Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Gorce

Dwa słońca Dumaca

NPM 2/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Michał Parwa
Na polanie Stare Wierchy chmura zadomowiła się stałe (fot. Michał Parwa)
W życiu każdego mężczyzny zdarzają się takie chwile, kiedy trzeba wyłączyć telefon, przemrozić palce i wyruszyć przed siebie, nie oszczędzając przy tym stóp ani kolan. Szczególnie gdy mieszka się w jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast Europy, a zeszłoroczna zima to wciąż żywa legenda, której nikt dobrze nie pamięta.

Porządne dzieło zniszczenia potrzebuje przyczyny, małego pretekstu. Tak, abym mógł racjonalnie wytłumaczyć rodzinie i drugiej półkuli mózgowej całe to poranne wstawanie, podróż pierwszym tego dnia autobusem (rzecz jasna bez śniadania), a wreszcie chęć spędzenia mroźnego weekendu gdziekolwiek poza kanapą. Spoglądając przed piątą nad ranem na oblodzony termometr, usprawiedliwienie znajduję w… pogodzie. Konkretnie w szansie na inwersję temperatury, co według meteorologii oznacza wzrost temperatury powietrza wraz z wysokością. Zjawisko to szczególnej urody nabiera w górach, gdy pojedyncze szczyty, a niekiedy całe masywy wyłaniają się spośród jednolitej tafli chmur.
Wykresy pogodowe dają nadzieję wprost przeciwnie do rzeczywistości, jaka wita nas w gorczańskich Koninkach. Sześć stopni poniżej zera, a do tego wszędobylska mgła sprawiają, że niewielki przysiółek w niczym nie przypomina letniskowej osady tętniącej życiem w trakcie wakacji. Do dzisiejszej aury bardziej pasują pierwsze zdania powieści „Komornicy” napisanej przez Franciszka Smaciarza: „W cichej, głębokiej kotlinie leży górska wioszczyna: Koninki. Przytuliły ją Gorce do piersi i objęły z dwóch stron ramionami. Dokoła spadającej wartko roztoki leśnej rozłożyły się osiedla mniejsze i większe po dwa, cztery i więcej zabudowań”. Ta celna charakterystyka wyszła spod pióra mieszkańca pobliskiej Poręby Wielkiej w 1900 roku i wciąż wydaje się aktualna. Z pewnością także ze względu na autora, który wypłynął na szerokie wody literatury pod pseudonimem Władysław Orkan. W gminie do dziś mówią o nim „Dumac z Gorców”. Poprzez swoją twórczość stał się dla tego regionu tym, kim dla Tatr był Kazimierz Przerwa-Tetmajer. Przypominają o tym jego utwory, ale też Orkanówka – muzeum biograficzne przy szlaku z Niedźwiedzia na Turbacz (1310 m n.p.m.).

Wyciąg do słońca
Dopóki niewiele widać, jesteśmy zdani na mapę, a więc ruszamy z Andrzejem śladami Orkana pod pierwszy z brzegu Tobołów (994 m n.p.m.). Przed kompletnym przemrożeniem ratuje nas strome podejście przeszywające zalesiony stok. Dzięki niemu przez godzinę możemy zapomnieć o bożym świecie, odliczając po drodze kolejne zdobywane metry. Tymczasem godna uznania jest choćby historia tej drogi, która niegdyś służyła pielgrzymom wędrującym do Ludźmierza. Zaiste nie jest to męka Pańska, ale i tak głębszy oddech udaje się nam wziąć dopiero przy polanie Jaworzyna Porębska.
Od tej pory znaki zielone prowadzą szeroką ścieżką w kierunku polany Tobołów. Na niej właśnie kończy się przyjemność z jazdy wyciągiem krzesełkowym, jeśli ktoś wybierze wariant wyjazdu z tzw. Huciska. Pomiędzy dolną i górną stacją rozpościera się podobno najdłuższa nartostrada w Gorcach, a latem tor zjazdowy dla rowerowych freeride’owców. Patrząc z naszej perspektywy, widzimy, że kluczową rolę odgrywa tu czas – o tej godzinie i przy pogodzie raczej barowej pracują co najwyżej armatki śnieżne.
Narciarzy jest jak na lekarstwo, dlatego bez przeszkód mijamy przystanek ścieżki edukacyjnej „Wokół Doliny Poręby” oraz tablicę z panoramą przypominającą marzenie ściętej głowy. Spoglądając w dół, jesteśmy skazani na przebłyski nielicznych domów rozsianych na zboczach – i ani skrawka więcej. Wielka szkoda, bo niedaleko bije prawdziwe serce Beskidów. W normalnych warunkach spod Tobołowa można zobaczyć, jak od masywu Turbacza odchodzą poszczególne gorczańskie grzbiety.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też