Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Korona Gór Polski | Turbacz

Góra w cieniu schroniska

NPM 1/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Bartosz Andrzejewski
(fot. Albin Marciniak)
„Chodź na Turbacz! Chodź na Turbacz! O, widać go!” – zawołał Jan Paweł II do pielgrzymów podczas spotkania w Ludźmierzu w 1997 roku. Trudno się tej papieskiej propozycji oprzeć. Gorczańskie szlaki czekają na turystów spragnionych ciszy i pięknych panoram.

Gorce są jednym z tych pasm, w których nie bywam zbyt często. Przyznaję, że to błąd, bowiem jest to jeden ze spokojniejszych rejonów Beskidów i łatwo znaleźć tu ciszę i wszechobecny spokój na szlaku. Nawet jeśli za cel postawimy sobie najwyższy i najpopularniejszy Turbacz (1310 m n.p.m.), należący do Korony Gór Polski, wielkich tłumów, jak choćby na Babiej Górze, tu nie zobaczymy.
Zresztą sam wierzchołek pozostaje nieco w cieniu położonego nieopodal schroniska, które jest chyba jednym z największych – jeśli nie największym, obok Polany Chochołowskiej – górskich obiektów PTTK w Polsce. Z pierwszej wizyty sprzed wielu lat zapamiętałem szczególnie dwa fakty. Po pierwsze, zjadłem tam bardzo dobry obiad i odpocząłem w jadalni z genialnym widokiem na Tatry. Po drugie, budynek już wtedy wydał mi się naprawdę duży jak na schronisko i kojarzył mi się raczej z solidnym hotelem górskim. Nic bardziej mylnego, ale do jego klimatu jeszcze wrócimy.

To tylko incydenty
Lubię samotność na szlaku. Ona sprzyja obserwacjom. Nie mam tu na myśli jedynie leśnej zwierzyny, której mógłbym przypatrywać się godzinami, czy pięknych panoram roztaczających się dookoła, kiedy przemierzam odsłonięty górski grzbiet. Może dziwnie to zabrzmi, ale w górach z ogromną chęcią obserwuję ludzi. Jestem trochę jak gospodarz schroniska, którego turysta może zadziwić swoimi wymaganiami i życzeniami albo po prostu zachowaniem. Nie twierdzę, że trudnego klienta spotykam w schroniskach na każdym kroku, ale niejednokrotnie miałem okazję być świadkiem wydarzeń, jakich w górach bym się nie spodziewał. W jednym z tatrzańskich schronisk byłem zmuszony przyglądać się szarpaninie podchmielonych panów, których poróżniły względy kibicowskie.
Myślę, że tego typu zdarzenia są wynikiem dużego wzrostu zainteresowania turystką górską wśród Polaków. Żeby była równowaga w przyrodzie, to i proporcje turystów rozważnych do tych lekkomyślnych również są zachowane. Wierzę jednak, że z czasem będę takich obrazków oglądał mniej i zawsze będą to jedynie incydenty, a nie swego rodzaju normy. Na szczęście zdecydowana większość osób, które spotykam na górskich ścieżkach, to serdeczni i życzliwi ludzie. Podobnie zresztą jak gospodarze obiektu na Turbaczu.
– Schronisko prowadzimy z mężem od października 2006 roku, czyli już od ponad 12 lat. Przez ten czas zauważyliśmy dość duże zmiany w zachowaniu turystów. Ale najważniejsze, że są to zazwyczaj zmiany na lepsze – mówi Bogumiła Długopolska, gospodyni schroniska PTTK na Turbaczu i dodaje: – Owszem, w ostatnich latach turyści są coraz bardziej wymagający, a czasem wręcz roszczeniowi. Ale w mojej ocenie nie jest to do końca zła cecha, bo dzięki takim zachowaniom i nasza działalność może się rozwijać. Natomiast w pewien sposób uogólniając, dzisiejszego turystę cechuje większy szacunek do innych osób, mienia oraz do przyrody. Oczywiście, zdarzają się i tacy, którzy z niewiadomo jakich przyczyn muszą coś zepsuć lub zakłócić komuś wypoczynek, ale są to na szczęście sytuacje sporadyczne – podsumowuje Długopolska.

Samotność nie jest taka zła
W Gorce wyjeżdżam wczesnym rankiem. Chcę na Turbaczu zameldować się najpóźniej w południe. Wybieram się do Obidowej, a tam z pobliskiej Cuptówki wyruszę na szlak koloru zielonego. Dokładnie tak, jak przed laty. Liczę jednak na to, że tym razem dotrę nieco szybciej. Wtedy, gdy wędrowałem po stronie południowej, wpadałem po kostki w błoto. Ścieżka była zrujnowana przez traktory, które przewoziły ścięte drzewa. Natomiast kiedy schodziłem po stronie północnej, szlaki zamieniły się w lodowe rynny, które były trudne do pokonania.
Tym razem jadę w Gorce z myślą, że szlak będzie w lepszym stanie. Mimo to zabrałem ze sobą raczki, więc ewentualne lodowisko nie będzie mi straszne. Gdy docieram do Obidowej, przez mgłę przebijają się pierwsze promienie porannego słońca. Zarzucam plecak i w górę! Maszeruję w kierunku południowym na jedno z ramion gorczańskiego zwornika. To właśnie Turbacz jest jego zwieńczeniem, od którego odchodzi w różnych kierunkach aż siedem masywnych ramion. Pamiętam dobrze z poprzedniej wizyty, że gdy pokonałem odcinek prowadzący na grzbiet, mogłem skierować wzrok na Tatry. Ale nie tylko najwyższe góry Polski są zachętą dla turysty wybierającego się w Gorce. Przyroda i względny spokój na szlaku potrafią poprawić humory.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też