Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Od redakcji |

Drodzy Czytelnicy

NPM 2/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Cylka
()
Ostatnie lata narzekaliśmy na brak prawdziwej zimy. Śniegu było jak na lekarstwo. Straty liczyli handlowcy i producenci zimowego sprzętu, a właściciele narciarskich szkół i przewodnicy załamywali ręce. Białego puchu brakowało nawet w wysokich partiach Tatr. W ubiegłym roku już w długi weekend majowy można było bez problemu atakować dwutysięczniki, bo nawet na zboczach szybko wszystko stopniało. W efekcie wejście na Sławkowski Szczyt było możliwe bez raków i czekana. To naprawdę nie zdarza się często.

Początek 2019 roku nie przyniósł może (starszym) wspomnień z zimy stulecia 1978/1979, ale czwarty stopień zagrożenia lawinowego w Tatrach i zamknięty szlak do Morskiego Oka, a także ostrzeżenia przed lawinami nawet na niepozornym Śnieżniku i ogromne zaspy w Beskidach – z ogłoszeniem stanu klęski żywiołowej włącznie, bo służby nawet w Szczyrku nie dawały rady z odśnieżaniem – musiały zadziałać na wyobraźnię. I na szczęście turyści wzięli sobie do serca wszystkie apele. Przynajmniej w pierwszej dekadzie stycznia, kiedy zamykaliśmy ten numer „n.p.m.”, nie było żadnej spektakularnej akcji ratunkowej poza ewakuacją schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich, gdzie utknęli turyści. Ale to w takim przypadku dobrze o nich świadczy, bo nie próbowali schodzić na własną rękę. Z litości nie wspomnę pewnego boksera, który zapomniał, że Śnieżka to nie ring i do spotkania z nią trzeba się przygotowywać jednak inaczej niż do walki.
Ta sytuacja pokazuje jednak coś o nas, Polakach. Gdy warunki na szlakach są arcytrudne, najczęściej potrafimy zachować zdrowy rozsądek i nie pchamy się nawet w niskie doliny. Wszystko zmienia się, gdy w Tatrach zamiast czwórki mamy lawinową jedynkę albo dwójkę, a w Beskidach leży ledwie kilka centymetrów śniegu. Wtedy tracimy czujność, uspokajają nas neutralne komunikaty służb ratowniczych i nieprzygotowani atakujemy szczyty. To właśnie wtedy turyści są zdziwieni, że o godzinie 16 robi się ciemno i żądają transportu z Włosienicy koło Morskiego Oka. Inni atakują po południu Babią Górę i czują się zaskoczeni zapadającym zmrokiem i tym, że do schroniska jeszcze co najmniej dwie godziny.
O tym, jak wiele rozwagi potrzeba zimą w górach, niech świadczy tekst Tomasza Habdasa dotyczący okładkowego tematu lutowego „n.p.m.”. Autor dwukrotnie cofał się z podejścia na Rysy, by zdobyć szczyt dopiero za trzecim razem – odpowiednio przygotowany. Bo trzeba wiedzieć, kiedy w górach zawrócić, a kiedy w ogóle na szlak nie wychodzić.


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też