Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Korona Gór Polski | Biskupia Kopa

Diament opolski

NPM 10/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Bartosz Andrzejewski
(fot. Bartosz Andrzejewski)
Krajobraz przekształcony przez człowieka. To zdanie nabiera dziś dla mnie zupełnie nowego znaczenia. Biskupie Kopy znam bowiem dwie. Tę z pięknymi lasami oraz tę, która niemal w zupełności drzewostan straciła.

Województwo opolskie jakoś szczególnie nie kojarzy mi się z górami. Dopiero przy okazji zdobywania Korony Gór Polski trafiłem w Góry Opawskie. Obszar nie jest rozległy, ale oczywiście, jak każde pasmo, ma swój najwyższy szczyt zaliczany do klasyfikacji korony, a jest nim Biskupia Kopa (890 m n.p.m.). Ale czy ta góra powinna znaleźć się w zestawieniu? Owszem, duża część masywu Biskupiej Kopy znajduje się po polskiej stronie, ale wierzchołek leży już po stronie czeskiej. To jedna z tych gór, które autorzy popularnej klasyfikacji określają jako graniczne. Swego rodzaju ciekawostką jest to, że Góry Opawskie wchodzą w skład znajdującego się po czeskiej stronie pasma Jesionków. Warto wiedzieć, że najwyższym szczytem całego pasma jest znajdująca się w Czechach Poprzeczna (975 m n.p.m.).
Dobrze mieć też na uwadze istotny fakt historyczny związany z Biskupią Kopą, która właściwie zawsze miała status szczytu granicznego. W przeszłości oddzielała biskupstwa wrocławskie i ołomunieckie. Później była granicą między Czechosłowacją a Niemcami, by finalnie stać się punktem dzielącym Polskę i Czechosłowację (dziś Czechy).
Przepraszam, czy to na pewno Biskupia Kopa?
Na wierzchołek wybieram się szlakiem czerwonym z Jarnołtówka. Oznacza to, że znów powędruję odcinkiem Głównego Szlaku Sudeckiego, którego bieg kończy się (bądź zaczyna) w nieodległym Prudniku. Kto wie? Może kiedyś ruszę na wyprawę wzdłuż tego szlaku? Jest to zawsze jakiś argument, by powrócić na dłużej w Sudety. Szlak czerwony to oczywiście nie jedyny wariant drogi na szczyt. Do dyspozycji mamy jeszcze kilka innych możliwości wędrówki, zarówno po stronie polskiej, jak czeskiej.
Docieram do Jarnołtówka. Podobnie jak za pierwszym razem (bo wybieram się na tę górę już drugi raz), mam w planie wejście wczesnym popołudniem. Kiedy byłem tutaj pierwszy raz, wraz z kolegą Rafałem, z którym razem zdobywamy szczyty korony gór, korek na autostradzie zabrał nam sporo czasu. Było dla nas jasne, że będziemy schodzić po zmroku. Podobnie jak dziś, był wtedy piękny, słoneczny dzień wczesnej jesieni. Pogoda jak na zamówienie. Bezchmurne niebo, ciepło i delikatne powiewy rześkiego wiatru. Nic, tylko ruszyć w góry.
Parkuję w tym samym miejscu, w Jarnołtówku, przy drodze nieopodal małego wybiegu dla koni. Rozpoczynam podejście, ale krajobraz dziś jest zupełnie inny! Gdzie są drzewa?! Czy to na pewno ten sam szczyt?! Kiedy byłem tu pierwszy raz, spacerowym tempem przechadzałem się, meandrując przez gęsty las.
– Niestety Nadleśnictwo Prudnik w ciągu ostatnich kilku lat wytrzebiło 1/3 drzewostanu po polskiej stronie góry. Pozostał tylko las bukowy poniżej schroniska, zaś sam obiekt nie jest już otoczony lasem. Stoczyłam tutaj niejeden bój z nadleśnictwem i co nieco udało mi się uchronić przed wycięciem, ale niestety na decyzje polityczne nie ma zbyt dużego wpływu – mówi Elżbieta Kacprzyńska, gospodyni Górskiego Domu Turysty pod Biskupią Kopą. I dodaje: – Do tego, by wyciąć tak duże połacie lasu, podobnie jak w innych miejscach w Polsce, został wykorzystany popularny argument w postaci… kornika. Był to dla mnie duży szok. Szkoda, że tak mało ludzi próbowało się przeciwstawić temu procederowi. Przyjechałam tu z Warszawy właśnie dla natury, w której się zakochałam. Teraz muszę przyzwyczaić się do otwartych przestrzeni i nowego wyglądu tutejszego krajobrazu. Oczywiście po całej tej wycince trzeba było odrestaurować szlaki i oznakować je na nowo i na szczęście tak też się stało. Dziś nie trzeba mieć obaw przed przyjazdem na Biskupią Kopę.
Jesień jest tu dziś mniej złota
W drodze na Biskupią Kopę miejscami jest naprawdę stromo. Sudety przyzwyczaiły mnie do raczej łagodnego charakteru podejść, ale tutaj jest nieco inaczej. Nie można tego oczywiście porównać ze szlakiem z Andrzejówki na szczyt Waligóry w Górach Kamiennych, który słynie ze swojego pionowego nachylenia, ale zawsze to jakaś odmiana. Gdy szlak jest pokryty śniegiem, z pewnością trzeba się tu nieco pogimnastykować.
(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też