Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Gorce

Dziennik zakrapiany historią

NPM 3/2013
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Michał Parwa
Stare chałupy na polanie Brożek od kilku dekad spoglądają na Jezioro Czorsztyńskie, Pieniny i Tatry (fot. Michał Parwa)
W Górach Łopuszańskich najczęściej chodzi się ze Starego Cła na Kluczki. Ale żeby znaleźć drogę, trzeba nałożyć stare zapiski na Tischnerowskie ścieżki. Przydadzą się też wołoskie korzenie i specjalizacja z etymologii. W przeciwnym razie znowu trafimy na Turbacz.

Nikt już sobie nie zaprząta głowy niemal średniowiecznym nazewnictwem. Stare granice zanikły, a na mapach wszystko odrysowano, zmierzono i opisano. Raz na zawsze, żeby nie było wątpliwości, gdzie i jak wysoko się było. Nazwy „Kluczki” nie kojarzy z górami nawet wujek Google. Za to precyzyjnie informuje, że wystarczy godzina jazdy z zatłoczonego Krakowa, by zachłysnąć się gorczańskim nadmiarem tlenu.

Nie będzie niczego
Jadąc za poradą, tuż po świcie meldujemy się w Starym Cle. I wcale nam nie wadzi, że mało kto określa w ten sposób Nowy Targ. Przecież droga na Węgry wiedzie… zaraz, zaraz, nie graniczymy już z Węgrami. Nie ma też królewskiej komory celnej, bo i króla na ten czas zabrakło. W miejscu, gdzie pierwsi podhalańscy osadnicy karczowali lasy, stoi szpital, przy którym skręcamy w stronę Kowańca. Spory rodowe pasterzy z Ochotnicy i sąsiadów z Harklowej o atrakcyjne tereny pod wypas odeszły w niepamięć. Gdzie te czasy, kiedy w trakcie życia jednego pokolenia wycinano las potrzebny do wyżywienia jednej rodziny? Trzeba było 200 lat, aby mieszczanie zagospodarowali ledwie 30 łanów gruntu! Nie myślałem, że to powiem, ale niedoszły prezydent Kononowicz miał rację. Nie ma niczego. Stare dzieje odcięto grubą kreską.
Tam, gdzie kiedyś Wołosi wypasali swój dobytek, dzisiaj mamy stok narciarski na Długiej Polanie. Nie powiem, dzięki temu jest i przestrzeń na zaparkowanie przed wędrówką. Dzieciaki szalejące ze szkółką narciarską też raczej nie narzekają. Cokolwiek by się jednak działo, Góry Łopuszańskie, a obecnie Gorce, zawsze będą mnie korciły. Legendarny „Dziennik podróży do Tatrów” Seweryna Goszczyńskiego zawiera bowiem ich wyjątkowy i precyzyjny opis: „(…) składają się z licznych garbów mniej ostrych lub krągłych, lub płaskich, między którymi snują się doliny (…)”. Wypisz, wymaluj, od razu wiadomo, o jakie pasmo chodzi. Biję się jednak w pierś i kończę ironizowanie, bo gdybym szanownego Pana Seweryna podpytał, którędy na Turbacz, mógłby się poczuć z lekka zmieszany. Zamiennie, pewnie wskazałby dokładną ścieżkę na Kluczki. Tak czy inaczej, chodzi o to samo. Współcześnie zielony szlak spod Długiej Polany to ulubiona trasa weekendowa nowotarżan, Małopolan i tych z dalszych stron, którzy zamiast na pole wychodzą na dwór.

Scheda po Sobku
Na szlak wyruszamy zupełnie osamotnieni. Dwójka turystów znikających w mlecznej chmurze ma się nijak do tłumów szturmujących ten odcinek latem. Jest też inny powód – dzień wcześniej Gorczański Park Narodowy wydał ostrzeżenie przed wychodzeniem w wyższe partie ze względu na sroga zimę i powalone drzewa. Być może dlatego, mijając goprówkę u podnóży Czarnotówki (766 m n.p.m.), mimowolnie udzielamy wywiadu z cyklu: gdzie?, po co?, i kiedy wrócimy?
– Macie dobre buty, a rakiet nie trzeba, bo wyżej ściągają drzewa traktorem – ocenia jeden z ratowników.
Z błogosławieństwem błękitnego krzyża podążamy asfaltem ku rozwidleniu potoku Kowaniec. Kilkaset metrów dalej droga skręca w lewo, a znaki zielone wreszcie wchodzą między drzewa. Mijamy niewielki mostek, za którym rozpoczyna się Golgota – tubylcza metafora stromego i męczącego podejścia, wiodącego na polanę Brożek (968 m n.p.m.). Kiedy wyłaniamy się z lasu, naszą uwagę przykuwa nietypowe sanktuarium św. Maksymiliana Marii Kolbego. Trzem potężnym pniom, ustawionym korzeniami do góry, towarzyszy polowy ołtarz i tablica poświęcona jego twórcy – Stefanowi Mrugale. Człowiek gór, który zawsze traktował je jako miejsce spotkań ludzkich spraw z Bogiem, rezydował głównie w pobliskiej bacówce. W trakcie kilkunastu lat wyrosło wokół niej kilka domków, ni to letniskowych, ni to stale zamieszkanych. I tak właśnie polana Brożek została jeszcze bardziej uczłowieczona. Nie straciła jednak przy tym swoich walorów widokowych, przez które grzeszę zazdrością, patrząc na werandy domów z bali. Z Tatr, niestety, dzisiaj nic nie będzie. Arni co prawda próbuje coś wyłapać swoim wielkim obiektywem, ale Jezioro Czorsztyńskie i zarys Pienin to absolutne maksimum przy tej pogodzie.

(...)
Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też