Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Góra nie dla każdego

NPM 4/2015
Numer wyprzedany
Autor:
Redakcja n.p.m.
(fot. Michał Łukasik)
Od dwóch lat jestem Państwa stałym czytelnikiem. I nigdy nie mogę się doczekać kolejnego wydania. Inspirują mnie podróże, opisy wypraw, zachwycam się górami w każdej postaci. Tak się składa, że Wasz magazyn dostępny jest w drugiej połowie miesiąca, a ja wtedy mam najwięcej pracy. Czytam zatem szybko najważniejsze artykuły, by na początku miesiąca jeszcze raz do nich wrócić i na spokojnie się zaczytać.

Od dwóch lat jestem Państwa stałym czytelnikiem. I nigdy nie mogę się doczekać kolejnego wydania. Inspirują mnie podróże, opisy wypraw, zachwycam się górami w każdej postaci. Tak się składa, że Wasz magazyn dostępny jest w drugiej połowie miesiąca, a ja wtedy mam najwięcej pracy. Czytam zatem szybko najważniejsze artykuły, by na początku miesiąca jeszcze raz do nich wrócić i na spokojnie się zaczytać.
Moja przygoda z górami zaczęła się jakieś pięć lat temu od drogi na Morskie Oko. I tak po kilku latach zrodziło się w mojej głowie marzenie podjęcia próby zdobycia Korony Ziemi…
9 stycznia o godzinie 8.35 stanąłem wraz z Wami na szczycie Kilimandżaro. To moja druga góra zaliczana do Korony Ziemi. Wcześniej, 7 sierpnia 2014 r., stanąłem na szczycie Mont Blanc. Wracając do Kili, to jedna z piękniejszych wypraw. Wyjście z samolotu i pierwszy łyk powietrza – nie do opisania. I ludzie – mili, sympatyczni, nigdzie się nie spieszący i nie narzekający. Mimo że w Afryce znalazłem się w środku lata, to góra pokazała wszystkie swoje oblicza. Deszcz, grad, śnieg, wiatr potęgujący odczuwalną temperaturę po ostre i palące słońce pod koniec wyprawy.
Góra ta we wszystkich dostępnych biuletynach traktowana jest jako „łatwa”, ale to bardzo mylące. Podejście nie jest trudne, można porównać je do naszych tatrzańskich dolin, ale wysokość bliska 6 tys. m n.p.m. i ciśnienie o połowę niższe niż w centralnej Polsce składają się na olbrzymi wysiłek i pokazują, jak bardzo ważne jest przygotowanie fizyczne, kondycyjne i tlenowe. „Góra dla każdego” – tak zdecydowanie nie można jej opisać.
Michał Łukasik
Skotniki Górne

Kobiety w GOPR i TOPR

Z uwagą i zaciekawieniem przeczytałem artykuły składające się na temat numeru („n.p.m.” nr 3/2015) i muszę przyznać, że jestem zszokowany. Zacznę od tego, że osobiście jest mi obojętne – może nie całkiem (ale do tego wrócę) – czy kobiety są wśród ratowników, czy ich nie ma. Uderzyła mnie jednak jawna, niczym nieskrywana dyskryminacja kobiet w środowisku ratowników. Deklaracje poszczególnych naczelników, że nie mają nic przeciwko obecności kobiet w swoich jednostkach, a w szczególności wyjawienie, że lepsze wyniki kobiet są przez nich wykorzystywane jako argumenty przeciwko niechętnym im kolegom, potwierdzają tylko istnienie problemu.
Nie problemu „technicznego”, bo i bez kobiet grupy ratownicze znakomicie sobie poradzą, ale problemu obyczajowego, by nie rzec – socjologicznego. Demaskatorsko wręcz (choć pewnie niezamierzenie) brzmi wypowiedź naczelnika Grupy Podhalańskiej, że „dziewczyny będą musiały udowadniać, że są równe chłopakom, a nawet lepsze”. To już jest, Panie Naczelniku, akceptacja dyskryminacji w prowadzonej przez Pana jednostce! I bez znaczenia jest, że uprzedza je Pan o czekających je problemach z troski o nie same. Nie tędy droga. Kierunek bowiem jest jeden – zmiana mentalności i nastawienia do tematu Panów Ratowników. Ktoś spyta: „ino po co?”. Ano po to, żeby jutro lub pojutrze Pan Ratownik nie spytał o kolor skóry ofiary wypadku, do której Go wysyła dyżurny. Przesadzam? A niby dlaczego? Kto jest kompetentny, żeby określić granice nietolerancji Panów Ratowników? Nietolerancji, która objawia się nieuzasadnionym strzeżeniem hermetyczności środowiska.
Nieuzasadnionym, bo w żadnej z wypowiedzi mężczyzn nie znalazłem merytorycznego argumentu przeciwko obecności kobiet w GOPR i TOPR. Stwierdzenie, że ta praca wymaga szczególnej odporności psychicznej i fizycznej, jest nic niewarte, dopóki nie udowodnimy, że kobietom tej odporności brakuje. Najbardziej ciekawi mnie powód odrzucenia kandydatury p. Eweliny Zwijacz-Kozicy przez zarząd TOPR-u w 2011 roku. Paradoksalnie jedynych argumentów przeciw sobie dostarczają same kobiety. Pierwszy z nich – o potrzebie siły fizycznej – od razu zresztą zbijają poprzez powołanie się na wykorzystywanie zaawansowanej techniki w ratownictwie górskim. Drugi to ryzykanctwo – mężczyzna pójdzie dalej tam, gdzie kobieta się zawaha lub nawet zatrzyma. I tu wracamy do mojej bezstronności... Tak! Z tego względu wolę być, jako turysta, ratowany przez mężczyzn. Chociaż, jak już przyjdzie co do czego, to nie wiem, czy mając zawsze stosowne ubezpieczenie, nie spróbuję przeturlać się na słowacką stronę, by oddać się w ręce Horskiej služby.
Grzegorz Chudzik
Zielona Góra


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też