Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Od redakcji |

Drodzy Czytelnicy

NPM 7/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Cylka
()
W ostatnich tygodniach internety oszalały. Słynne zdjęcie kolejki ludzi stojących do wejścia na Mount Everest rozpaliło emocje. Tym bardziej, że w tym sezonie zmarło na tej górze aż 11 osób. Nie wszystkie z powodu tego zatoru, do którego doszło tylko w ciągu dwóch dni maja, ale to wystarczyło, by rozpoczęła się ogólnoświatowa dyskusja – również w naszym kraju. Co się dzieje w górach wysokich? Czy już nie ma miejsca na mistyczne doznania na ośmiotysięcznikach? Tam stoją samobójcy, idioci, itp., itd.

Czy jest coś złego w tym, że człowiek, który ma pieniądze (przynajmniej 50 tysięcy dolarów, ale gdy w grę wchodzą lepsze agencje, kwota rośnie nawet i dwukrotnie), kondycję i jako takie doświadczenie, zdobyte np. w Alpach czy Andach, chce wejść na najwyższy szczyt świata? Jeśli nepalskie czy chińskie przepisy na to pozwalają (wydano w tym roku ponad pół tysiąca zezwoleń), to czy można komuś zabronić tego, by spełnił swoje największe górskie marzenie, jakim jest postawienie nogi tam, gdzie wyżej już nie można? Gdybym miał wolną gotówkę w wysokości 250 tysięcy złotych, to po zdobyciu trzech szczytów z Korony Ziemi sam zapragnąłbym wejść na Mount Everest. I mogliby mnie wielcy himalaiści namawiać, bym wybrał inną, łatwą technicznie górę, gdzie nikt w kolejce nie stoi, jest romantycznie i po prostu pięknie. Ale żadna siła by mnie nie powstrzymała. Bo Everest to Everest. Problemu nie mam, bo gotówki brak.
Wszystkie te dywagacje o kolejce na Everest przypominają akademicką dyskusję o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą. A przykładając to do górskiego świata, czy warto stać w sierpniu w kolejce na Giewont albo Rysy? Tylko w tym przypadku mamy wybór. Można na przykład wybrać się w Tatry późną jesienią i przy odrobinie szczęścia cieszyć się samotnością na szczycie. Sam tego doświadczyłem w długi weekend listopadowy, gdy pod najsłynniejszym w Polsce krzyżem nie było nikogo. W wypadku Everestu takiego pola manewru nie ma. Okno pogodowe obejmuje tylko kilka dni maja. Koniec.
Dlatego nie wkurzam się na tę kolejkę i nie ekscytowałem się słynną fotografią. Nie uważam, że stojący w niej ludzie to głupcy, którzy postradali zmysły. Każdy z nich świadomie podjął to ryzyko, by spełnić swoje górskie marzenie. Trochę im tego nawet zazdroszczę, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Bo każdy ma Everest, jaki sobie wymarzył.


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też