Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Himalaje Garhwalu

Dramat w cieniu Bhagirathi

NPM 1/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Przemysław Bucharowski
Dogtrekking to wędrowanie z psem, który jest do nas przypięty za pomocą taśmy z amortyzatorem. Na zdjęciu Diuna i Agi oraz szczyty Panch Chuli (fot. Przemysław Bucharowski)
Trekking z Gangotri do Gaumukh miał być zwieńczeniem naszego 55-dniowego marszu przez Himalaje Garhwalu. Na początku kwietnia wspólnie ze swoim psem wyruszyliśmy z Munsiary przy granicy z Nepalem z zamiarem przejścia Garhwalu ze wschodu na zachód. Po 500 km marszu, w cieniu mistycznych gór Shivling, Meru, Bhagirathi i Vasuki, wydarzył się wypadek, który paradoksalnie uratował nam życie.

Jest południe, 1 czerwca 2013 roku. Siedzimy z Agi na piarżysku u podnóża lodowca spływającego z Bhagirathi, pięknej góry o trzech wierzchołkach (6856, 6512 i 6454 m n.p.m.). Wpatrujemy się w otchłań mętnej wody wypływającej spod wysokiej na kilkanaście metrów ściany lodu. Słońce operuje w pełni, jest ponad 20 stopni Celsjusza, a my w krótkich rękawkach rozkoszujemy się ciepłem. Nastrój sielanki burzą jedynie kawałki lodu odrywające się z lodowca i lądujące z pluskiem w rzece, która daje początek Gangesowi – świętej rzece będącej celem pielgrzymek milionów wyznawców hinduizmu. Diuna, nasz wilczak czechosłowacki, biega wesoło dookoła nas, za nic mając wysokość ponad 4000 m n.p.m. Po chwili kładzie się u naszych stóp, a ja naciskam migawkę aparatu i robię pamiątkowe zdjęcie naszej watahy.

Ciemne chmury nad watahą
Musimy schodzić do Gangotri; nasze pozwolenie na wstęp do parku narodowego nie obejmuje lodowca Tapovan, spod którego ruszają wspinacze na takie szczyty, jak Shivling, Meru, Bhagirathi czy Vasuki. Za każdy dodatkowy dzień zwłoki będziemy musieli dopłacić 600 rupii. Nasze portfele są już puste, a w wiosce nie ma bankomatu. Powoli zmienia się też pogoda – nad okolicznymi szczytami zaczynają się zbierać chmury. Pakuję aparat, moja partnerka przypina Diunę do swojego pasa biodrowego, zarzucamy na ramię 30-kilogramowe plecaki i schodzimy w dół.
Idę pierwszy. Kamienista ścieżka łagodnie opada w dół; od czasu do czasu trzeba przeskoczyć z głazu na głaz, czasami podejść stromym piargiem. Dziewczyny idą za mną. Taki styl najlepiej się sprawdza – pies idzie za przewodnikiem, ciągnąc drugą osobę na uprzęży. Gorzej z zejściami – wówczas Agi wydaje komendy „powoli!” lub „stój!”. Po mniej więcej dwóch kilometrach słyszę jej krzyk, łoskot osuwających się kamieni i głuche uderzenie o ziemię. Odwracam się gwałtownie i widzę Agatę leżącą na wznak, przygniecioną przez plecak. Obok stoi pies, czekając na reakcję swojej przewodniczki. Uśmiecham się pod nosem na ten widok, ale za chwilę uśmiech znika z mojej twarzy – dziewczyna wciąż się nie podnosi. Zrzucam swój wór i podbiegam do niej. Delikatnie zdejmuję z niej plecak, przechylam ją na bok i oddycham z ulgą – jest przytomna, choć w lekkim szoku. Chcę ją postawić na nogi, ale osuwa się z bólu z powrotem na ziemię. Po dłuższej chwili siada i próbuje się podnieść. Próba kończy się jednak tak samo jak poprzednio – przysiada z bólem, na jej czole pojawiają się krople zimnego potu, zagryza mocno wargi. Na moje pytanie: „Co się stało?”, nie odpowiada. Siedzimy więc przez kilka minut w ciszy i łudzimy się, że to tylko niegroźne stłuczenie obojczyka. Nic z tego – moja partnerka, pociągnięta gwałtownie przez psa, straciła równowagę; przeważył ją ciężki plecak, a upadając na ziemię, uderzyła obojczykiem o kamień. Słychać było głuchy chrzęst, więc chyba jednak to złamanie.
Nad nami góruje Shivling (6543 m n.p.m.), gigantyczna piramida skalna nazywana często Matterhornem Himalajów, mylnie zaś Fallusem Sziwy (Sziwa Linga to bezosobowa manifestacja boga). Historia eksploracji tej góry sięga lat 30. zeszłego stulecia, kiedy to najpierw Anglicy (1933 r.), a potem Niemcy (1938 r.) zdobyli okoliczne szczyty. Patrząc na urwiste ściany okraszone serakami Shivlingu, Niemcy uznali tę górę za nie do zdobycia. Pierwsi zdobywcy (żołnierze z jednostki Indo-Tibetan Border Police, dowodzeni przez Hukama Singha) weszli na jej szczyt zachodnią granią w 1974 roku. Po tym wydarzeniu wierzchołek ten stał się celem wielu wypraw wspinaczkowych, a 25 maja 2012 roku skoczek BASE Valery Rozov skoczył z niego w stroju wingsuit.

(...)

Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Indie

Zobacz też