Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Od redakcji |

Drodzy Czytelnicy

NPM 1/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Cylka
(fot. Daniel Przewoźny)
Himalaizm nie jest sportem olimpijskim. Ale tej zimy może pokonać wszystkie dyscypliny razem wzięte, które znalazły się w programie lutowych igrzysk w południowokoreańskim Pjongczangu w 2018 roku. Jeśli nasza Narodowa Zimowa Wyprawa na K2, która wylatuje z Polski 29 grudnia, zakończy się pełnym sukcesem, to przy całym szacunku dla Kamila Stocha i rzeszy innych wyczynowców, to właśnie zdobycie tej góry będzie najważniejszym sportowym wydarzeniem nadchodzącej zimy. Bo to jest przedsięwzięcie, z racjonalnego punktu widzenia, prawie niemożliwe do zrealizowania. 

Na zboczach K2, które liczy sobie 8611 metrów n.p.m., ludzka stopa stanęła zimą do tej pory niemal kilometr niżej (7650 m n.p.m.). Wyżej nikomu wejść się nie udało. Góra jest bardzo trudna, wieją piekielnie silne wiatry, o jakimkolwiek dłuższym oknie pogodowym można tylko pomarzyć. W takich warunkach wspinacze będą się zmagać ze swoimi słabościami, z przeciwnościami losu i trudnościami oraz z nieprzewidywalną pogodą. Gdy na stadionie lekkoatletycznym zaczyna mocno wiać albo padać, od razu zasuwa się dach i problemu nie ma. W górach nic z tego – nikt dachu nie zasłoni, z jet streamem nie wygra, a jedyne, co pozostaje, to czekanie w małych namiotach przy temperaturze kilkudziesięciu stopni poniżej zera. To są ekstremalne wyzwania.
Kibicuję, jak wszyscy, naszej 12-osobowej ekipie. Podoba mi się hasło „K2 dla Polaków”, choć warto pamiętać, że nic z urzędu nam się nie należy. Sukces trzeba wywalczyć. Ale w tym wszystkim najważniejsze jest coś innego niż zdobycie upragnionego szczytu, z którego wszyscy czulibyśmy dumę. Uczestnikom trzeba życzyć przede wszystkim szczęśliwego powrotu do domu. Nie chcę sobie nawet wyobrażać kolejnego medialnego piekła, jakiego byliśmy świadkami pięć lat temu po tragedii na Broad Peaku. Jesteśmy bogatsi o te smutne doświadczenia i wszyscy wyciągnijmy z nich porządną lekcję – zarówno uczestnicy, jak i dziennikarze czy zwykli trolle internetowi, którzy z perspektywy smartfona wiedzą wszystko najlepiej. Nie zapominajmy, że góra poczeka, sponsorzy – choć nie będzie to pewnie łatwe – też się znajdą za rok czy dwa. Życia nikt nikomu nie wróci. Polacy, powodzenia! 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też