Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Polska | Beskid Sądecki / Pasmo Radziejowej

Czwarta do szlema

NPM 4/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Michał Parwa
(fot. Michał Parwa)
Szlaki wytyczone na krańcach map to osobna kategoria. Unikają ich znakarze, turyści odwiedzają przypadkiem, a ze ścieżek najczęściej korzystają zwierzęta. Ale w Paśmie Radziejowej trafił się rodzynek, który ocalono od zapomnienia za pomocą wieży i pewnego zdjęcia…

Daleko mi do mieszania gór i polityki. Ale taki mariaż najlepiej zobrazuje miejsce akcji, gdy nazwa Koziarz niewiele mówi nawet doświadczonym górołazom. Co innego, jeśli zapytałbym o jedno z najsłynniejszych zdjęć minionych wakacji i absolutny Top 10 zeszłorocznych memów. Cały kraj widział, jak prezes Jarosław Kaczyński stoi z gronem współpracowników pod wieżą widokową w biało-czerwonej pelerynie z godłem na piersi. To właśnie był wierzchołek Koziarza (943 m n.p.m.) – a konkretniej, grzbiet główny Pasma Radziejowej w Beskidzie Sądeckim. I będąc całkiem szczerym, przyciągnęła nas w te strony właśnie wspomniana wieża. Jedna z czterech tego typu konstrukcji ustawionych w 2015 roku na terenie gminy Ochotnica Dolna. Poza Gorcem (1228 m n.p.m.), Lubaniem (1225 m) i Magurkami (1101 m), tylko tej brakuje nam do zdobycia ochotnickiego wielkiego szlema. Dodatkową zachętą okazały się kamery internetowe zainstalowane na każdej z nich. Dzięki temu na gminnej stronie można podejrzeć transmisję live z widokiem na… Tatry. Polecam, zwłaszcza kiedy człowiek kisi się za biurkiem w pracy, a za oknem straszy smog.
Pierwsze widoki za płoty
Na pierwszy rzut oka nie ma w tych górach żadnych trudności. Tydzień temu zniknęły ostatnie ślady po śniegu i lodzie. Wysokość na trasie nie przekracza 1000 metrów n.p.m. i w razie „wu” jest szansa, aby szybko zbiec do cywilizacji. Gorzej z logistyką, bo jakby nie patrzeć, wytyczenie pętli w sąsiedztwie Koziarza graniczy z cudem. Dlatego opracowaliśmy prosty plan: auto wciskamy na nowy parking przy wjeździe do Krościenka nad Dunajcem. Następnie łapiemy jakikolwiek bus jadący w kierunku Krakowa lub Łącka i wysiadamy po 10 kilometrach na przystanku Tylmanowa Rzeka. Tu startuje szlak zielony. I według mapy, po pięciu godzinach tułaczki powinniśmy się znów zameldować przy samochodzie.
Za akcent powitalny robi most nad Dunajcem. Przekraczając rzekę, spoglądamy na kilka zamoczonych wędek i wyjątkowo spokojny nurt. Woda ma dziś odcień turkusowy. Brakuje tylko liści na drzewach i byłby piękny kadr na ścianę w sypialni. Za plecami zostaje wzgórze Baszta (440 m n.p.m.) z Kalwarią Tylmanowską i szesnastoma stacjami drogi krzyżowej. Zaś przed nami wyrastają nowe domy i asfalt wprowadzający w dolinę Potoku Klępowskiego. Kwadrans później pojawia się bita droga, a wraz z nią problemy z oznakowaniem. W miejscu, gdzie powinniśmy się wspinać na grzbiet Jaworzynki (936 m n.p.m.), wyłania się kilka ścieżek. Tak samo rozjeżdżonych i zabłoconych.
– Tam, panowie, w prawo pod górę idzie szlak – krzyczy do nas dwóch tubylców sprzed traktora domowej roboty.
Tym sposobem zaczynamy długie i równomierne podejście wśród leśnych przecinek, zarastających łąk i młodników. Brzmi monotonnie. Ale w ciepły kwietniowy weekend nawet zwykłe dreptanie po lesie staje się przyjemne. Szczególnie, gdy wprawne oko dostrzeże małe skarby, na przykład zawieszoną na drzewie figurkę Chrystusa Frasobliwego albo odnowiony szałas z ławkami i miejscem na grilla. To znak, że dotarliśmy na polanę Kolebisko. I czas najwyższy wyciągnąć aparaty z plecaków. Powód jest nie byle jaki – ośnieżone Tatry na horyzoncie, a przed nimi Pieniny do spółki ze wschodnim krańcem Pasma Lubania. Z drugiej strony, do kompletu prężą się Gorce i Beskid Wyspowy z dominującą Mogielicą (1171 m n.p.m.).
 
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też