Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

z biegu wzięte | Paulina i Wojtek Grzesiok

Dziennik z życia suportu

NPM 10/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Paulina i Wojtek Grzesiok
()
Kilkumetrowy lód pod stopami i 30-stopniowy mróz, potęgowany przez wiatr szalejący na jeziorze Bajkał, palący upał czerwonych jak ogień skał w Utah za dnia, a w nocy śnieg do kostek wysoko w Kordylierach. Jest jeszcze uporczywy ból głowy na wysokości ponad 4000 metrów na Elbrusie oraz potężne szczeliny lodowe i rwące rzeki ginące w otchłani lodowca u stóp Piku Lenina.

To tylko garstka wspomnień, obrazów i odczuć z ostatnich kilku lat, kiedy to w ramach projektu Hercog Mountain Challenge supportujemy Piotra Hercoga. Dziś postanowiliśmy przedstawić kilka wspomnień z życia suportu, jako że Piotr jest daleko, a kontakt z nim jest utrudniony. Pisze on „kolejne rozdziały” do swojego sportowego CV z wyprawą unifikacyjną Polskiego Związku Alpinizmu na Lhotse, więc my dzielimy się z Wami wspomnieniami z tego, jak wspiera się Piotrka.
Wielu mogłoby się wydawać – a co tam suport! Przecież to Herci pokonuje mordercze dystanse czy przyprawiające o zawrót głowy deniwelacje. A suport – najczęściej się wozi z miejsca w miejsce. Pikuś!
Przy wyczynach Herciego to faktycznie pikuś, ale gdy w grę wchodzi dojechanie na czas na dany punkt, nieznajomość terenu, problemy techniczne, zmęczenie, przeciwności losu czy nawigowanie często bez mapy, wówczas podróże suportu to nie lada wyczyn!
Ultra Trail du Mont Blanc. 2015 rok, Piotrek biegnie na dystansie 166 kilometrów i ma do pokonania 9600 metrów przewyższenia. Robi to w historycznym dla Polaków czasie 24 godzin 10 minut 54 sekund. Nikt wcześniej czy później nie zdobył tak świetnej lokaty – 10. miejsca! A suport – zgrana paczka przyjaciół w siedmioosobowym vanie. Po oficjalnym starcie na fali animuszu i emocji sportowych zostaliśmy zbyt długo w Chamonix. Kiedy się zorientowaliśmy, wpadliśmy do auta i ruszyliśmy z taką prędkością, że niemalże prostowaliśmy zakręty alpejskich dróg. Nie przypuszczaliśmy, że drogi zostaną zamknięte przez organizatorów, więc dojechaliśmy najbliżej przepaku, jak się tylko dało i z duszą na ramieniu lecieliśmy jeszcze pięć kilometrów biegiem ze wszystkimi rzeczami dla Piotrka. Nie wiem, kto miał tam wtedy większą zadyszkę…
Rok później wybraliśmy się na Baikal Ice Marathon. Już sama podróż – cztery dni koleją transsyberyjską – była wyzwaniem. Na dłuższych postojach w Omsku, Nowosybirsku czy Krasnojarsku mieliśmy za zadanie trzymać pociąg, gdy podczas półgodzinnego postoju Piotrek robił treningi sportowe. Zimą Bajkał też dał nam się we znaki. Maciej Sokołowski, wieloletni przyjaciel Piotra, wyszedł mu kilka kilometrów naprzeciw mety maratonu. Wiedzieliśmy tyle tylko, że Piotr jest w czołówce, ale nie wiedzieliśmy, że biegnie po zwycięstwo. Maciej ubrany niczym na wyprawę polarną w szczycie najzimniejszego sezonu powitał naszego biegacza tymi oto słowy: – How are doing? How is the run? Na co Piotrek mu odpowiedział: – Co Ty, Sokół, nie poznajesz mnie?

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też