Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Rumunia

Dzieci lubią bezdroża

NPM 4/2013
Numer wyprzedany
Autor:
Agnieszka i Rafał Kołodzińscy
Widok z płaskiego podnóża szczytu Igniş w kierunku Gór Gutâi (fot. Agnieszka i Rafał Kołodzińscy)
Zwykle przed wyprawą do Rumunii było tak, że wybieraliśmy pasmo górskie, potem opracowywaliśmy trasę, ale niezbyt szczegółowo. Bo czasu mieliśmy pod dostatkiem i można się było gubić do woli. Tym razem czekało nas zadanie specjalne, bo góry Rumunii chcieliśmy pokazać naszym dzieciom: 3-letniej Lidii i 5-letniemu Jakubowi. O improwizacji nie było już mowy.

Jako że nie chcieliśmy tracić zbyt dużo czasu na podróż samochodem, góry Igniş w pobliżu granicy rumuńsko-węgiersko-ukraińskiej były dobrym wyborem. Wiedzieliśmy, że nie mogą być wysokie. Jakub, rosły jak na swój wiek, nie pasuje już do żadnego nosidła i musi liczyć wyłącznie na własne nogi. Lidia, choć nieco wprawiona w górskich wędrówkach, korzysta jeszcze dość często z tego cudownego wynalazku, więc trzeba było zrezygnować z namiotu i znaleźć bazę, z której możliwe byłyby wyjścia na jednodniowe wędrówki. Góry Igniş są jednak na tyle rozległe, że takich „pętelek” starczyło na dobrych kilka dni. I okazały się na tyle różnorodne, że nie było mowy o monotonii.

Pętla nr 1
Jezioro Firiza

Z kompleksu Lostriţa w Blidami (432 m n.p.m.), wybranego na miejsce naszych noclegów, zjeżdżamy samochodem w dół, mijając wieś Firiza i dalej jezioro o tej samej nazwie. Na przedmieściach Baia Mare jest opuszczone schronisko. Jego ogrom, a także fakt, że w pobliżu znajduje się nieużytkowany dworzec autobusowy, wskazują na jego dawną świetność i popularność. Niestety, teraz straszy powybijanymi szybami, ale rozległy plac przed schroniskiem idealnie nadaje się na parking. Przy dawnym dworcu rozpoczyna się szlak oznaczony niebieskimi kółkami. Szeroka ścieżka prowadzi początkowo przez las, by po niedługim czasie wyprowadzić na rozświetlone słońcem polany. Dalej kamienistą drogą idzie się bez trudności, dlatego dzieci przez większość czasu przemierzają trasę o własnych siłach. Są tu świetne tereny dla wypasu owiec, więc nie dziwi nas wodopój dla zwierząt i pasterska zagroda, która, choć zdewastowana, wygląda na nadal użytkowaną.
– Beeeeee! – odpowiadają nasze dzieci na odległe nawoływania pasterzy.
Na zalesionej przełęczy Şaua Dia odpoczywamy w chłodzie leśnej gęstwiny. Szlaki są tutaj doskonale oznakowane, a kierunkowskazy świeżo odmalowane, co nie pasuje do naszych wcześniejszych rumuńskich doświadczeń. Przez ostatnie lata po rumuńskich szlakach prowadziła nas bowiem przede wszystkim intuicja i kompas. Doszliśmy też do perfekcji w wyszukiwaniu pozostałości zatartych oznaczeń szlaków. Ale widocznie fundusze unijne na promocję regionów turystycznych dotarły i tutaj. Tym lepiej dla nas, bo ze względu na dzieci nie chcemy się gubić.
Jako że jeszcze dziś musimy dotrzeć do naszej bazy Lostriţa, opuszczamy szlak niebieski, który prowadzi aż do Baia Mare – oddalonej o 16 kilometrów stolicy i największego miasta rumuńskiego okręgu Marmarosz – i idziemy kawałek za żółtymi krzyżami aż do szlaku oznakowanego niebieskimi trójkątami. Tu znów wita nas szeroka nieutwardzona droga, która tym razem sprowadza w dół, odsłaniając co jakiś czas widok na rozległe jezioro Firiza. Tuż przy dojściu do drogi asfaltowej jest źródło wody i miejsce na ognisko. Tu spotykamy pierwszych turystów. Przy jeziorze ludzi jest jeszcze więcej. To spory kontrast w porównaniu z tym, że wyżej nie spotkaliśmy żywej duszy. A przecież przebyty przez nas fragment trasy wznosi się na wysokość zaledwie około 600 m n.p.m. (przewyższenie w stosunku do poziomu jeziora to około 200 m). Idziemy nad brzeg. Dla naszych dzieci nadszedł wreszcie czas na oglądanie kijanek i moczenie kija w wodzie.

(...)
Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Artykuły z pasma Rumuńskie Karpaty Wschodnie (m.in. Góry Rodniańskie)

Zobacz też