Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Doświadczenia nic nie zastąpi

NPM 1/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Piotr Hercog
()
Po wygranej w Moab 240 Endurance Run wiele osób pytało mnie, jak się przygotować do 400-kilometrowego biegu. Im więcej tego typu pytań słyszałem, tym moja odpowiedź robiła się krótsza. Szanowni Państwo – nie da się.

Po prostu nie da się, ot tak, przygotować do startu na 400 kilometrów. Ani w rok, ani w dwa, ani nawet w pięć. Ukończenie takiego dystansu bądź mierzenie się z podium to tak naprawdę ciężka praca trwająca nawet kilkanaście lat. Swój bieg zobrazuję po trochu wyczynem Jędrka Bargiela z K2 – zjazd z tego szczytu to nie tylko wypadkowa jego umiejętności, siły, sprawności, dobrych warunków atmosferycznych i najlepszego sprzętu. To przede wszystkim „głowa”. To, co gra pierwsze skrzypce w tego typu aktywnościach, gdzie łamane są czasy, progi wytrzymałości, bite rekordy, to właśnie nasza psychika.
Organizm jesteśmy w stanie przyzwyczaić do wielu rzeczy. Ciało wytrenujemy dość szybko, poprawimy wydolność organizmu – jednak dopiero wraz z doświadczeniem przychodzą takie umiejętności, które wykorzystamy w ekstremalnych sytuacjach. Jest to choćby umiejętność funkcjonowania na najwyższych obrotach bez snu. Podczas Moab 240 na 60 godzin biegania spałem zaledwie godzinę.
Kolejną umiejętnością, której nie wytrenujemy ot tak, jest wielogodzinny wysiłek fizyczny i umysłowy. Absolutne skupienie od startu aż po samą metę. Zróżnicowana trasa, kamienie, kurz, wąskie ścieżki, korzenie, błoto, śnieg – do tego wypatrywanie w nocy i za dnia oznaczników tras. I tak przez ponad dwa dni.
I w końcu ostatnia rzecz: przygotowanie naszych stawów oraz stóp na taką katorżniczą pracę. To, że po ukończeniu 400-kilometrowego biegu nie miałem żadnego odcisku, było rezultatem odpowiedniej pracy włożonej przed i w trakcie zawodów. Chodzi przede wszystkim o dobór odpowiedniego obuwia oraz skarpet – w tym przypadku startowałem w trzech, znanych mi modelach butów biegowych. Za każdym razem, gdy przemoczone obuwie wymieniałem na suche, myłem stopy, suszyłem je i smarowałem grubą warstwą kremu na odparzenia.
Ważną kwestią podczas przygotowań do takiego biegu jest to, w czym de facto startować. Jedno to temperatura i aktualna pogoda, drugie – wiedza, jak nasz organizm zachowuje się wobec zimna, spadku temperatur, ekstremalnie wysokich dobowych amplitud. U mnie wahanie temperatury w ciągu doby wynosiło od plus 40 stopni Celsjusza w parku Canyonlands do odczuwalnych nawet minus 10 stopni w ośnieżonych górach. A wiadomo przecież, że nie możemy wziąć ze sobą zbyt wielu ubrań, bo każda zbędna rzecz na takim dystansie ciąży. Jednak mimo wielu przeciwności, udało mi się ukończyć ten bieg, a przygotowywałem się do niego z zaledwie półrocznym wyprzedzeniem...

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też