Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Drodzy Czytelnicy

NPM 3/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Cylka
()
Ponad 15 lat temu, kiedy internet w Polsce dopiero raczkował i o szybkim łączu w każdym domu można było tylko pomarzyć, furorę w regionalnej prasie robił jeden z „dziennikarzy”, który przesyłał pełne emocji korespondencje z najgorętszych miejsc na świecie. Wojna w Iraku, zamachy na Bliskim Wschodzie czy w USA – był niemal wszędzie, gdzie działo się coś naprawdę ważnego. Redaktorzy z miast spoza Warszawy nie kryli radości, że mają relacje niemal na bieżąco. Tym bardziej, że stawki, jakich żądał, nie rujnowały redakcyjnych budżetów.

Dopiero po kilkunastu miesiącach okazało się, że autor tak naprawdę nie był ani w Bagdadzie, ani w Nowym Jorku, ani w Tel Awiwie-Jafie czy Jerozolimie. Większość korespondencji pisał z dala od wojen czy zamachów. Dzięki swojemu talentowi pisarskiemu i niezłej wyobraźni potrafił jednak przez długi czas zwodzić naczelnych i wydawców. Jego teksty wyglądały na wiarygodne, ale dziennikarze, którzy naprawdę narażali swoje życie w Iraku lub Czeczenii, w końcu wykryli mistyfikację. Dziś, gdy transmisje przez internet nadawali na przykład mieszkańcy oblężonego Aleppo, nikt by się na to nie nabrał. Ale na początku XXI wieku było to możliwe.
Przypomniała mi się ta historia, gdy Andrzej Bazylczuk zajął się tematem górskich kontrowersji, a więc także i wspinaczkowych oszustw (tekst w tym wydaniu „n.p.m.”). Co prawda w górskim świecie nikt nie wpadł na pomysł, żeby z wygodnej kanapy ze smartfonem w dłoni relacjonować wejście na Mount Everest, ale inne grzechy wspinacze również mają na sumieniu. Wspomnę choćby zimowe wejście Macieja Berbeki na Broad Peak w 1988 roku, kiedy cały świat dowiedział się, że Polak wszedł na szczyt, tymczasem stanął jedynie na przedwierzchołku Rocky Summit. Sytuacja była tym smutniejsza, że sam zainteresowany dowiedział się o wszystkim po kilku miesiącach, będąc już w kraju. Prawdy nie odważył się ujawnić nawet sam Andrzej Zawada, legendarny kierownik wyprawy.
Nie o osądzanie przeszłości w tym momencie chodzi, tylko raczej o przestrogę na przyszłość. Choć nadal wielu wspinaczy uważa, że ważniejsze od dokumentacji zdjęciowej jest zwykłe zaufanie do człowieka, to przykład Wandy Rutkiewicz, której środowisko nie chciało uznać zdobycia Annapurny, niech będzie tym wspomnieniem, które otworzy nam oczy. Bądźmy dociekliwi, ale pamiętajmy, że za każdą historią kryje się człowiek. Łatwo go zniszczyć, trudniej podać rękę.


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też