Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Widziane z gór | Karakorum

Druga zima w Ladakhu

NPM 2/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Radek Kucharski
(fot. Radek Kucharski)
Moja pierwsza zimowa wizyta w Ladakhu przekonała mnie, że można tam samodzielnie wędrować o tej porze roku. Wiele szlaków jest dostępnych, a zimą są one wyjątkowo malownicze i dzikie. Wróciłem po roku, z większa śmiałością i poważniejszymi planami.

Wylądowałem w Leh w połowie grudnia. O tej porze roku obie drogi prowadzące do Ladakhu – jedna z położonego w Himaćal Pradeśu Manali, druga z Kaszmirskiego Śrinagaru – są zamknięte. Przelot z Delhi to jedyna możliwość. Mając za sobą kilka lotów do słynnej Lukli w rejonie Everestu, uważam, że ten do Leh jest nie mniej emocjonujący – wszak tu lądują wielkie maszyny, a podejście do lądowania wydaje się niełatwe. Na pewno to lot nie do zapomnienia, nawet jeśli nie ze względu na lądowanie, to na widoki. Jeziora Tso Kar i Tsomoriri, sześciotysięcznik Kang Yaze, dolina Indusu i widoczne z góry klasztory, wreszcie położony naprzeciw Leh inny szcześciotysięcznik Stok Kangri i buddyjski klasztor Spituk, tuż za oknem samolotu, naprawdę robią wrażenie.
 
Potencjał na eksplorację
Latem Ladakh cieszy się dużą popularnością wśród miłośników trekkingu, mniej wśród wspinaczy. Przyciąga między innymi Stok Kangri (6153 m n.p.m.), rzadziej Kang Yaze (6400 m), który jest wyższy i trudniejszy. Z kolei bliźniaczy siedmiotysięcznik Kun Nun (7135 m), najwyższa góra głównej grani Himalajów w okolicy, ma ograniczony dostęp ze względu na trudno osiągalne pozwolenia. Tak czy inaczej leżący w północnej części regionu fragment Karakorum oraz stanowiąca południowo-zachodnią granicę Ladakhu główna grań Wysokich Himalajów budują spory potencjał na poważną wspinaczkę. Ale rzadko słyszę, by ktoś tutaj ją uprawiał. I choć dla mnie od wspinania od zawsze ważniejsze jest wędrowanie, to zawsze czuję dreszczyk emocji, stojąc pod ładną ścianą. Atrakcyjne są na przykład miejsca w moich ulubionych, ladakhijskich kanionach – Szilakong (Shillakong), Aśkuta, Kharnak. Nie słyszałem jednak, by ktoś tu się wspinał. Miejsca są trudno dostępne, położone wysoko, a i skała może się okazać krucha i trudna. Ale potencjał na eksplorację jest tu spory.
Zimą do Ladakhu trafiają nieliczni turyści. Ci, którzy przybywają, a są wśród nich zarówno trekkerzy z Europy, jak i turyści z nizinnych Indii, szykują się przede wszystkim na Czadar Trek – wędrówkę po zamarzniętej rzece Zaskar (Zanskar). Sezon zaczyna się w styczniu, kiedy zwykle rzeka zamarza. Wędrówki organizowane są przez lokalne agencje. Jako przewodnicy, tragarze i kucharze pracują przede wszystkim Zaskarczycy, czyli mieszkańcy południowej części Ladakhu, którzy od dziecka używają zamarzniętej rzeki jako zimowego szlaku komunikacyjnego.
Mając doświadczenie w letnim wędrowaniu po Ladakhu oraz w zimowych trekkingach na kilku tutejszych szlakach, które pokonałem w poprzednim roku, postanowiłem spróbować dotrzeć do Padamu – głównej osady Zaskaru, przez przełęcze. Tam miałem się spotkać ze znajomymi ze wsi Raru, którzy na początku stycznia, po świętach mieli ruszyć Lodową Drogą w stronę Leh, by tam odebrać klientów trekkingów komercyjnych.
 
„Przemrożone” płuca
Wystartowałem z Lamajuru, który stanowi początek klasycznego, letniego szlaku do Zaskaru. Idę bez namiotu, ale z cieplejszym śpiworem, płachtą biwakową, kuchenką i jedzeniem na dwa, trzy dni. Zakładałem, że przede wszystkim będę spał we wsiach u ludzi. Ale wiedziałem, że nie uniknę jednego czy dwóch noclegów w pulu, czyli prostym schronie umożliwiającym nocleg blisko przełęczy.
 
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”  


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też