Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

z biegu wzięte |

Czas odmierzany festiwalami

NPM 1/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Piotr Hercog
()
Zapewne zdecydowana większość z Was jeździ na imprezy górskie czy podróżnicze, od Szczecina począwszy, przez Lądek-Zdrój, Warszawę, Opole, Kraków, aż na Zakopanem skończywszy. Festiwale to doskonały czas, by spotkać się z przyjaciółmi oraz ludźmi o podobnych zainteresowaniach.

Ostatnie miesiące i tygodnie roku są wyjątkowym czasem w kalendarzu. Pomijam aspekty oczywiste: najpierw spadające liście, las mieniący się wieloma barwami od żółci przez pomarańcze do ciemnego bordo. Jeśli jeszcze jesień jest słoneczna i „nasza polska złota” – uwielbiamy ją. Gorzej natomiast, gdy zimna, straszy porannymi przymrozkami i przedwcześnie zabiera ostatki liści z drzew. Wtedy utyskujemy, narzekamy i znów wypatrujemy lata.
Listopad i grudzień to również martwy sezon w turystyce górskiej. Oczywiście, nie dla każdego, ale to, co da się zauważyć gołym okiem, to mniejsza liczba turystów na szlakach, opustoszałe schroniska, wymarłe kempingi i pola namiotowe. Szczyt letni już minął, a szczyt zimowy, święta i ferie, jeszcze się nie zaczął. Za późno na krótkie spodenki i niskie buty trekkingowe, za wcześnie na skitury i harce w białym puchu. Ale to właśnie idealny czas, by ruszyć w góry, odczarować złą pogodę i aurę paskudnej późnej jesieni. Aktywność za dnia, na długie zaś wieczory kubek ciepłego wina/piwa/czekolady w drewnianym, ciepłym, klimatycznym schronisku.
W zapowiedziach tego nie przeczytacie
Ostatni kwartał roku to również kumulacja różnych festiwali i doskonały czas, by spotkać się z przyjaciółmi oraz ludźmi o podobnych zainteresowaniach. Czas, by się umówić na kolejny wyjazd, posnuć plany na zbliżający się sezon. Od lat jestem zapraszany jako prelegent, by podzielić się z Wami moją pasją – bieganiem oraz górami. Każdy z tych festiwali daje mi czystą radość. Częstokroć wpadam na ludzi, z którymi od dłuższego czasu nie miałem kontaktu w wirze dnia codziennego lub z którymi umawiam się, umawiam i spotkać nie mogę. Zagęszczenie znajomych na metr kwadratowy skutkuje tym, że gdzie nie obrócę głowy, tam znajoma postać. Myślę, że to jest ten największy plus, o którym nie przeczyta się w festiwalowych zapowiedziach. Ten klimat stworzony przez dziesiątki, setki osób o wspólnej pasji, którą są góry.
W listopadzie wróciłem z Bansko Film Fest – Międzynarodowego Festiwalu Filmów Górskich w Bułgarii, gdzie byłem zaproszony jako prelegent. To największa tego typu impreza w tym kraju. Urokliwe Bansko do złudzenia przypomina nasze Zakopane. Kurort położony jest wśród ośnieżonych, skalistych gór. Wypisz wymaluj, nasze Tatry – tylko zdecydowanie mniej zatłoczone. Świetny klimat, piękna pogoda. I nie przeszkadzało mi nawet, że nie znam języka bułgarskiego. I że tak łatwo się pomylić, kiwając głową na tak, a dając do zrozumienia, że się mówi „nie”, i odwrotnie. Wszystko to ponownie sprowadza się do ludzi. Jeśli patrzą w tym samym kierunku – zrozumieją się i bez znajomości języka.
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”
 
Współpraca Paulina Wierzbicka i Wojciech Grzesiok 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też