Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Dolina Kościeliska

Dolina, co z nóg nie ścina

NPM 9/2015
Numer wyprzedany
Autor:
Tomasz Rzeczycki
Szeroka ceprostrada wiodąca dnem doliny jeszcze pozbawiona jest bruku i krawężników (fot. Michał Sośnicki)
Odgłos ptactwa, skrzypienie kół konnych wozów, dzieci odpoczywające na kocykach, strażnicy przechadzający się z lornetkami, do tego tłum ludzi idących środkiem alei – to jeden z typowych krajobrazów Doliny Kościeliskiej. I choć liczba turystów może zniechęcać, to naprawdę warto odwiedzić to miejsce.

Powody, dla których udajemy się w najpopularniejsze miejsca w Tatrach, bywają różne. Okoliczności mojego wypadu do Zakopanego też były niecodzienne, bo zostałem z żoną zaproszony na ślub i wesele naszych znajomych. Kiedy w sobotni poranek zorientowałem się, że mam pół dnia wolnego, nie zastanawiając się ani chwili, obrałem kierunek na Dolinę Kościeliską. Czasem warto odwiedzić popularne, choć zatłoczone tatrzańskie miejsca. Warto wrócić w zakątki, w których byliśmy wiele lat temu.

Trzy ważne powody
Nie jestem specjalnym weteranem tatrzańskich szlaków. Przemierzam je od 1994 roku, ale to wystarczyło, by zanotować w pamięci rosnący w oczach z roku na rok parking samochodowy w Kirach. Takich wielkich placów postojowych nie urządzano przy żadnej z innych ustronnych dolinek reglowych. I choć pod względem frekwencji Dolina Kościeliska nie może rywalizować z Morskim Okiem, to i tak w wakacje wchodzi tu codziennie kilka tysięcy osób. Co je przyciąga? Krytycznych opinii nie brakuje.
– Moda, po prostu moda i barani pęd
– uważa Wiesław A. Wójcik, kierownik Centralnej Biblioteki Górskiej PTTK w Krakowie, który niemal każdy weekend spędza w Zakopanem. – Mówią, że miłosierdzie Boże i głupota ludzka są nieograniczone, przy czym – jeśli chodzi o to pierwsze – to nie wiadomo, czy tak jest faktycznie. Wczasowicze pomiędzy jednym a drugim noclegiem mogą sobie pozwolić tylko na najłatwiejsze i najkrótsze tury, a ambitniejsze i wymagające cele ich nie pociągają. Choć oczywiście należy sobie zdawać sprawę z tego, iż w tym tłumie podążającym Kościeliską jest jakiś procent – pewnie niemały – ludzi, którzy idą dalej, wyżej i trudniej. Oni w ogóle wiedzą, po co idą w góry.
Mimo tej bardzo krytycznej opinii Dolina Kościeliska jest idealnym miejscem na rodzinny spacer. Daje też spore poczucie bezpieczeństwa. To nie są Błędne Skały, gdzie należy uważać, w który zaułek skręcić, by nie zgubić szlaku. To nie są bezdroża Gór Bystrzyckich czy Beskidu Niskiego, gdzie z kompasem i mapą w ręku trzeba wyszukiwać kierunek wędrówki, bo trasa dawno nieznakowana. Tutaj skalne ściany, zbocza gór i Kościeliski Potok w sposób naturalny wyznaczają linearny charakter wędrówki. Ale i tak można spotkać ceprów pytających, gdzie na końcu Doliny Kościeliskiej znajduje się Kościelec… Drugi powód popularności tej doliny to stosunkowo niewielka różnica wysokości pomiędzy jej wylotem w Kirach (927 m n.p.m.) a Małą Polanką Ornaczańską, na której znajduje się schronisko PTTK na Hali Ornak (około 1100 m n.p.m.). To zatem zaledwie niecałe 200 metrów na dystansie dziewięciu kilometrów. Spacerowicz ma wrażenie łatwej wędrówki po płaskim. Ileż razy słyszałem od osób przyjeżdżających w Tatry, że pierwszego dnia na rozruszanie najlepiej pójść w dolinki. Dla jednych będzie to „dolina pięciu pubów”, dla innych – Dolina Kościeliska. Rytualne przedeptanie tej dolinki jawi się więc niczym wytarcie podeszew butów o wycieraczkę przed wstąpieniem na szczyty wtajemniczenia tatrzańskiego. Idzie się prosto, Kościeliski Potok szumi. Co prawda nie ma asfaltu, jak na drodze ekspresowej do Morskiego Oka, za to są solidne mostki ułatwiające turystom w kilku miejscach przeprawę na drugą stronę potoku.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też