Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Pieniny

Da Vinci z klasztoru

NPM 8/2014
Numer wyprzedany
Autor:
Michał Parwa
Aby podziwiać tatrzański amfiteatr, wystarczy niecałe pół godziny marszu z Czerwonego Klasztoru (fot. Michał Parwa)
Najciemniej bywa pod latarnią. Ale nad Dunajcem jej światło sięga za granicę. Do miejsc cichych, malowniczych i nieodkrytych, skąd polskie skarby wyglądają najokazalej. Pośród tyglu kultur i narodów. Na ziemi niczyjej, a zarazem należącej do wszystkich. Tak pięknej, że już przed wiekami pewien marzyciel zapragnął obejrzeć ją z lotu ptaka.

Zaczyna się od niewinnego
SMS-a wysłanego wieczorową porą przez znajomego bruneta.
„OK. Wyjazd o siódmej. Ale nie napisałeś, gdzie jedziemy” – wyskakuje na ekranie.
„No ba. Słowackie Pieniny” – wystukuję od niechcenia.
„To jest w ogóle coś takiego?” – szybko odpisuje Arni.
W ten sposób dostaję potwierdzenie, że Dunajec wciąż dzieli pasmo na część równie piękną i tę jeszcze bardziej popularną. Spróbujmy zresztą popytać wśród znajomych. Większość odpowiedzi zabrzmi następująco: „Trzy Korony? Byłem. Sosna na Sokolicy albo Homole? Przecież mam tam zdjęcia z kolonii. A tratwą spływałem jeszcze z dziadkami. No i kolejka na Palenicę. Dobrze, że o to pytasz, bo właśnie tam zabrałem Kasię czy Basię na pierwszą randkę”. Ot, gotowy przekrój przez Polaków wizyty w Pieninach. Tyle że mało kto jest świadom, co kryje się za wspomnianą Palenicą (722 m n.p.m.). Czy to brak cukrowej waty albo lodów z Krościenka tak nas odstrasza od braci Słowaków? Oczywiście rozumiem, że takie parki linowe, góralburgery i gofry to tylko na ojczystej ziemi. Ale trudności na granicach nie ma już od kilku ładnych lat. Jest za to kładka w Sromowcach Niżnych, dzięki której plemię lasze dzień po dniu maszeruje w zakupowym szale do Czerwonego Klasztoru ku „hurtowym cenom” w potravinach. Najwyższy czas przypomnieć narodowi o PIENAP-ie – słowackiej wersji Pienińskiego Parku Narodowego ze szczególnym uwzględnieniem walorów widokowych. Otóż nasze polskie, majestatyczne i metalem poskromione Trzy Korony (982 m n.p.m.) najlepiej prezentują się od strony słowackiej.
Na pierwsze rozpoznanie wystarczy jeden dłuższy dzień. Gros czasu i tak spędzimy na podziwianiu fantazyjnych form skalnych, fotografowaniu Tatr czy zgadywaniu, za jakim garbem skrywa się Szczawnica. A zatem do pełni szczęścia potrzebujemy także dobrej mapy. Zanim jednak ruszymy, trzeba wprowadzić zarys miejsca akcji. Pierwsza niespodzianka to powierzchnia parków narodowych po obu stronach granicy. Nasi południowi sąsiedzi chronią Pieniny na terenie większym o ponad 14 km kw. W ślad za tym idzie kolejna statystyka stawiająca Pieniński Park Narodowy na pierwszym miejscu wśród rodzimych odpowiedników, jeśli chodzi o nasilenie ruchu turystycznego w przeliczeniu na jeden hektar. I ten właśnie argument, użyty w sezonie wakacyjnym, przesądza o wyborze trasy na obszarze PIENAP-u.

Skrzydlaty mnich
Sunąc żółwim tempem po zakopiance, układamy misterny plan pętli. Łączymy ze sobą poszczególne wierzchołki, by start i meta znajdowały się na jednym parkingu. Z mozaiki szlaków wynika proste równanie – wycieczkę należy zaliczyć w wersji klasycznej, bez użycia kładki. Dlatego wybieramy przejście graniczne w Niedzicy. Można je pokonać w zasadzie z zamkniętymi oczami, a i tak będziemy wiedzieli, kiedy opuszczamy Polskę. Równocześnie z wjazdem między zabudowania Lysej nad Dunajcom w uszach rozbrzmiewa donośna muzyka płynąca z ulicznych szczekaczek. Niewtajemniczonym wyjaśnię, że to słowacki znak rozpoznawczy o wymiarze niemal kultowym. Akurat dziś w formie ludowej pieśni na znaną u nas melodię „Góralu, czy ci nie żal?”. Jesteśmy przecież na ziemi wyjątkowej i doświadczonej historią. W żyłach współczesnych mieszkańców płynie mieszanka wielu krwi, kultur i religii. Spisz Zamagurski, osłonięty korytem Dunajca, Małymi Pieninami i szerokim wałem Magury Spiskiej, na przestrzeni wieków musiał walczyć o swoistą odrębność, przede wszystkim kulturową. Złożyli się na nią m.in. Łemkowie, Wołosi i Polacy, ale też ludność niemiecka czy węgierska. Jeśli dodamy do tego elementy żydowskie, ruchy husyckie czy najazdy Tatarów, okaże się, że to jeden z najciekawszych tygli etnicznych w Europie. Aktualnie podzielony granicą, z pewnością nie pierwszą i nie ostatnią, ale przekraczalną bez spotkań ze strażnikami. Toteż układ z Schengen doceniają tu jak mało kto, mając w pamięci chociażby Niedzicę, która od czasów średniowiecznych i dalej pod zaborami należała do Węgier.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Pieniny
Słowacja

Zobacz też