Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Tomasz Skrzydłowski

Czym się sarna różni od jelenia?

NPM 7/2013
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
(FOT. ARCH. TOMASZA SKRZYDŁOWSKIEGO)
Z dr. Tomaszem Skrzydłowskim, autorem "Przewodnika przyrodniczego po Tatrach Polskich", rozmawia Jakub Terakowski  

Jak pisze się przewodnik po Tatrach?
Nie wiem, od czego zacząć... Od koncepcji czy od realizacji?

Chronologicznie, więc od koncepcji.
Decydujące znaczenie miał dla mnie moment, gdy zostałem przewodnikiem tatrzańskim. Prowadząc grupy, zorientowałem się, na co turyści szczególnie zwracają uwagę. To zresztą osobna, ciekawa kwestia warta rozwinięcia... Z czasem zebrałem też dość obszerny materiał, pisząc do kwartalnika „Tatry”, i uznałem, że warto udostępnić te informacje szerszemu gronu czytelników. Początkowo planowałem opisać tylko wybrane trasy, ale w końcu stwierdziłem, że taka publikacja byłaby niepełnowartościowa. Natomiast w praktyce przygotowanie przewodnika wymagało ponownego przejścia wszystkich szlaków z myślą o zebraniu materiałów. Przeciętny turysta zwraca uwagę przede wszystkim na krajobraz, a ja – z racji mojego skrzywienia zawodowego – patrzę głównie pod nogi. Jestem absolwentem Wydziału Leśnego Akademii Rolniczej w Poznaniu, skończyłem też studia doktoranckie na AR w Krakowie, a od roku 2003 pracuję w Tatrzańskim Parku Narodowym. Podświadomie więc kartuję roślinność nawet podczas całkiem prywatnej wycieczki.

Ale celowo, z myślą o „Przewodniku przyrodniczym po Tatrach Polskich”, przeszedł Pan ponownie każdy szlak?
Oczywiście, ponieważ nie da się przygotować takiej publikacji z głowy, zakładając, iż kiedyś tam byłem, więc coś tam pamiętam. O mały włos nie wpadłem jednak w tego typu pułapkę, opisując szlak na Rysy. Nie chciało mi się zdobywać ich znowu, więc postanowiłem, że pójdę na skróty.

Poza szlakiem?
W przenośni. Stosując zasadę analogii, wyszedłem z założenia, że skoro ścieżkę na przełęcz Pod Chłopkiem spenetrowałem krok po kroku, to na sąsiedniej, prowadzącej na Rysy, nic nie może mnie zaskoczyć. Na szczęście nie uległem lenistwu, bo okazało się, że najpospolitszy w Tatrach zespół roślinny situ skuciny i boimki dwurzędowej akurat pod Rysami występuje w szczątkowych ilościach. Łatwo ten fakt wytłumaczyć, gdyż cały kocioł jest wilgotny, ocieniony, długo zalega tam śnieg, ale nigdy wcześniej nie zwróciłem na to uwagi. Prowadząc wycieczki, nie mogę myśleć o boimce i tym podobnych niebieskich migdałach... (śmiech)

Jak w praktyce przebiega zbieranie materiału?
Niektóre szlaki musiałem przejść wielokrotnie. Na przykład aż pięć razy lustrowałem rejon Pańszczyckich Młak pomiędzy Psią Trawką a Równią Waksmundzką, zanim mogłem uznać, że dane są kompletne.

Rozumiem jednak, że przewodnik jest przeznaczony dla turystów poruszających się szlakami, więc nie penetrował Pan obszarów objętych zakazem wstępu.
Opisuję to, co widać ze szlaków, więc nie schodziłem na bok, gromadząc materiały. Książka jednak adresowana jest głównie do przewodników tatrzańskich, bo nie każdy z nich jest biologiem.

Wędrował Pan zatem po Tatrach z notesem i kluczem do oznaczania roślin?
Przede wszystkim z aparatem fotograficznym, ponieważ znam zaledwie kilka osób dysponujących dobrymi zdjęciami tutejszej flory. Postanowiłem więc, że sam przygotuję możliwie kompletną dokumentację.

A to ciekawe, bo wydawać by się mogło, że rośliny łatwiej jest fotografować niż zwierzęta, które uciekają z kadru.
Rzecz nie w łatwości robienia zdjęć, lecz w znajomości botaniki, a z tym bywa krucho.

Zdarza się, że turyści pytają, co Pan tam tak fotografuje?
Bardzo często, zwłaszcza gdy jestem w uniformie pracownika parku. W Starych Kościeliskach nie sposób spokojnie zrobić kilku zdjęć porostom na lipach.

Przeszkadza to Panu?
Wręcz przeciwnie, cieszy mnie zainteresowanie każdego turysty, który nie pędzi przed siebie na oślep.

Ile czasu spędził Pan w Tatrach, zbierając materiały?
Nie mam pojęcia – mnóstwo. Przez monokulturę świerka da się przejść dość szybko, ale pokonanie kilku metrów murawy nawapiennej w rejonie Grzybowca może trwać godzinę.

Jak przebiegało opracowanie danych?
Na początku opornie, bo nie miałem doświadczenia, więc odkrywałem coraz to nowe, własne niedoskonałości. Nie można na przykład równocześnie opisywać tras prowadzących kolejno przez trzy sąsiadujące doliny, jak Ku Dziurze, Strążyska i Za Bramką, bo pierwsza będzie opracowana bardzo starannie, a ostatnia słabo.

Ile trwało przygotowanie przewodnika od momentu pojawienia się koncepcji do ukazania drukiem?
Nad pierwszym wydaniem pracowałem prawie trzy lata, nad drugim poprawionym – krócej. Ta druga edycja, poza korektami, ma o 20 stron i 280 zdjęć więcej oraz znacznie poręczniejszy format. Tamta cegła bardziej nadawała się do obrony przed niedźwiedziem niż do użytku w terenie... (śmiech)

(...)
Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też