Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Od redakcji |

Drodzy Czytelnicy

NPM 3/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Cylka
(fot. Daniel Przewoźny)
Bieganie jest teraz modne, a już bieganie po górach to ostatnio w pewnych kręgach wręcz obowiązek.  Nie mam nic przeciwko tym, którzy w ucieczce przed miejskim smogiem decydują się na zdobywanie Śnieżki, Pilska, Babiej Góry czy Wołowca z zegarkiem w ręku. Ale na początku nie będę się bawił w dyplomację. Kiedy idę spokojnie na szlaku i odbywa się akurat jakiś górski bieg, to ta impreza działa mi na nerwy. 

I nawet nie o samych uczestników mi chodzi. Choć gdyby biegacze byli bardziej kulturalni i wyrozumiali dla zwykłych piechurów na szlaku, świat by się im na pewno nie zawalił. Niestety, okrzyk „Z drogi” to w wielu przypadkach na pewno nie jest grzeczna prośba o zrobienie kilku kroków w bok. Częściej to po prostu bardziej dyplomatyczna wersja wezwania do „sp...a”. Biegacze patrzą więc spode łba na tych, którzy akurat w dniu ich biegu wybrali się na spacer i hamują ich szaleńczą pogoń po wynik. Ale jakoś jestem w stanie ich zaakceptować. Natomiast jest coś, co sprawia, że do górskich biegów trudno mnie przekonać…
Bo jak jest górski bieg, to obowiązkowe są na przykład bity. W dzień takiego wydarzenia z głośników dociera zatem do uszu charakterystyczne „umcy-umcy”, a do mikrofonu zapodaje rozwydrzony didżej, który przyrodę ma w głębokim poważaniu. Do tego kiełbaski, piwo i jeszcze jakaś śmierdząca zakąska. Tak, wiem, zaraz odezwą się organizatorzy wielu górskich imprez, którzy spróbują mnie przekonać, że oni starają się o zachowanie ciszy. Ale ilu nawet nie próbuje? Żeby ktoś jeszcze chciał pożenić imprezę z górami i puścił muzykę z górami związaną. Ale niestety! Kiedy u nas jest bieg, to od razu ktoś chce dla mnie tańczyć albo będzie zabawa i będzie się działo.
Dlaczego jak w Alpach jest górska impreza, to muzyka może być i tyrolska, i na żywo? Dlaczego jak grają na 2000 metrów n.p.m., to wcale nie tak, że trzeba myśleć o zatyczkach do uszu? Dlaczego w Polsce na 1000 metrów n.p.m. jesteśmy skazani nie na poezję śpiewaną, ale na klasyczny łomot rodem z dyskoteki? Dlatego górskie imprezy biegowe działają mi na nerwy. Ale wszystkim biegaczom i ultramaratończykom nisko się kłaniam. Mam dla Was duży szacunek.

 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też