Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Bieszczady

Foka niczym lokomotywa

NPM 2/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Tomasz Dębiec
Szlak do schroniska na Połoninie Wetlińskiej niemal zawsze przetarty jest przez skuter goprowców (Fot. Tomasz Dębiec)
Znowu słaba zima – wzdychałem, wrzucając narty do samochodu, ale planów zmieniać nie zamierzałem. Jadę w Bieszczady. Nie wiem, jak zachowałby się mój organizm, gdybym pozbawił go przygody z zimowymi atrakcjami górskimi. Jestem od nich uzależniony.

Im bliżej bieszczadzkiego celu, tym jechać trzeba ostrożniej. Droga śliska, a brakuje półtorametrowych, śniegowych band na poboczu, które w razie przeszarżowania ratują skórę nieostrożnym kierowcom. Pewnie dlatego, będąc sto metrów od celu, trafiam brzuchem auta w słupek oddzielający jezdnię od chodnika. Niemniej szczęśliwie docieram do Cisnej.

Nie ma jak w rodzinie
Stąd najczęściej wyruszam na krótkie, ale treściwe bieszczadzkie wycieczki. Po pierwsze dlatego, że mieszka tu moja siostra i łączę odwiedziny z turystyką. A po drugie, to niemal sam środek tych gór, które nie są przecież tak rozległe. Stąd mogę się wybrać na jednodniową wycieczkę w dowolną część Bieszczadów. W Cisnej mam też kompanów od narciarstwa pozatrasowego. Szwagier ma specjalny pokój, gdzie trzyma narty. Ma kilka par. Z kolei moja koleżanka Dorota, choć zawodowo nie jest związana z narciarstwem, na deskach jeździ niemal tyle dni w roku, co instruktor tego sportu. Poza tym maluje bieszczadzkie ikony w jednej z tutejszych galerii, a od czasu do czasu również narciarzy, którzy w wielkim pędzie pokonują dziewiczy teren. Z reguły na jej obrazach narciarzowi ponad śnieg wystaje tylko kawałek narty i czubek głowy. Trzeba jednak przyznać, że to bardziej wizja idealnych warunków do jazdy niż reportaż z bieszczadzkich zjazdów. Przynajmniej w ostatnich dwóch sezonach śniegu nie było tak dużo, jakbyśmy chcieli. O tym, jakie są warunki w wyższych partiach, donosi zawsze mój szwagier Tomek. Jest leśnikiem i czasami służbowo wybiera się w wyższe partie gór.
– Byłem pod Małym Jasłem. Jest dobre pół metra fajnego śniegu – kiedy słyszę od szwagra takie informacje, jestem zadowolony.
– Na Małej Rawce powinno być jeszcze lepiej – takie zdanie Doroty też przywraca chęć do życia.
Cel pierwszej bieszczadzkiej wyprawy mamy więc wyznaczony – Mała Rawka (1272 m n.p.m.). Z Cisnej jedziemy przez Wetlinę w kierunku Ustrzyk Górnych. Część tzw. obwodnicy bieszczadzkiej między tymi miejscowościami to najbardziej atrakcyjny widokowo jej fragment, ale zimą może się okazać trudny do pokonania. Od listopada do maja nie kursują tędy autobusy. Ich rozkład w dużej mierze zależałby od kaprysów natury, a i wozić nie byłoby kogo. Zimowa turystyka w Bieszczadach praktycznie nie istnieje, ale dzięki temu można poczuć powiew starej legendy tych gór.
O tej porze roku zdecydowana większość szlaków jest nieprzetarta i trzeba być przygotowanym na walkę z głębokim śniegiem. Narty śladowe czy biegowe lepiej zostawić na inną okazję, bo bieszczadzki teren jest zbyt trudny, żeby ich używać.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Bieszczady
Polska

Zobacz też