Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Czeski skrawek Alp

NPM 6/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Redakcja n.p.m.
Na ten szlak wjazd na rowerze jest zabroniony (fot. Tomasz Rzeczycki)
Czeska część Gór Izerskich latem pełna jest rowerzystów. W najbardziej uczęszczanych miejscach znajdują się nawet kioski spożywcze nastawione na miłośników dwóch kółek. O dziwo jednak na Przełęczy pod  Špičákiem, położonej w lesie pomiędzy miejscowościami Albrechtice u Frýdlantu oraz Oldřichov v Hájích, na rozdrożu umieszczono tabliczkę zakazu wjazdu rowerzystów na żółty szlak. Dlaczego?

Od wspomnianej przełęczy w kierunku wschodnim odchodzą dwa szlaki: żółty i zielony. Nieco ponad kilometr dalej obydwa schodzą się razem na kolejnym rozdrożu, noszącym nazwę Hřebenový buk. Tylko czemu rowerzyści mogą poruszać się między nimi jedynie zielonym szlakiem, skoro piesi mają do wyboru także żółty?
Początkowo obydwa szlaki wyglądają z pozoru bardzo podobnie. Kiedy jednak podjąć wędrówkę szlakiem żółtym, niedługo się okaże, że spacer przerodzi się w klasyczną wspinaczkę górską. Szlak prowadzi bowiem przez Oldřichovský Špičák (znany też pod nazwą Špičák; 724 m n.p.m.), którego kopuła usiana jest granitowymi skałkami. Aby ułatwić turystom przejście przez szczyt, zamontowano tam ciąg drabinek i stalowych lin. Drabinki ułożono wprawdzie na pochyłym gruncie w szerokiej szczelinie śródskalnej, ale ta namiastka alpejskiej wspinaczki może robić wrażenie na kimś, komu Góry Izerskie kojarzą się głównie z płaskimi torfowiskami.
W latach 1960-1999 wierzchołek objęty był ochroną jako Národní přírodní rezervací Špičák (Narodowy Rezerwat Przyrody, NPR), natomiast od 1999 roku wchodzi w skład NPR Jizerskohorské bučiny. NPR to najwyższa kategoria ochrony niewielkich powierzchniowo miejsc w Republice Czeskiej, które uznano za cenne przyrodniczo. Takie nieco egzotyczne miejsce leży zaledwie pięć kilometrów od polskiej granicy, a ze Špičáka bliżej jest do Bogatyni niż do centrum Liberca.
Trud wspinaczki na szczyt Špičáka bez roweru się opłaca. Ze szczytowej skałki roztacza się rozległy widok, tylko częściowo ograniczony rosnącymi tam drzewami.
Tomasz Rzeczycki

Dziura w Żarnowskiej Górze

Jaki jest najwyższy szczyt Pogórza Strzyżowskiego? Poza pasjonatami geografii Karpat niewiele osób zna odpowiedź na to pytanie. Za to do miana najsłynniejszego wzniesienia tego mezoregionu może aspirować Żarnowska Góra (464 m n.p.m.) koło Strzyżowa. Niepozorne wzniesienie nad rzeką Wisłok od jakiegoś czasu urosło do rangi lokalnej atrakcji turystycznej. A wszystko za sprawą tunelu kolejowego, w którym od pół wieku nie ma torów.
Żarnowska Góra znajduje się tuż obok stacji kolejowej w Strzyżowie. Stacja ta leży przy linii z Rzeszowa do Jasła. Wjeżdżając pociągiem do Strzyżowa od strony Rzeszowa, łatwo dostrzec, że tor zatacza ogromny łuk, aby ominąć Żarnowską Górę. Podczas II wojny światowej Niemcy wydrążyli we wzgórzu tunel długości ponad 400 metrów. O dziwo, po wojnie Polskie Koleje Państwowe nie były nim zainteresowane! Pociągi tak jak przed wojną jeździły i jeżdżą dokoła Żarnowskiej Góry, a straty z tego powodu, wynikające z niepotrzebnie dłuższej jazdy i większego zużycia paliwa oraz taboru, pewnie urosły już do milionów dolarów (gdyby tylko komuś chciało się sporządzić taką kalkulację).
Nieczynny tunel pełnił już funkcję magazynu towarów, składu śledzi, garażu, a nawet strzelnicy. A od wiosny 2004 roku stał się atrakcją turystyczną. Dlaczego? A bo właśnie wtedy go okratowano i zaczęto oprowadzać po nim pod okiem przewodnika. Zaglądają tu turyści, także ci, którzy do miasta dotarli na rowerach i motocyklach. Dodatkowego posmaku dodaje otoczka tajemniczości związana z opowieściami o pobycie w tym miejscu Adolfa Hitlera i Benita Mussoliniego. Ale tak to już jest, że nawet najbardziej banalnie wyglądający pagórek czy wzgórze błyskawicznie staje się miejscem obleganym przez niedzielnych turystów, jeśli tylko uda się ich przekonać, że ma on coś wspólnego z tajemnicami Trzeciej Rzeszy.
Tomasz Rzeczycki