Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Pieniny

Druciarze spod Wysokiej

NPM 8/2015
Numer wyprzedany
Autor:
Michał Parwa
Trzy Korony może i są słynniejsze, ale najlepiej prezentują się właśnie ze szczytu Wysokiej (fot. Michał Parwa)
Cóż to za kraina upstrzona skałami, gdzie w enklawach żyli Łemkowie, a górnicy kopali sztolnie w poszukiwaniu srebra i złota? Bliżej stąd do nieba niż z Trzech Koron, choć dzikie wody Dunajca szemrzą tuż za zakrętem. Po sąsiedzku jest Szczawnica i park narodowy. Ale czy to jeszcze Pieniny?

Piękno i uroda to pojęcia względne, szczególnie w odniesieniu do sfery górskiej. Dlatego przyjmijmy dla spokoju sumienia, że wchodzimy w najpiękniejsze pasmo ze wszystkich wciśniętych pomiędzy Tatry i Beskidy. Ale nieco bardziej na wschód, z dala od flisaków, pijalni i kolejki krzesełkowej. Aby na szlaku móc się wsłuchać w śpiew ptaków i echo własnego oddechu.

Skalne skarby
Ruszamy z Jaworek tuż po godzinie 7. To jedyny sposób, by w spokoju przejść przez Wąwóz Homole. Słynny, majestatyczny, otoczony ponad stumetrowymi ścianami, gdzie bacowie zwykli zostawiać owce na wypas bez opieki. I tak nie miały gdzie uciec. Wystarczy godzina, może dwie, a parking przed wejściem zapełnią samochody. Tymczasem wspólnie z Arnim korzystamy ze wszystkich dobrodziejstw zarezerwowanych dla amatorów wczesnych pobudek. Zapach rosy, wilgoć parującego lasu kontrastują z kaskadami potoku Kamionka. Z góry przyglądają się nam zaczerwienione od żelaza skały. Najpierw Wapiennik zaczynający grań Grzebienia, dalej Niska Skała, a za nią 120-metrowa Wysoka Skała. Osamotnieni wśród takiego dostojeństwa czujemy się jak pierwsi zdobywcy. Jak poszukiwacze srebra i złota, którzy krzątali się po okolicy, gdy w XVIII wieku w pobliskiej Jarmucie (794 m n.p.m.) powstawały sztolnie. Ale i tu, po przeciwległej stronie wąwozu, w tzw. Prokwitowskiej Homoli znalazły się szyby górnicze i inne drobne pamiątki z czasów pienińskiej gorączki złota. Wodząc wzrokiem po cudach natury, docieramy do wąskiego jaru. Z naprzeciwka straszą wielkie głazy oblane coraz bardziej spienioną wodą. Za to szlak zawija w stronę schodów i metalowych kratownic. Średnio urodziwych, ale jakże funkcjonalnych, zwłaszcza po większych opadach. Warto przy okazji wspomnieć, że przed laty znaki wiodły na pokuszenie po olbrzymich wantach. A teraz? Pełna kultura. Tak, że człowiek w klapkach obejdzie. Na tym można by zakończyć temat Homoli, bo oto wyłania się niewielka Dubantowska Dolinka. Trawiasta równina przyozdobiona jałowcem i kolejną serią stromych ścian zachęca do odpoczynku. Temu właśnie służą ławy, stoły i tzw. Kamienne Księgi, czyli charakterystyczna skałka, której nazwa odnosi się bezpośrednio do jej kształtu. Nie polecam jednak niczego przesuwać ani tym bardziej czytać. Wewnątrz, za pomocą szyfru, zapisane są wszystkie losy ludzkości. Jak głosi legenda, stary pop z Wielkiego Lipnika rozczytał kamienną enigmę, a zaraz po tym skarcony przez Boga stracił mowę.

Zielono mi
Po drugim śniadaniu nie pozostaje nam nic więcej, jak tylko wymarsz przez łąkę ku przerośniętym chaszczom, aż po szeroką drogę gospodarczą stanowiącą jednocześnie kluczowy punkt strategiczny z gatunku veni, vidi, vici. Wiecznie rozdeptana przez owce, z kilkucentymetrową warstwą błota, a po deszczu upstrzona hordami salamander. Dla klapka to zapora nie do przejścia. Z tej właśnie przyczyny większość odwiedzających kończy w tym miejscu swoją przygodę z Małymi Pieninami. W niecałe pół godziny można stąd zejść do centrum Jaworek lub zjechać pobliską kolejką. Rzecz jasna, w przelocie kupując oscypki. Ci, którzy podążają dalej na Wysoką (1050 m n.p.m.), dzielą się na dwie grupy. Jedni zmierzają na wcześniej upatrzony cel, drudzy hołdują zasadzie: „podejdźmy kawałek, zobaczymy, co tam jest”. Biada pierwszym i drugim, bowiem od najwyższego szczytu w Pieninach dzieli ich ostre podejście wyliczone na co najmniej 90 minut. Pierwszą widoczną atrakcję po drodze stanowi Jaskinia Jemeriskowa, której wlot kryje się pod skałką o tej samej nazwie. Skartowana dopiero w 2004 roku liczy sobie niespełna 60 metrów długości. Dzięki kilku komorom i lodom zalegającym we wnętrzu do wczesnego lata uchodzi za gratkę dla speleologów. Chwilę później osiągamy tzw. Rówienkę, a za nią rozległe tereny wypasowe rozciągające się do Polany pod Wysoką. Widoki są tak wspaniałe, że wypadałoby rozpocząć polemikę na temat wyższości uroku nad jej tatrzańską imienniczką.

(...)


Więcej – czytaj w numerze „n.p.m."


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Pieniny
Polska

Zobacz też