Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Temat numeru | Polki w himalaizmie

Gender idzie w góry

NPM 4/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Andrzej Bazylczuk
Aleksandra Dzik jako pierwsza Polka zdobyła pięć najwyższych szczytów byłego ZSRR (fot. Jan Lenczowski)
„Kobiety na traktory!” – wzywał słynny socrealistyczny plakat. Miał on udowodnić, że miejsce pań jest nie tylko w kuchni. Kobiety przez lata rozszerzały swoje strefy wpływów, stopniowo zagarniając również te tradycyjnie zarezerwowane dla mężczyzn. To dzięki wspinaczkom znad Wisły panie wywalczyły sobie miejsce również w świecie alpinizmu. Jednak wygląda na to, że w ostatnim czasie polskie wspinanie kobiece przechodzi mały kryzys.

Szereg dam polskiej wspinaczki skutecznie dowodził, że kobiety w górach mogą dokonywać rzeczy równie doniosłych, jak mężczyźni i obywać się zupełnie bez pomocy górskich macho. Do historii przeszły takie wyczyny, jak choćby pierwsze zdobycie ośmiotysięcznika przez samodzielny kobiecy zespół, którego w 1975 roku dokonały Anna Okopińska i Halina Krüger-Syrokomska, wchodząc na Gaszerbrum II (8035 m n.p.m.), czy 10 lat późniejsze wejście na Nanga Parbat tercetu: Wanda Rutkiewicz, Krystyna Palmowska i Anna Czerwińska. Trudno też nie wspomnieć o wejściu Rutkiewicz na Mount Everest (8850 m n.p.m.), którego dokonała w 1978 roku, zostając pierwszym na czubku świata Polakiem. Himalaiści podobno nie posiadali się wtedy z zazdrości. A to tylko wycinek dokonań polskich himalaistek. Niestety, z biegiem lat idea kobiecego wspinania w naszym kraju zdawała się blaknąć. Śmierć Rutkiewicz na Kanczendzondze zakończyła pewną epokę.

Projekt  „Polski Himalaizm Kobiecy”
Na różne sposoby starano się wskrzesić kobiecy himalaizm. Oficjalną próbę podjęły Danuta Wach i Ewa Panejko-Pankiewicz, członkinie Komisji Himalaizmu Polskiego Związku Alpinizmu. Panie zaangażowały się w tworzony od 2008 roku projekt „Polski Himalaizm Kobiecy”. Dzięki nim w Morskim Oku organizowano kobiece zgrupowania sportowe, które miały służyć podnoszeniu umiejętności wspinaczkowych. Stawiano także na integrację oraz trening kondycyjny. Po trzech takich spotkaniach zdecydowano się na kolejny krok – wyprawę unifikacyjną na niezdobyte sześciotysięczniki w rejonie lodowca Sobun w Karakorum. W skład ekspedycji weszło osiem alpinistek: Paulina Janczar, Joanna Nowosadzka, Danuta Przybylska, Bernadeta Szczepańska, Anna Kladzińska, Irena Kladzińska, Danuta Piotrowska i kierująca przedsięwzięciem Danuta Wach. Wyprawa rozpoczęła się pod koniec sierpnia 2011 roku. Już po kilku dniach panie miały na koncie zwycięskie potyczki z kilkoma szczytami szacowanymi na mniej więcej 5000 m n.p.m., a 10 września Paulina Janczar i Joanna Nowosadzka weszły na górę przypominającą tatrzańskiego Mnicha. Niestety, ich radość nie trwała długo – w obozie na wysokości około 4000 m n.p.m. nagle zmarła Beta Szczepańska.
– Umarła tak samo jak Halina Krüger-Syrokomska na K2. Położyła się, zasnęła i umarła. Beta była bardzo sprawna fizycznie, miała wszystkie badania, jakie trzeba było mieć, i nic nie wskazywało na to, że cokolwiek może się jej przytrafić. A jednak... Może do tego samego doszłoby, gdyby była gdzie indziej, a nie w górach – rozważa Danuta Wach. I dodaje: – Sportowo wyprawa odniosła duży sukces, ale nie mogłyśmy głośno o tym mówić, gdyż odczuwałyśmy ogromny smutek. Nie chciałyśmy się chwalić, gdy nasza koleżanka odeszła.
– To była sytuacja losowa. Nie było wokół niej kontrowersji, ale i tak tragedia podcięła skrzydła rodzącej się dopiero idei – wspomina himalaistka Aleksandra Dzik, która uczestniczyła w zgrupowaniach w Morskim Oku.
Poważny cios dla projektu nie oznaczał jego końca i w kwietniu 2012 roku ogłoszono plan powrotu w Karakorum. Zespół w składzie: Paulina Janczar, Joanna Nowosadzka, Ewa Warzywoda, Izabela Czaplicka i Jadwiga Boinska miał dokonać pierwszego przejścia północno-wschodniej ściany Shimshal White Horn (6303 m n.p.m.). Zaplanowaną na sierpień wyprawę wpisano już do kalendarza Polskiego Związku Alpinizmu, jednak ekspedycja nigdy nie doszła do skutku. Jak to zwykle bywa, jednym z głównych powodów były pieniądze.
– Nie udało się znaleźć sponsora. Miałyśmy rozmowy z jedną organizacją kobiecą i wyglądało to naprawdę optymistycznie. Było spotkanie i prezentacja naszego projektu, ale potem nawet nie było żadnej odpowiedzi z ich strony – wspomina Jadwiga Boinska.
Marzenia, by przywrócić kobiecemu wspinaniu w Polsce dawną świetność, rozbiły się więc o twardą ścianę rzeczywistości. Widać to nawet w cyberprzestrzeni, gdzie wprawdzie prężnie działa serwis Wspinaczki.pl, ale strona Polski Himalaizm Kobiecy od dawna nie ma aktualizacji, a na żywym niegdyś facebookowym profilu o tej samej nazwie ostatni wpis pochodzi z lutego 2012 roku. Śladów kobiecych wypraw próżno także szukać wśród wniosków składanych do PZA.
– Aktualnie w Polskim Związku Alpinizmu nie ma inicjatyw skierowanych specjalnie na działalność kobiecą.
Kobiety są dofinansowywane, trzeba jednak przyznać, że reprezentacja pań zajmujących się himalaizmem nie jest liczna – mówi Piotr Xięski, wiceprezes PZA.
– Uważam, że dzieje się krzywda, że w PZA nie ma osobnego programu i pomysłu na rozwój alpinizmu kobiecego –wskazuje Danuta Wach, która do marca 2013 roku zorganizowała sześć cieszących się ogromnym zainteresowaniem obozów w Morskim Oku. Robienia kolejnego już się nie podjęła. Zniechęciła ją konieczność wielomiesięcznych starań o dofinansowanie projektu.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też