Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Świat | Sardynia

DeGeNeraci podbili wyspę

NPM 3/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Marek Skowroński
(fot. Agnieszka Szymanowska i Krzysztof Pawlik )
Kiedy w Polsce jest szaro i zimno, najlepiej szukać słońca tam, gdzie aura jest przyjemniejsza. W minionym sezonie nasz wybór padł na Sardynię. Ruszyliśmy podbić tę słynącą z fantastycznych plaż wyspę z niezliczonymi grotami i masą ciekawych miejsc do uprawiania trekkingu i wspinaczki.  

Stali czytelnicy „n.p.m.” znają już naszą grupę „Do Góry Nogami” (DGN), w ramach której miłośnicy ze Świdnicy i okolic odkrywają bliższe i dalsze górskie rejony. Mówimy o sobie DeGeNeraci, w końcu skrót do czegoś zobowiązuje.
Włoska wyspa Sardynia była idealnym wyborem na czas, gdy w Polsce o promieniach słonecznych mogliśmy tylko pomarzyć. Jeszcze przed wyjazdem wszystko sobie zarezerwowaliśmy – od wypożyczenia samochodu począwszy, na znalezieniu kwatery skończywszy. Dlatego już w dniu przylotu możemy się komfortowo urządzić w wynajętym domku, gdzie mamy zamiar spędzić najbliższy tydzień. Naszą bazą wypadową jest miejscowość Santa Maria Navarrese, położona na wschodnim wybrzeżu wyspy, około 180 kilometrów na północ od Cagliari. Naszym celem na najbliższe dni są między innymi via ferraty.
Wspinanie w grocie
Na pierwszy dzień planujemy najpierw przejście Via Ferraty Di
Badde Pentumas, zlokalizowanej niedaleko miejscowości Oliena, położonej około 100 kilometrów od naszej bazy. Drugą część dnia przeznaczamy na wspinanie w rejonie Cala Gonone, gdzie znajduje się bardzo dużo wspinaczkowych dróg.
Niestety, niedługo po wyjeździe z bazy pogoda zaczyna się psuć. Towarzyszy nam ciągły i obfity opad deszczu. Po dojeździe do Nuoro i dalej do Olieny pogoda wcale się nie poprawia. Oznacza to konieczność rezygnacji z przejścia ferraty. Niezadowoleni, że nie uda się nam zrealizować pierwszego z postawionych celów, kierujemy się do Cala Gonone. W efekcie trafiamy do rejonu Biddiriscottai, gdzie znajduje się przyciągająca „pseudogrota”, choć może lepiej mówić o dużym okapie położonym przy samej plaży, oddalonej około kwadransa spaceru brzegiem morza od parkingu.
Na miejscu okazuje się, że nie jesteśmy tu sami. Spotykamy jeszcze trzy inne zespoły wspinaczkowe, ale udaje nam się i tak znaleźć miejsce dla siebie. Na rozgrzewkę pokonujemy kilka łatwych dróg czwórkowych i... robi się ciemno. No tak, do lata daleko, więc już przed godziną siedemnastą musimy rozpocząć powrót. W efekcie do auta docieramy już po zmroku. Miejscówka warta jest jednak polecenia, bo nawet w czasie deszczu można się wspinać, a obitych dróg tu nie brakuje. Tym samym można to miejsce traktować jako plan awaryjny, gdy pogoda nie sprzyja.
Rejon Baunei
Pół następnego dnia tracimy na próbę dotarcia do malowniczej groty na wybrzeżu Cala Luna, która miała być naszym kolejnym celem wspinaczkowym. Dojazd tam możliwy jest jedynie autem terenowym, choć i tak najłatwiej dostać się tam... łodzią. O tym jednak dowiadujemy się dopiero po kilku godzinach bezskutecznych, komunikacyjnych zmagań.
Żeby jednak zupełnie nie zmarnować tego dnia, po powrocie do Baunei znajdujemy nieodległe rejony wspinaczkowe, gdzie próbujemy wspinu w nieco innej skale. To wciąż wapień, ale inny, bardziej chropowaty, przypominający piaskowiec. Jakby mniej zerodowany przez wodę, a za to podatny na działanie wiatrów. Wieje tu mocniej, bo teren odsłonięty, a do tego jesteśmy na wysokości około 600 metrów n.p.m. W efekcie popołudnie spędzamy w rejonie nazwanym Villagio Gallico & Creuza de Ma. Auto zostawiamy na poboczu rzadko używanej drogi, a o tym, że jesteśmy blisko miejsc wspinaczkowych świadczą metaliczne odgłosy wpinanych ekspresów oraz głosy amatorów tego sportu. Znajdujemy kilka nietrudnych „piątkowych” dróg, ale po przejściu kilku z nich zaczyna się robić zimno. Nic dziwnego, bo zbliża się zachód słońca, a do tego jesteśmy na znacznej wysokości, co obniża temperaturę co najmniej o pięć stopni Celsjusza w stosunku do tej, jaka panuje na plaży. Pakujemy zatem szpej i wracamy do auta. Od chłodu zgrabiały nam palce, a do tego zaczyna znowu kropić.

(...)

Więcej - czytaj w numerze "n.p.m."
 


Zobacz podobne artykuły

Włochy

Zobacz też