Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Od redakcji |

Drodzy Czytelnicy!

NPM 9/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Cylka
()
To już staje się tradycją, że wrześniowy numer „n.p.m.” w całości poświęcamy Tatrom. W tym roku rodził się on jednak z pewnymi problemami. 18 i 19 lipca nad polskimi i słowackimi Tatrami przeszły potężne ulewy, przez co kilka tematów musieliśmy zmienić. Ale tak, jak himalaiści czekający w bazie na dobrą pogodę, są czasami zmuszeni weryfikować swoje plany, tak i my musieliśmy uszanować naturę i dostosować zamierzenia do panujących, trudnych warunków na 2000 metrów n.p.m. 

Czekając na dole na poprawę pogody, na bieżąco ze znajomymi śledziliśmy, co działo się na tatrzańskich szlakach. Czasami włos się jeżył na głowie, gdy mimo ostrzeżeń ratowników górskich, ludzie pchali się do góry. Silne opady zapowiadały wszelkie możliwe prognozy pogody, a jednak turyści wiedzieli swoje i ruszali na szlak. Najbardziej ekstremalny przypadek to złamana noga kobiety pod Giewontem. Ze względu na bardzo złe warunki w Dolinie Małej Łąki, turystkę trzeba było ewakuować naokoło, przez Wyżnią Kondracką Przełęcz do Doliny Kondratowej. Transport zajął aż pięć godzin, a ratownicy TOPR określali panujące warunki jako „ekstremalnie trudne”. A przecież nie chodziło o skomplikowaną akcję w pionowej ścianie Kazalnicy, tylko o transport z doliny! 
Kilka dni po ulewach polscy turyści zlekceważyli ostrzeżenia słowackich służb i mimo zamkniętego szlaku w Dolinie Jaworowej, gdzie woda zerwała liczne mostki, a nawet asfaltową drogę, ruszyli w góry. Schodzili z Przełęczy pod Kopą do Tatrzańskiej Jaworzyny i nie byli w stanie przejść przez rwącą rzekę. Znów ludzka głupota zadecydowała o tym, że ratownicy narażali swoje zdrowie, a może i życie. A wystarczyło czytać jasne i precyzyjne komunikaty. 
Rozumiem, że wielu turystów czeka cały rok na wymarzone wakacje i upragniony wyjazd w Tatry. Dlatego za wszelką cenę idą w góry mimo potężnych ulew. Ale z naturą nie wygramy. A przecież góry nie znikną, zdobędziemy wymarzony szczyt, jeśli nie w tym, to w następnym roku. Lekcja czekania i pokory potrzebna jest nie tylko w Himalajach i Karakorum, w Alpach czy Kaukazie, ale także w Tatrach i Pieninach, a nawet w niepozornych i wydawałoby się całkowicie bezpiecznych Beskidach. Niestety, Polacy mają w genach coś, co sprawia, że ostrzeżenia lubią lekceważyć. Ruszając na opisywaną w tym numerze Orlą Perć czy Rohacze, na Trzydniowiański Wierch czy nawet w jaskinie w Dolinie Kościeliskiej, pamiętajmy o tym, że burza czy ulewa, jeśli jest zapowiadana, nas nie ominie. 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też