Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Od redakcji |

Drodzy Czytelnicy

NPM 5/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Cylka
()
Byłem w długi weekend sierpniowy na Babiej Górze, to mogę zdobywać Kazbek – pomyślał Górski i swój plan zdobywania wysokich szczytów zaczął wcielać w życie. Pewnej nocy trafił się bilet z Warszawy do Tbilisi za 49 złotych w obie strony. Chadzał więc po hipsterskich imprezach w Warszawie i pękał z dumy, że upolował rzecz tańszą niż bilet do Radomia pociągiem regionalnym. „Chytra baba” może mu pozazdrościć, bo nawet żadnych pozwoleń na zdobycie Kazbeku nie trzeba wykupywać ani przewodnika zatrudniać. – Nie to, co w słowackich Tatrach. Nie ma tańszej wyprawy niż Kazbek – skakał z radości Górski.

– A byłeś kiedyś na lodowcu? – zapytał jeden, bardziej rozgarnięty hipster. Zdenerwował się Górski. Nasypał sobie kostek lodu do coca-coli i oglądał na tablecie ośnieżone górskie szczyty. Nic to, że Łysa Góra to była, a nie pięciotysięcznik. Uznał, że na wyjazd jest przygotowany, bo to proste i nieskomplikowane. A że pozazdrościł Urubce i Bieleckiemu ekspresowego tempa podczas akcji ratunkowej pod Nanga Parbat, uznał Górski, że nie chce być gorszy. I plan iście szatański przygotował. – Przylecę ja sobie do Tbilisi, w taksówkę wsiądę i po dwóch godzinach jestem w górach. Założę buty do biegania, bo to teraz modne, i uderzę do stacji meteo. Zanocuję w tym schronisku i nazajutrz uderzę na szczyt. 5000 metrów n.p.m. To będzie „małe piwo przed śniadaniem”, jak to mawiał Edward Prokop, dozorca z popularnego przed laty serialu „Dom” – postanowił Górski.
Lot, taksówka – łatwo przyszło. Na dole w Kazbegi łyknął sobie na rozgrzewkę gruzińską czaczę i ruszył na podbój Kaukazu. Zdziwiło go trochę, że tu czerwonego szlaku jak na Babią nie ma, ale szedł grzecznie po śladach za innymi. Problem tylko, że „inni” też zamiast raków mieli buty z second handu na nogach. I na lodowcu Gergeti zaczęły się problemy. Szczęśliwie po 12 godzinach doczołgali się do stacji meteo, ale to by było na tyle. Bo nie pomyślał Górski, że w stacji meteo nie ma noclegów, że choroba wysokościowa atakuje już powyżej 3000 metrów n.p.m., a wchodzenie z zera na prawie 3600 to niemal samobójstwo, że Babia Góra to jednak nie Kaukaz. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby nie polscy ratownicy w bazie, którzy zorganizowali mu profesjonalną pomoc i po podaniu leków oraz odpoczynku sprowadzili bezpiecznie na dół. Miał Górski szczęście.
Problem polega na tym, że takich Górskich jest w naszym kraju całkiem sporo. Nie wierzycie? Przeczytajcie nasze materiały o Kazbeku. Zanim ruszycie na jego podbój, dobrze się przygotujcie. Bo to góra piękna, ale – jak mówią tamtejsi przewodnicy – „kapryśna jak kobieta”. Jej zlekceważenie może się skończyć tragicznie.


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też