Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Świat | Włochy - Apeniny

Giro, Duce, Papa

NPM 11/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Grzegorz Grupiński
(fot. Grzegorz Grupiński)
W samym centrum włoskiego buta Apeniny sięgają w pobliże magicznej granicy 3000 metrów n.p.m. W Gran Sasso d’Italia krajobraz alpejski łączy się ze scenerią przywodzącą na myśl mongolskie stepy – to płaskowyż Campo Imperatore.

Od lat obsesyjnie sprawdzam, co kryje się pod kulminacjami różnych części Europy, zaznaczonymi na mapie brązowym kolorem czy krzyżykami z wysokością nad poziomem morza. Teraz nadeszła pora na Apeniny.
Krzyżyk „2912 m” to w istocie najwyższy wierzchołek Corno Grande, który z kolei jest królem masywu Gran Sasso d’Italia. Krótki „risercz” w internecie przekonuje, że to atrakcyjny cel na męski, jesienny wyjazd. Południowe słońce, wysokogórska rzeźba najwyższych szczytów, znakowane szlaki, a nawet ferraty…
Kupujemy więc z Mariuszem bilety, rezerwujemy auto i… wtedy przychodzi załamanie pogody. Śnieg, deszcz, zero stopni – to ma być włoskie babie lato?

Cudowne rozjaśnienie
Na lotnisku w Bolonii odbieramy naszą nową przyjaciółkę – fiata pandę w kolorze… czarnym. Pieszczotliwie ochrzczone mianem Czarnej Perły auto wiezie nas dzielnie przez pół nocy, aż do regionu Abruzzo i niekończących się zakrętów podjazdu na Campo Imperatore.
Na wysokości 2100 metrów n.p.m. siąpi deszcz i zupełnie nie ma widoczności. Parkujemy na prawie pustym parkingu pod jakimś budynkiem. W aucie obok, na polskich blachach, dwóch delikwentów zawija się w śpiwory. Robimy to samo.

Nad ranem wstaję za potrzebą. Pomiędzy chmurami widzę wspaniale rozgwieżdżone niebo. Podczas pobudki sprzedaję tego newsa mojemu towarzyszowi, ale ten mi nie wierzy, bo widoczność wciąż ogranicza się do bliskiego otoczenia auta.

Powoli z mgły wyłania się to, co będzie naszą codziennością przez kolejne kilka dni. Wokół nas parking i odrapany, koszmarnie brzydki budynek zwany „hotel Mussolini”, dawna oraz obecna górna stacja kolejki linowej z Fonte Cerreto, kaplica i obserwatorium astronomiczne z kopułami. I wielka pustka. Zimno wystraszyło chyba włoskich turystów, których w sezonie jest tu mnóstwo.
Wyjadanie resztek kanapek, wyłażenie ze śpiworów, mobilizacja… Uzgadniamy, że spróbujemy rozpocząć od mocnego uderzenia. Pójdziemy na Vetta Occidentale – najwyższą turnię Corno Grande. Naszym łupem może paść honorna droga – tak zwana diretissima.

Ruszamy. Na szlaku na Sella di Monte Aquila (2335 m n.p.m.) następuje cudowne rozjaśnienie. Na przełęczy otwiera się wokół nas wielka zielona przestrzeń łagodnych grzbietów, przypominających nieco przerośnięte Tatry Zachodnie. To kluczowe rozdroże szlaków z kilku kierunków. My ciągniemy na północ, w kierunku potężniejącej sylwetki Corno Grande.


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też