Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Drodzy Czytelnicy

NPM 1/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Cylka
()
Z pewnych względów Gubałówka jest dziś symbolem góralskiego kiczu, wszechobecnej tandety i agresywnej komercji. Pobyt na tym szczycie w sezonie letnim czy zimowym przypomina przepychanie się między straganami podczas bożonarodzeniowego jarmarku. Z lewej atakuje pstrokaty miś, z prawej drewniane ciupagi i domki z termometrem. Zapach palonego grilla miesza się z wonią piwa i frytek, a w tym wszystkim próbują się odnaleźć tysiące turystów. Prawdziwą inwazję miejsce to przeżywa w długie weekendy – majowy i sierpniowy. Nie ma wtedy mowy o żadnym wypoczynku, oddychaniu górskim klimatem czy o kontemplacji tatrzańskich szczytów.

Ale na Gubałówkę tak naprawdę obrazić się nie można. Bo przecież wielu z nas swój pierwszy kontakt z Podhalem i Tatrami miało właśnie na tej górze. Najpierw wjazd niepozorną kolejką, której przecież do szwajcarskich wynalazków tak wiele brakuje, a jednak każde dziecko otwiera buzię z wrażenia. Nie jest istotna niepozorna wysokość i stosunkowo małe przewyższenie. Liczy się przecież ten pierwszy raz. Tych kilka minut podróży pamięta się długo, jeśli nie do końca życia. Podobnie jak pierwsze spojrzenie ze szczytu na całe Tatry. I choć dziecko pewnie poza Giewontem niczego nie rozpozna, zachwyt pozostaje na długo.
Miałem trzy lata, kiedy rodzice zabrali mnie w tę magiczną podróż. I choć od tego momentu minęło już sporo czasu, pamiętam go, jakby to było wczoraj. Oczywiście, że jak prawie każde dziecko wróciłem z Gubałówki z ciupagą. Ale w przeciwieństwie do setek niepotrzebnych rzeczy, jakie zwoziłem ze szkolnych wycieczek, kolonii i obozów, ta pamiątka do dziś jest w moim domu z wygrawerowanym imieniem, datą i miejscem. Dlatego do tej góry będę miał sentyment. I choć stary wagonik w stylu retro został zastąpiony przez nowoczesny pojazd z panoramicznymi szybami, widok z góry pozostaje niezmienny. I choć pewnie z wielu tatrzańskich szczytów jest o wiele piękniejszy, właśnie ten wciąż mam przed oczami. Mimo inwazji obciachu, nie obraziłem się na Gubałówkę. 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też