Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Od redakcji |

Drodzy Czytelnicy

NPM 5/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Cylka
(fot. Daniel Przewoźny)
To już nie jest zachwyt przyrodą i chęć podziwiania pięknej natury. To, co dzieje się wiosną w Dolinie Chochołowskiej, gdy kwitną krokusy, to jest jakieś dzikie szaleństwo. W pierwszy weekend kwietnia na oglądanie kwiatów przyjechało tam ponad 60 tysięcy ludzi. To tak, jakby cały Stadion Narodowy poszedł po meczu reprezentacji Polski na polanę przed schroniskiem. Czy, jak to mawiał Sidorowski w „Rejsie”: w tak pięknych okolicznościach przyrody da się zachwycić czymkolwiek? Nie mam wątpliwości, że nie. Ale moda, ale internet, ale słitfocia na Facebooku – to wszystko przyciąga jak magnes. Nawet 16-kilometrowy korek w kierunku doliny nikogo nie zraża. Jak z kolei mawiał Adaś Miauczyński w „Dniu świra”: najbardziej lubię słuchać w radio, jak stoją ci [ludzie] [w tych] korkach (wersja bez przekleństw). Ci [ludzie] [w tych] autach są po prostu niezniszczalni. 

Ja też w ten gorący weekend kwietnia widziałem krokusy – pod Jasieniem w Beskidzie Wyspowym. Razem z kolegą mogliśmy podziwiać kwiaty przez nikogo niepopychani, nikt też nie stał nam nad głową, kontrolując każdy ruch. Żadnego strażnika, żadnej policji na koniach – po prostu cicho i spokojnie, tylko my i przyroda. Tak, wiem, że to nie była wielka polana z granią Tatr Zachodnich w tle. Nie było tam też klimatycznych szałasów. Beskid Wyspowy to nie są strzeliste szczyty, gdzie człowiek aż wstrzymuje oddech z wrażenia. Ale czy to znaczy, że przez nieobecność w Dolinie Chochołowskiej coś ważnego w życiu straciłem?
Półtorej godziny później podchodziliśmy na Mogielicę. Na polanie pod górą nie było co prawda krokusów, ale białe przebiśniegi też wyglądały pięknie. W tle panorama Gorców i Beskidu Sądeckiego, a na drugim planie Pieniny i Tatry. I znowu nikogo wokół – zresztą przez cały dzień na głównym szlaku w tym paśmie spotkaliśmy raptem cztery osoby (!). Czy jesteśmy ubożsi od tych, którzy stali w kolejce do kasy w Dolinie Chochołowskiej?
Jestem realistą: lepiej nie będzie. Dziś na najsłynniejszą polanę krokusową w Polsce wyszedł nasz Stadion Narodowy, za rok to będzie Stadion Olimpijski w Atenach (70 tysięcy), a za pięć lat – San Siro w Mediolanie (80 tysięcy).
 
Jestem pewien, że dożyję momentu, kiedy ogłosimy, że w jeden weekend wszedł pod Tatry słynny stadion Camp Nou w Barcelonie, czyli prawie 100 tysięcy ludzi. Niemożliwe? W polskich Tatrach wszystko da się zmieścić.


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też