Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Polska | Beskid Wyspowy / Luboń Wielki

Domek Baby Jagi

NPM 10/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Katarzyna Bieńkowska
(fot. Katarzyna Bieńkowska)
Urzekł mnie widok starszego pana, który na Luboń Wielki dotarł o lasce wraz ze swoją wnuczką. Był tu przed 40 laty i wspominał, jak wnosił ją na barana. Teraz, gdy role się odwróciły, to ona mogła pomóc mu pokonać wszelkie trudności. Życie potrafi kreślić niesamowite scenariusze. Twarz tego pana, z historią na niej wyrysowaną, na długo zostanie w mej pamięci.

Najbliżsi doskonale wiedzą, że uwielbiam jesienną aurę w górach. Dlatego moje pytanie, które pada przed każdym weekendem: „Gdzie jedziemy w sobotę?”, nie jest dla nich zaskoczeniem. Zazwyczaj wariantów jednodniowej wycieczki pada wiele. Nasz syn Olek operuje już poprawnymi nazwami poszczególnych szczytów, a córka Jula ogranicza się jedynie do stwierdzenia „w góly”. To wystarczy, by odnieść wrażenie, że naprawdę wszyscy lubimy piesze wycieczki i nikt z nas nie jedzie tam za karę. W naszym przypadku skorupka nasączona za młodu sprawdza się w stu procentach i dzieciaki chętnie eksplorują z nami pobliskie wzniesienia.
Po analizie mapy wybór pada na Luboń Wielki, zwany przez miejscowych Biernatką. Dzięki charakterystycznemu masztowi, liczący 1022 metrów n.p.m. szczyt w Beskidzie Wyspowym, jest jedną z bardziej rozpoznawalnych gór. Wierzchołek ten zdobyliśmy już kilka razy, aczkolwiek zawsze wchodzimy na niego z innej strony. Dodatkową zachętą dla dzieci jest informacja, że znajdujące się tam schronisko, zwane również domkiem Baby Jagi. Nie trzeba było ich przekonywać, by zaakceptowali cel dzisiejszej wycieczki. A odpowiedź na pytanie, dlaczego akurat Baby Jagi, zostawiłam na moment, aż sami zobaczą.

A daleko jeszcze?
Tym razem wejście krótkim, aczkolwiek stromym czerwonym szlakiem z Przełęczy Glisne proponujemy naszym przyjaciołom, którzy chętnie podejmują wyzwanie. Cieszymy się na towarzystwo. Już widoki na Zakopiance z Krakowa w stronę gór, najmłodszych zadziwiają i nastrajają dobrym samopoczuciem, a wypełnione radością i śmiechem auto pęka w szwach od pytań:
– A tam naprawdę mieszka Baba Jaga? A będzie terenowo? Mogę smakołyka? A daleko jeszcze? – rzecz jasna to ostatnie pytanie pojawiało się najczęściej. Ale pewnie te, jak i wiele podobnych pytań, przerabiają prawdopodobnie wszyscy rodzice, którzy zaszczepili górskie wycieczki swoim pociechom.
Z naszymi towarzyszami wycieczki łączy nas niesamowite wyczucie czasu. Choć spóźnieni, podjeżdżamy jednocześnie w umówione miejsce. Mieścimy się w granicach, spowodowanych poślizgiem liczonym po 10 minut na każde dziecko, a że mamy ich po dwójce, potrafimy zgrać się ze sobą idealnie.
Parkujemy na prywatnym parkingu przy głównej drodze, prowadzącej z Tenczyna w kierunku Mszany Dolnej. Zostawiamy samochody tuż przy szlaku na Przełęczy Glisne (ok. 684 m n.p.m.), który w jedną stronę zachęca godzinną wycieczką za czerwonymi znakami na Luboń Wielki, w przeciwną zaś również godzinną wędrówką, ale za zielonymi na Szczebel (oznaczany również jako Strzebel, 976 m n.p.m.).
Tym razem udajemy się w kierunku schroniska, które w swe progi zaprasza od 1931 roku. Dla najmłodszych wielkim atutem naszej wycieczki jest więc możliwość zdobycia stempelka z wizerunkiem tego niewielkiego, ale jakże urokliwego obiektu. A dodatkowym plusem wycieczki jest informacja, że szlak choć krótki, jest stromy i wymagający. Będzie więc tak, jak lubią chłopcy najbardziej, czyli terenowo. Wiemy z doświadczenia, że spokojne trasy pomiędzy nawet najpiękniejszymi gatunkami drzew dość szybko stają się mało atrakcyjne, a nuda w połączeniu ze zmęczeniem jest, delikatnie mówiąc… nie do wytrzymania! A nie o to przecież chodzi!

Będzie krótko, ale stromo
Ruszamy więc silną i zgraną ekipą w ośmioosobowym składzie, w przedziale wiekowym od roku i dwóch miesięcy, przez dwu i pół latka, dwóch sześciolatków, po nas… lekko po trzydziestce. Podczas spokojnego na początku podejścia delektujemy się widokami, które z Przełęczy Glisne są niesamowite. Niebywałą atrakcją dla najmłodszych okazały się krowy i kury, które w popłochu zaczęły uciekać przed chcącymi je tylko pogłaskać dziećmi.
(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”