Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Widziane z gór | Alex Honnold

Czasem odczuwam strach

NPM 11/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Karolina i Bartosz Andrzejewscy
fot. Bartosz Andrzejewski ()
– Zdaję sobie sprawę z tego, że rzeczy, których się podejmuję, mogą wydawać się szalone. Ale po 20 latach trenowania to wszystko jest już dla mnie normalne. Wspinanie się jest niebezpieczne tylko wtedy, gdy… się spada – mówi Alex Honnold, najlepszy solowy wspinacz świata

Dyrektor Festiwalu Górskiego w Lądku-Zdroju, Maciej Sokołowski ponad cztery lata zabiegał o przyjazd Alexa Honnolda do Polski. Udało się akurat teraz, gdy ten dokonał pierwszego solowego przejścia Freeridera na El Capitanie – najsłynniejszej z amerykańskich ścian. W ocenie wielu obserwatorów jest to najpoważniejsza solówka w historii wspinaczki skalnej. Prowadzi przez system rys i kominów, ale ma też fragmenty płytowe. Poza tym to długa, 1000-metrowa linia z ogromną ekspozycją. Na spotkanie w lądeckim namiocie przyszło ponad dwa tysiące widzów. Nam udało się porozmawiać z Honnoldem jeszcze przed jego wejściem na scenę.
 
W Polsce zawsze pada
 
Alex, miło widzieć Cię wśród gości lądeckiego festiwalu. Ale nie jest to Twoja pierwsza wizyta w Polsce. Byłeś już u nas w 2011 roku.
Zgadza się, jestem tutaj po raz drugi. Polska jest mi w pewnym sensie bliska, bo mam tutaj swoje korzenie. Moi dziadkowie pochodzili z Polski. Mało tego – moja mama nadal mówi po polsku. (śmiech) Niestety, ja znam tylko kilka polskich słów, bo to bardzo trudny język. Jednak gdy ktoś kichnie, potrafię powiedzieć „na zdrowie!”. Jak to zwykle bywa, gdy poznajemy jakiś język, szybko też uczymy się przekleństw. Te polskie również znam, ale chwalić się nimi nie będę. (śmiech) A tak przy okazji, czy w waszym języku „come on!” to będzie okrzyk brzmiący mniej więcej: „dawaj, dawaj!”?
 
Właśnie tak można to przetłumaczyć. Które miejsca w Polsce udało Ci się już odwiedzić? Może wspinałeś się w naszych skałach albo wszedłeś na jakiś szczyt?
Odwiedziłem między innymi Kraków, Gdańsk i Gdynię. Byłem gościem na Explorers Festiwalu w Łodzi. Także kilka innych miejscowości miałem okazję już zobaczyć. No i teraz jestem w Lądku-Zdroju. Niestety, zawsze kiedy jestem w Polsce, pada deszcz. A jak wiadomo, nie jest to wymarzona pogoda do uprawiania wspinaczki. Dlatego też nie poznałem żadnego miejsca dobrego do wspinaczki i tak naprawdę nie zobaczyłem też waszych gór.
 
Polska również ma doskonałych wspinaczy wielkościanowych, na przykład Marka Regana Raganowicza czy Marcina Yeti Tomaszewskiego, którzy mają za sobą świetne przejścia w Karakorum, w górach Norwegii czy na Grenlandii. Mówią Ci coś te nazwiska?
Niestety, nie. Ale wiem doskonale, że Polska słynie z wielkich alpinistów i himalaistów oraz ma bogatą historię w dziedzinie górskiej wspinaczki. Myślę, że dobrym przykładem będzie tu Wojciech Kurtyka, którego doskonale kojarzę.
 
El Capitan był trochę szalony
 
Dziś jesteś uznawany za jednego z najlepszych, jeśli nie najlepszego w historii wyczynowca, który wspina się bez asekuracji. Zdajesz sobie sprawę, że Twoje wspinaczkowe osiągnięcia już przeszły do historii?
Szczerze mówiąc, to nie wiem, ile w tym prawdy. Faktycznie, przez ostatnie lata myślałem, że wejście na El Capitan to coś ostatecznego we wspinaczce i że to będzie największe wyzwanie, jakiego mogę się podjąć. Ale gdy to zrobiłem, uznałem, że jest to coś zupełnie zwyczajnego.
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też