Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Man­gart­ska Ce­sta

Dwu­dnio­wy skok w bok

NPM 6/2008
Numer wyprzedany
Autor:
Grzegorz Grupiński
()
Marzy ci się górski skok w bok znad adriatyckiej plaży? Wracasz z Dolomitów, a zostały ci dwa dni, których szkoda na szybszy powrót do domu? Niezwykła szosa pomoże Ci w błyskawicznym tempie przemieścić się do stóp jednego z najbardziej „honornych” szczytów Alp Julijskich.  

Sło­weń­skie Al­py Ju­lij­skie sta­ły się w ostat­nich la­tach nie­zwy­kle po­pu­lar­ne wśród wę­drow­ców z Pol­ski. Zde­cy­do­wa­na więk­szość z nich wy­bie­ra ich wschod­nią część, z naj­wyż­szym Tri­gla­vem (2864 m n. p. m.) i pięk­ną Škrla­ti­cą (2740 m n. p. m.) na cze­le. Znacz­nie rza­dziej za­pusz­cza­my się w za­chod­nią część ma­sy­wu, po­dzie­lo­ną gra­ni­cą sło­weń­sko­‑wło­ską. A prze­cież i w tym re­jo­nie nie bra­ku­je urwi­stych wa­pien­nych szczy­tów, tu­ry­stycz­nych szla­ków i wi­do­wi­sko­wych fer­rat. Za­chod­nie Al­py Ju­lij­skie ma­ją jed­nak coś jesz­cze – Man­gart­ską Ce­stę.
 
1000 me­trów w gó­rę
Naj­wy­żej po­ło­żo­na w Sło­we­nii as­fal­to­wa szo­sa po­zwa­la się prze­nieść w cią­gu kil­ku­dzie­się­ciu mi­nut na wy­so­kość po­nad 2000 m n. p. m. Moż­na za­par­ko­wać au­to pa­rę me­trów od gra­nicz­ne­go grzbie­tu i po za­le­d­wie dwóch go­dzi­nach sta­nąć na wspa­nia­łym Man­gar­cie (2679 m n. p. m.) – czwar­tej co do wy­so­ko­ści gó­rze Alp Ju­lij­skich. Kto ma wię­cej cza­su, mo­że za­wrzeć bliż­szą zna­jo­mość z tym re­jo­nem, mając do dyspozycji po­ło­żo­ne nie­opo­dal schro­ni­sko i dwa bi­vac­ca.
Man­gart­ska Ce­sta roz­po­czy­na się na wy­so­ko­ści oko­ło 1050 m n. p. m. Od­ga­łę­zia się od szo­sy Ta­rvi­sio­–Bo­vec, nie­co po­ni­żej przej­ścia gra­nicz­ne­go na prze­łę­czy Pre­del (Pa­so di Pre­dil), po sło­weń­skiej stro­nie. Na odcinku 12 ki­lo­me­trów po­ko­nu­je oko­ło ty­sią­ca me­trów de­ni­we­la­cji. Dro­ga jest nie­mal w ca­ło­ści as­fal­to­wa­na i utrzy­ma­na w nie­złym sta­nie, jed­nak bar­dzo wą­ska (na je­den sa­mo­chód – trze­ba się li­czyć z wie­lo­krot­nym co­fa­niem się do mi­jan­ki), krę­ta (22 ser­pen­ty­ny) i miej­sca­mi bar­dzo prze­pa­ści­sta.
Na pew­no nie jest to dro­ga dla po­cząt­ku­ją­cych kie­row­ców. Prze­jazd do­star­cza ty­le ad­re­na­li­ny, że jest atrak­cją sa­mą w so­bie. Fan­ta­stycz­ne gór­skie wi­do­ki naj­le­piej po­dzi­wiać, za­trzy­mu­jąc się w nie­licz­nych szer­szych miej­scach. Pod­czas jaz­dy pa­sa­że­ro­wie po­win­ni za­osz­czę­dzić kie­row­cy okrzy­ków za­chwy­tu „ach” i „och”, skła­nia­ją­cych do pa­trze­nia na bo­ki – za­miast na dro­gę.
 
W spad­ku po Mus­so­li­nim
Prze­kra­cza­my gra­ni­cę wło­sko­‑sło­weń­ską. Kil­ka chwil póź­niej od­bi­ja­my od głów­nej szo­sy w le­wo i za­cie­ka­wie­ni ru­sza­my w gó­rę Man­gart­ską Ce­stą. Ku na­sze­mu zdzi­wie­niu wkrót­ce as­falt ustę­pu­je miej­sca szu­tro­wi. Za­miast la­su ota­cza nas kra­jo­braz nie­mal księ­ży­co­wy – roz­le­głe ka­mien­ne ru­mo­wi­ska. Jak do te­go do­szło?
 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też