Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Od redakcji |

Drodzy Czytelnicy

NPM 9/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Cylka
(fot. Daniel Przewoźny)
Od kilku lat na łamach „n.p.m.” zachęcamy naszych Czytelników do znajdowania w Tatrach miejsc nie do końca przez turystów odkrytych. Sam z przyjaciółmi staram się szukać takich przestrzeni, gdzie mam okazję do górskiej zadumy i kontemplacji zapierających dech w piersiach panoram. Dwa lata temu trafiłem na przykład do słowackiej Doliny Jaworowej, którą można dojść na Lodową Przełęcz. Ale w tym roku dokonałem jednak jeszcze cudowniejszego odkrycia. 

W ramach słowackich wędrówek z przyjaciółmi znalazłem się w Dolinie Białej Wody, która rozpoczyna się tuż za mostkiem w Łysej Polanie. To jest coś zupełnie niepojętego, że z tego miejsca asfaltem w kierunku Morskiego Oka idą w sezonie tysiące ludzi każdego dnia. A wystarczy przekroczyć rzekę do naszych południowych sąsiadów i wchodzimy do doliny, gdzie pies z kulawą nogą w ogóle nie trafia. W ten sposób mamy sytuację, w której na parkingu w Palenicy Białczańskiej i Łysej Polanie zdenerwowani turyści walczą o miejsce, a 300 metrów dalej panują cisza i spokój. Wystarczy pół godziny spaceru, by trafić na rozległą polanę, skąd widok na Tatry jest o wiele piękniejszy niż na przykład z Wodogrzmotów Mickiewicza, gdzie większość gór zasłaniają drzewa. Kto raz tam trafi, zakocha się bez opamiętania.
Ale z polany można kontynuować kilkugodzinną wędrówkę Doliną Białej Wody nad Litworowe Stawy i dalej na Rohatkę lub Polski Grzebień. My wybraliśmy w tym roku ten pierwszy wariant, bo chcieliśmy zejść do Zbójnickiej Chaty i dalej do Starego Smokowca, gdzie mieliśmy kwaterę. Tego zejścia nie zapomnę do końca życia. Bo gdy tylko opuściliśmy Rohatkę, rozpętało się gradobicie z potężną burzą. Zachowywaliśmy się wzorowo, ze spokojem tracąc wysokość, gdy nagle kwadrans przed chatą piorun uderzył tak blisko nas, że jeden z turystów dosłownie stanął w miejscu, myśląc, że to już koniec. Było sporo nerwów, ale gdy weszliśmy do środka tego uroczego schroniska, przywitał nas chłopak grający na pianinie jeden ze znanych motywów z filmu „Amelia”, a konkretnie kompozycję Yanna Tiersena „Comptine d`un autre été”, którą polecam znaleźć na YouTube. Dodam tylko, że ktoś musiał to pianino do Zbójnickiej Chaty wnieść na swoich plecach, bo towar dostarczają tu nosicze. Czy w życiu trzeba nam czegoś więcej?
Polecam wszystkim odkrywanie takich niezwykłych miejsc i szukanie niepowtarzalnych klimatów. Gdy w wielkim mieście mam wszystkiego dość, włączam motyw z „Amelii” i mam przed oczami Dolinę Jaworową, Rohatkę oraz Zbójnicką Chatę, i odliczam dni do kolejnego wyjazdu w góry.


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też