Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Anglia

Czarne, puchate coś

NPM 6/2016
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Anna Mojżyszek
Spektakularne Langdale Pikes (fot. Anna Mojżyszek)
Spomiędzy gęstych białych chmur wystają skaliste wierzchołki. Zimno, wiatr, mgła i deszcz nie przeszkadzają jednak piechurom w zdobywaniu szczytów. I to nic, że są one niskie. Mimo typowo angielskiej pogody, a może dzięki niej, są piękne. A gdy wychodzi słońce, które ogrzeje zielone pastwiska i wrzosowiska, robi się po prostu sielankowo.    

Gdy jeszcze w Polsce mówiłam, że jadę w góry do Anglii, wiele osób patrzyło na mnie z niedowierzaniem. A gdy dodawałam, że planuję zdobyć najwyższy szczyt Anglii, który ma 978 m n.p.m., to sama się uśmiechałam. Ale pojechałam przygotowana jak w nasze Tatry. I dobrze zrobiłam.

Śpiąc na skórach reniferów
Lake District, nazywany też Lakeland czy The Lakes, leży w północno-zachodniej Anglii i jest niezwykłym skupiskiem jezior i wzgórz. W centralnej części Krainy Jezior mieści się Park Narodowy Lake District. I właśnie tam góruje Scafell Pike (978 m n.p.m.). Pośród szczytów Wielkiej Brytanii zajmuje co prawda 13. miejsce, ale w Anglii jest numerem jeden. Tysiące turystów przyjeżdża tu co roku, by zdobyć najwyższy wierzchołek, zobaczyć największe angielskie jeziora czy popływać w najgłębszym jeziorze Wastwater, które ma aż 74 metry głębokości! W tym roku władze parku będą się ubiegać o wpisanie Krainy Jezior na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Czyste jeziora, jesienne wrzosowiska, soczyście zielone wiosenne pastwiska, a na nich tysiące białych i czarnych owiec to piękny krajobraz. Do tego stalowego koloru ostre kamienie, które sprawiają, że te góry są niepodobne do innych. Nic dziwnego, że ściągali tu malarze, muzycy, poeci i pisarze z całej Wielkiej Brytanii, by szukać natchnienia pośród „fells”, jak w lokalnym języku określa się góry i wzgórza.
Co zatem wybrać na wakacyjną przygodę? Nie jest łatwo podjąć taką decyzję, ale jednak w moim przypadku wygrywa najwyższy szczyt. Pojechałam z koleżankami do doliny Great Langdale, jednej z najbardziej spektakularnych w całym Lake District. Mimo że to park narodowy, można rozbić namiot gdziekolwiek, oczywiście nie wliczając w to ziemi farmerów. Jeśli spanie na dziko kogoś nie pociąga, można skorzystać z okolicznych hoteli czy pensjonatów albo pól namiotowych, co wychodzi nieco taniej. Spanie w ogrzewanym namiocie to jeszcze lepsza opcja. Szczególnie dla trzyosobowej żeńskiej ekipy z trzylatkiem i siedmiomiesięcznym bobasem. W środku naszego namiotu, a w zasadzie tipi, mamy mały piecyk, popularnie nazywany kozą, który przyjemnie ogrzewa wnętrze. Oprócz niego jest drewniana podłoga pokryta skórami reniferów, a gruby materiał tipi chroni przed wiatrem i deszczem. Takie nordyckie schronienia (wzorowane na tipi Samów) można wynająć w Base Camp Tipi. Jest ciepło i wygodnie, a widok z „domu” mamy wprost na monumentalne szczyty Langdale Pikes.

200 dni deszczu
Rano pada pierwszy mit, gdy pracownik pola namiotowego zagłusza ciszę kosiarką do trawy. A naiwnie myślałam, że równo przystrzyżona trawa to robota owiec. Szykujemy się i wybieramy na pierwszy spacer. Jestem poubierana we wszystko, co mam. Na zewnątrz zimno i wilgotno, ale świeże powietrze i tak zachęca do zachłyśnięcia się nim. Tylko ciemne chmury na niebie trochę psują wrażenie – trzeba się uzbroić w ubrania przeciwdeszczowe. Zresztą tutaj to w zasadzie norma. Podobno w dolinach Lake District rejestruje się 200 deszczowych dni! Słońca jest bardzo mało – w górach średnio 2,5 godziny dziennie. Nawet ludzie tu mieszkający narzekają na niezbyt przychylne warunki pogodowe, a przecież kto jak kto, ale oni są przyzwyczajeni do „angielskiej” pogody.
 
(…)
 
Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”
 
 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też