Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Beskid Wyspowy

Gdzie jesteś, Jasieńku?

NPM 1/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Michał Parwa
Pierwsze tego dnia promienie słońca łapiemy dopiero na polanie za Miznówką (fot. Michał Parwa)
Podium Beskidu Wyspowego nie jest wyzwaniem z najwyższej półki. W prawdziwą wyprawę zmienia się dopiero zimą. Nieprzetarte szlaki, rzadkie i okazjonalne lawinki do spółki z dwumetrowymi zaspami skutecznie zmieniają perspektywę. Zwłaszcza kiedy nie widać szczytu, ścieżki ani partnera.

Wieczorem większość stacji telewizyjnych zdominował komunikat powracający w tym sezonie jak bumerang: „zima znów zaskoczyła drogowców”. Ze szklanych ekranów wylały się obrazy pługów, połamanych szufli i zerwanych trakcji elektrycznych. Tym razem koncentracja kataklizmów przypadła na południe kraju. A potem już tylko padało i prószyło ze zmiennym natężeniem. Najpierw przez godzinę, potem przez całą noc, aż do rana. W białą plamę zamienił się nawet krakowski dworzec, gdzie parę minut po szóstej spotykam Andrzeja. W myśl ogólnie przyjętej tezy, że wszyscy mężczyźni to duże dzieci, pakujemy swoje zabawki do ciepłego autobusu. Resoraki i klocki zastąpiliśmy rakietami śnieżnymi i wszelkiej maści ocieplanymi texami. Przecież nie można sobie odmówić przyjemności deptania świeżego puchu czy lepienia bałwanów na jakimś odludziu! Swoją drogą czwarta władza odrobiła zadanie. Trąbienie o tonach śniegu, jakie spadły w nocy na Małopolskę, skutecznie odstraszyło turystów. Poza nami na poranny kurs do Szczawnicy załapał się tylko jeden snowboardzista. Drogowcom również należy się sprostowanie: do Myślenic idzie jak po maśle. Dopiero za Mszaną Dolną wokół szosy wyrastają śnieżno-błotne bandy sięgające pasa.

Beskid Zaspowy
Przystanek „Szczawa-Białe” formalnie przestał istnieć. Skrzętnie przykryła go wielka masa bryzgająca spod pługów. Podobny los spotkał zaparkowane obok samochody. Można je rozpoznać jedynie po kolorze dachów. To jeden z tych dni, w których producenci wszelkiego sprzętu do odśnieżania zacierają ręce. Całe pasmo mogłoby dziś zmienić nazwę na Beskid Zaspowy. Jedynym obiektem pozbawionym białego puchu jest most na Kamienicy Gorczańskiej.
– Zbyt wielkiego wyboru nie mamy – wzdycha Arni.
Na szczęście szlak zielony pokrywa się z drogą. Przekraczamy rzekę i ruszamy między domy. Praca przy łopatach trwa w najlepsze. Oczy mieszkańców, wielkie niczym pięciozłotówki, obserwują dwóch, zapewne obłąkanych, turystów, którzy po takim opadzie zdecydowali się wyjść na szlak. Bardziej zaniepokojonym pokazujemy rakiety przytroczone do plecaków. I już po chwili jesteśmy zmuszeni zademonstrować ich zastosowanie w praktyce. Za ostatnim budynkiem asfalt kończy się na metrowej zaspie. Szlaku, rzecz jasna, nie widać. Zakładamy sprzęt na stopy i wdrapujemy się pod górę. W takich warunkach należałoby tu postawić tabliczkę z napisem: „witaj w krainie, gdzie przybysz ginie”. Chyba że tak jak my ma się w zanadrzu GPS. Ale co nam po dobrodziejstwach techniki, kiedy mokry śnieg oblepia dosłownie wszystko. Jedyne, co jest pewne, to kierunek marszu. A świadomość, że nasze rodziny, wyposażone w ciepłe kapcie, oglądają w tym czasie telewizję śniadaniową, bynajmniej nie pomaga.
– Byle do linii drzew! – krzyczę do kolegi, który co chwilę wyłania się
z zaspy i na powrót w niej znika, jakby pływał delfinem.
Las to już zupełnie inna bajka. Warstwa bieli sięga „tylko” do kolan. A na drzewie wreszcie pojawia się zielona farba. Pierwsze koty za płoty. Od tej pory nowym problemem staje się dla nas przewyższenie. Znajomy przewodnik opowiadał, że będzie ostro, bo to najkrótszy szlak na polanę Wały (970 m n.p.m.). Ale 300 metrów pod górę (i to na dwóch kilometrach!) pachnie solidnym wytapianiem kalorii. Biję się z myślami, czy zapoznać Arniego z tą radosną nowiną, kiedy dosłownie znikąd wyrasta przed nami zbocze ciągnące się do nieba. Robimy krótki postój na złapanie oddechu, a potem grą w marynarza roztrząsamy, kto pierwszy będzie torował. Tym sposobem zdobywamy wysokość w tempie całkiem sprawnego ślimaka winniczka.

(...)

Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”