Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Świat | LAS BAWARSKI

Gdzie kornik mówi dobranoc

NPM 11/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Grzegorz Grupiński
(fot. Grzegorz Grupiński)
Szumawa, albo – jak kto woli – Las Bawarski, to dziesiątki kilometrów przestrzeni – zalesionych wierchów, torfowisk, miejsc po wyludnionych wsiach. Próbujemy przez kilka dni ogarnąć te góry, lawirując na styku granic Czech, Niemiec i Austrii.  

Skąd ta pustka w sercu kontynentu, określana jako największy leśny kompleks w Europie Środkowej? Dawniej naturalna bariera gór nie tylko dzieliła, ale i łączyła ludzi, którzy swobodnie osiedlali się po obydwu stronach masywu, najczęściej nazywanego Lasem Czeskim (niem. Böhmerwald).
Po drugiej wojnie światowej niemiecka ludność została wysiedlona z czeskiej strony gór. Masyw stał się częścią żelaznej kurtyny, oddzielającej szczęśliwą krainę komunizmu od zgniłego Zachodu. Czeska część opustoszała i została zmilitaryzowana. Opuszczone przez Niemców wsie przestały istnieć, zupełnie jak liczne łemkowskie i bojkowskie osiedla w Bieszczadach czy Beskidzie Niskim. Zbudowano za to liczne wojskowe instalacje, chroniące Czechosłowację przed inwazją NATO. Ruch turystyczny w strefie nadgranicznej był ograniczony niemal do zera, aż do 1990 roku.
Podział nastąpił nawet w sferze nazewniczej. Do dziś czeską część nazywamy Szumawą, a południową stronę – Lasem Bawarskim (niem. Bayerischer Wald), choć to przecież te same góry. Na szczęście dziś można swobodnie przekraczać granice, a zimnowojenne rany już dawno się zabliźniły.
Śladem cietrzewia
W Bawarskim Lesie meldujemy się z Przemem w samym środku nocy. Za nami osiem godzin jazdy przez kawał Polski i całe Czechy. Mijamy puste Spiegelau i znajdujemy leśny parking na drodze prowadzącej do podnóża Grosser Rachel. Zawijamy się w śpiwory i z ulgą zapadamy w trzygodzinną drzemkę.
O świcie, wymięci i niedospani, pakujemy się w drogę. Można by podjechać wyżej aż do parkingu Gfäll (950 m n.p.m.). Niestety, powrót autem dozwolony jest dopiero po godzinie 18, co nas nie urządza. Nie chcemy też czekać na pierwszy wahadłowy bus ze Spiegelau, więc decydujemy się na szybki marsz asfaltem do Gfäll.
Jesienny las paruje wilgocią, wzdłuż drogi ciągną się wykroty przetykane zwałami mchu, w wielu miejscach wyziera woda.
– Te góry niespecjalnie nadają się do chodzenia na przełaj – stwierdzamy.
Wreszcie parking. Z ulgą schodzimy z asfaltu i rozpoczynamy podejście szlakiem, znakowanym plakietką z wizerunkiem cietrzewia. Rześkie powietrze napędza nasze motory i zaledwie w 40 minut od Gfäll jesteśmy przy schronisku Waldschmidthaus (1360 m n.p.m.). Łapiemy oddech, podziwiając jezioro Rachelsee z pobliskiego punktu widokowego. Mija kolejny kwadransik i osiągamy skałki zwieńczone krzyżem na szczycie Grosser Rachel (1453 m). To druga co do wysokości kulminacja Lasu Bawarskiego. Tylko o trzy metry ustępuje najwyższemu Grosser Arber.
Spojrzeniem na północ, w stronę Czech, ogarniamy typową dla Szumawy panoramę. Niekończące się połogie grzbiety rozciągają się z północnego zachodu na południowy wschód. Wszędzie monotonia leśnych połaci, wśród których kryje się masa torfowisk, zwanych tutaj slatí. Generalnie przeważa wymiar poziomy nad pionowym, przydając krajobrazowi nutę ponurej nostalgii.
Do czeskiej granicy mamy niewiele ponad kilometr. Jeszcze przed wojną Grosser Rachel (dla naszych południowych sąsiadów Velký Roklan) był popularnym celem wycieczek czeskich turystów. W czasie zimnej wojny graniczne pasmo było pilnie strzeżone i niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Na widocznym na północy Poledníku (1315 m n.p.m.) powstał ściśle tajny obiekt o kryptonimie TOPAS – instalacja wojskowa, umożliwiająca nasłuch sygnałów radiowych daleko w głąb kapitalistycznej Bundesrepublik. Dziś przebudowany obiekt na Poledníku przyciąga turystów jako wieża widokowa.
 
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”
 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też