewostan się przerzedza. Na końcu ścieżki znajduje się kamienna górka, w której kierunku prowadzi szlak. Mija chwila, nim zauważam, że oto właśnie dotarłem do kopalni kwarcu Stanisław. Wspinam się po sypkiej ścieżce i po chwili wchodzę na rozległą kamienistą równię. Przy prażącym dziś słońcu jest tutaj jak na pustyni. Nie ma nawet metra kwadratowego cienia, a kamienie są tak rozpalone słońcem, że czuję się podgrzewany zarówno od dołu, jak i z góry.

(...)

Więcej - czytaj w numerze "n.p.m."
 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też