Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Wydarzenia | Zapowiedzi

Dzień Ratownika Górskiego w Beskidzie Sądeckim

NPM 8/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Redakcja n.p.m.
Pokazy ratownictwa górskiego i wysokogórskiego, również z udziałem psów ratowniczych, a do tego szkolenia, wystawa zdjęć, zajęcia i zabawy dla najmłodszych – to tylko część atrakcji Dnia Ratownika Górskiego w Krynicy-Zdroju.

W pierwszy weekend sierpnia w Krynicy-Zdroju odbędzie się piknik rodzinny Dzień Ratownika Górskiego, którego organizatorem jest Fundacja GOPR. Jest to impreza o zasięgu ogólnopolskim dla wszystkich miłośników gór i wszelkich aktywności. Cel jest prosty: przybliżyć codzienną pracę ratowników Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego oraz przypomnieć wszystkim o tym, jak bezpiecznie poruszać się w górach.
W ramach imprezy planowane są pokazy ratownictwa górskiego i wysokogórskiego, także z udziałem psów ratowniczych. Równolegle, w ramach Akademii GOPR, odbędą się szkolenia z prawidłowego planowania oraz umiejętności przygotowania się do górskich wycieczek, z nawigacji w terenie górskim oraz zasad udzielania pierwszej pomocy w górach. Dodatkowo będzie można obejrzeć, przygotowaną specjalnie na tę okazję, wystawę zdjęć ukazujących pracę ratowników GOPR. W programie przewidziano również pieszą wycieczkę na Jaworzynę Krynicką z ratownikami GOPR oraz górski rajd rowerowy.
Podczas dwudniowej imprezy (4 i 5 sierpnia) nie zabraknie niespodzianek dla najmłodszych. Do dyspozycji dzieci będzie m.in. ścianka wspinaczkowa, przygotowano także wiele atrakcji, np. zabawy z liną, konkurencje sprawnościowe, pokonywanie jaskiń czy przeprawy przez rzekę. Całość urozmaicona będzie loterią fantową, aukcją charytatywną, zabawą dla rodzin oraz konkursem wiedzy górskiej – wszystko z atrakcyjnymi nagrodami.   RED
Sprzątali w deszczu i śniegu
7180 wolontariuszy, mimo zimna, wiatru, a nawet opadów deszczu ze śniegiem, posprzątało 275 kilometrów tatrzańskich szlaków. Zebrano łącznie około 420 kilogramów śmieci.
Już po raz siódmy odbyła się akcja Czyste Tatry. Organizatorzy spodziewali się około pięciu tysięcy wolontariuszy, ale tegoroczny wynik – 7180 osób – przeszedł najśmielsze oczekiwania.
W ostatnią sobotę czerwca już od godziny piątej rano kolejni ochotnicy ruszali na trasy i kto był tego dnia na tatrzańskich szlakach, mógł zobaczyć mnóstwo ludzi ubranych w charakterystyczne koszulki, z identyfikatorami na szyi. Choć pogoda nie sprzyjała, bo wiało i zacinało opadami deszczu ze śniegiem, widać było, że wszyscy stawali na głowie, by posprzątać Tatry ze śmieci.
Wśród ambasadorów akcji i wolontariuszy był 6-letni Arek. Kilka miesięcy temu zrobiło się o nim głośno, bo poruszający się na wózku chłopiec dojechał wraz z mamą nad Morskie Oko. Było to w tym samym mniej więcej czasie, gdy grupa turystów pobiła się przy fasiągach, a inni zrobili zamieszanie, że w godzinach późno popołudniowych nie ma już transportu końmi z Włosienicy na Palenicę Białczańską.
Jak bardzo potrzebne są takie inicjatywy, niech świadczy opisana po powrocie z Tatr przez mamę Arka sytuacja – ludzie idący asfaltem z Morskiego Oka chcieli wręczać rodzinie Arka swoje śmieci, bo sami nie chcieli ich znosić! Dobrze, że wolontariusze TPN-u od lat sprzątają szlaki i dobrze, że istnieje akcja Czyste Tatry, ale chyba niestety wciąż brakuje w naszym kraju edukacji w temacie ekologii.
To była kolejna udana akcja i oby następna nie była potrzebna. Pamiętajmy, by Tatry i inne góry pozostały czyste cały rok. 
Dorota Rakowicz
------------------------------

Odrobina luksusu pod namiotem

Łóżko zamiast śpiwora, elektryczność zamiast latarki, kubek zamiast menażki, obiad zamiast konserwy. A to wszystko w otoczeniu natury. Luksusowy outdoor? Niemożliwe? A jednak! Glamping, bo o nim mowa, czyli biwakowanie w lesie w komfortowych warunkach, to trend, który zyskuje na popularności na całym świecie. Do Polski dopiero dociera, ale sukces jest tylko kwestią czasu.
Wywodzący się z połączenia słów „glamour” (przepych) i „camping” (biwak), dopiero w XXI wieku zyskał sławę. Glamping powstał dla miłośników natury, ale jako alternatywa dla standardowego biwakowania. To raczej namiastka hotelu, malowniczo położonego w dzikiej głuszy, gdzie budzikiem jest śpiew ptaków. Jednak zamiast spania w ciasnym śpiworze, do dyspozycji jest wygodne łóżko, a zamiast obiadu z puszki – aneks kuchenny, w którym możemy przygotować prawdziwą ucztę. Choć oczywiście pojęcie ciągle ewoluuje, bo glamping to także eleganckie przyczepy czy domki na drzewach. Ale w Polsce największą popularność zdobywają komfortowe namioty.
Niezbędny sprzęt produkuje na przykład skandynawska firma Nordisk, która oferuje bawełniane rodzinne namioty, swoją wielkością przewyższające niejedną kawalerkę. Komfort, luksus, przestrzeń (niektóre namioty mają nawet 40 metrów kwadratowych), a jednocześnie kontakt z naturą – to może pociągać na przykład całe rodziny. Podobnie jak kiedyś eleganckie kampery zaczęły wypierać przyczepy kempingowe, tak teraz glamping może zastąpić standardowe biwakowanie.
Bo wyprawa pod tradycyjny namiot to nadal niskokosztowa, ale jednocześnie też mało komfortowa propozycja na wakacje. Myślimy tu oczywiście o stacjonarnym biwakowaniu, a nie o wędrówce z plecakiem i namiotem od punktu A do punktu B. Wakacje pod namiotem z małymi dziećmi mają swój urok, ale dla wielu ocierają się o survival. Nawet obszerne namioty rodzinne nie dla wszystkich są odpowiednim rozwiązaniem. Niektórzy na samą myśl o wpełzaniu do namiotu i braku prawdziwej kawy o poranku dostają gęsiej skórki, choć są miłośnikami spędzania czasu na łonie natury. I to właśnie dla nich wyprodukowano coś, co przypomina dom w lesie.
Gdybyśmy jednak chcieli zabrać cały sprzęt niezbędny do wyposażenia takiego namiotu, musielibyśmy mieć przynajmniej średniej wielkości ciężarówkę. Sam namiot potrafi ważyć nawet 60 kilogramów. Jeśli dołożyć do tego łóżka, aneks kuchenny czy choćby stół z krzesłami, transport wymagałby sporo wysiłku. Na szczęście teraz nie musimy się o to martwić. Podobnie jak o rozkładanie i składanie namiotu, dmuchanie materaców czy rozpalanie ogniska. Owszem, możemy to zrobić, ale nie z potrzeby, a dla własnej przyjemności. Gdy wybierzemy cel podróży, cały niezbędny do biwakowania sprzęt będzie na nas czekał w miejscu docelowym.
Od ponad dekady taka forma spędzania wolnego czasu zdobywa serca turystów na całym świecie. Również w Polsce powstaje coraz więcej takich miejsc. Wszystko zaczęło się na Mazurach, potem doszło Mielno nad Bałtykiem. Pierwszy „górski” glamping zawitał w tym roku na Jurę Krakowsko-Częstochowską, gdzie w kompleksie Małe Dolomity można zanurzyć się w naturze bez rezygnacji z komfortu. W namiocie są dwie sypialnie i salonik, a na zewnątrz ławy i huśtawka dla dzieci. A to wszystko w otoczeniu lasów, łagodnych wzgórz oraz mekki polskiego wspinania skałkowego – cena nie odbiega od standardowej kwatery czy schroniska (50 zł od osoby).
Na rodzinne wakacje warto zaplanować coś, co da możliwość obcowania z przyrodą. A dzięki glampingowi twarde podłoże do spania, brak elektryczności czy kuchni nie będą żadną wymówką.          
Magdalena Przysiwek
------------------------

Tamara zakochała się w naszej Jurze

Tamara Lunger, partnerka wspinaczkowa słynnego włoskiego himalaisty Simone Moro, była gwiazdą Otwartych Dni Wspinania, które już po raz ósmy odbyły się na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. –Tu jest tak pięknie, że można się zakochać – mówiła z uśmiechem.
Jak co roku za organizacją Otwartych Dni Wspinania stała Fundacja Górska ECHO, a wspierały ją Małe Dolomity (jurajski kompleks wypoczynkowy), portalgorski. pl oraz nasz magazyn. Imprezę, pomimo jej kameralnego i rodzinnego charakteru, co roku odwiedzają wybitni goście ze świata gór i wspinania. Dotychczas w położonym na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej Hucisku gościli m.in. Carlos Carsolio, Simone Moro, Alex Txikon czy Denis Urubko.
Największe porażki Tamary
Gwiazdą tegorocznego wydarzenia była Tamara Lunger, włoska alpinistka i utytułowana skialpinistka, która brała udział w zimowym ataku szczytowym na Nanga Parbat w 2016 roku. I choć mogłaby opowiadać o swoim niejednym sukcesie, postanowiła się skupić na swoich górskich… porażkach.
– Podczas wysokogórskich wypraw czy startów w wymagających zawodach skialpinistycznych niejednokrotnie przegrywałam – opowiadała Tamara. – Niełatwo jest na przykład zatrzymać się tuż przed szczytem Nanga Parbat. Szczególnie, gdy możesz zostać pierwszą kobietą, która stanie zimą na ośmiotysięczniku. Nie jest łatwo przegrać w zawodach, kiedy masz za sobą miesiące ciężkich treningów. Ale z czasem spoglądam na swoje porażki jak na coś, co później pomaga mi w osiąganiu sukcesów. Wierzę, że porażki są potrzebne i pomagają odnosić zwycięstwa – mówiła z pełnym przekonaniem Tamara, która spędziła na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej aż cztery dni i nie ukrywała, że ten rejon Polski bardzo się jej spodobał.
Poza Lunger, do Huciska przyjechały również Anna Czerwińska, Kinga Ociepka-Grzegulska oraz Aleksandra Dzik. Sobotni wieczór upłynął zatem pod znakiem kobiecych wątków w świecie gór i wspinania.
– Co jest dla mnie ważniejsze, góry czy dzieci? –prowokujące do dyskusji pytanie postawiła Kinga Ociepka-Grzegulska, która ma na koncie m.in. przejście trudnej drogi Sprawa Honoru w Jaskini Mamutowej. – Kto ma choć jedno dziecko, ten wie, że żadna droga czy góra nie wygra z dziećmi. Trzeba tylko znaleźć sposób, jak tę miłość do dzieci połączyć z pasją – podkreślała bohaterka głośnego ostatnio filmu „Mama”, który zdobywa nagrody na górskich festiwalach.
Męski świat gór reprezentowali m.in. Ludwik Wilczyński oraz Ryszard Gajewski, którzy wspominali Macieja Berbekę. Z kolei o swojej przygodzie na górze Noszak opowiadali Karolina Jendrysik i Adrian Podżorski, laureaci ubiegłorocznego konkursu „Łap (za) dyszkę!”, którzy otrzymali wsparcie w wysokości 10 tysięcy złotych od marki Bergans of Norway na realizację wyprawy marzeń.
Biegi i szkolenia
W ramach imprezy odbyła się również czwarta edycja biegu przełajowego JUR (a) UN. Uczestnicy rywalizowali na dystansie 10 kilometrów. W klasyfikacji mężczyzn najszybciej pobiegli Krzysztof Tarnowski, Krzysztof Ryłko oraz Tomasz Kleszcz. Zaś w klasyfikacji pań na podium stanęły kolejno Agnieszka Jeż, Angelina Pilarz i Agnieszka Czyżewska. Tuż przed startem biegu głównego, na specjalnie wyznaczonej trasie odbył się Bieg Małego Echozaura, skierowany do najmłodszych uczestników Otwartych Dni Wspinania.
W drugim dniu imprezy atrakcja były warsztaty wspinaczkowe, żywieniowe oraz fotograficzne. Uczestnicy szkolenia wspinaczkowego mogli spróbować swoich sił w Rzędkowickich Skałach pod okiem wykwalifikowanego instruktora. Wiek nie grał roli, gdyż mogli się wspinać zarówno starsi, jak i najmłodsi uczestnicy imprezy. W tym samym czasie, na terenie kompleksu Małe Dolomity odbywały się warsztaty fotograficzne, które prowadził Jakub Krawczyk, fotograf Jurassic Photo Team. Tematem przewodnim była fotografia krajobrazowa. Trzeci blok warsztatów, związany z przygotowaniem do górskich wędrówek i właściwym odżywianiem w górach, przeprowadzili Karol Hening oraz Marta Naczyk z Formy na Szczyt.
Kolejna edycja Otwartych Dni Wspinania odbędzie się na pewno w pierwszym półroczu 2019 roku.          
Bartosz Andrzejewski
 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też