Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Okiem Bazyla |

Co himalaista robi w pracy?

NPM 10/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Andrzej Bazylczuk
(fot. Grzegorz Stodolny)
Nie ma czegoś takiego jak Wyższa Szkoła Wchodzenia i Schodzenia, która kształciłaby zawodowych himalaistów i zapewniała im pracę w zawodzie. Wspinacze od zawsze musieli więc imać się różnych zajęć albo wykonywali prace, które trudno połączyć z tym, co przyniosło im sławę.

Wśród polskich wspinaczy popularnym i powszechnie znanym zajęciem było malowanie kominów, jednak przecież nie można robić tego cały rok, a na Śląsku nie ma tylu kominów, żeby zapewniły stałe zajęcie wszystkim uczestnikom himalajskich wypraw. Musieli oni więc chwytać się także innych możliwości. Na przykład Jerzy Kukuczka od 1975 roku pracował jako elektrotechnik w Zakładach Konstrukcyjno-Mechanicznych Przemysłu Węglowego EMAG w Katowicach. Szefostwu nie podobało się, że pracownik sporą część roku spędza gdzieś w dalekiej Azji, zamiast wyrabiać normy na stanowisku. Po wyprawie na Everest w 1980 roku na Kukuczkę czekało więc wypowiedzenie. Tyle że telewizja wpadła na pomysł, by nakręcić reportaż o tym, jak współautor nowej drogi na najwyższej górze świata wraca do pracy. Siła czwartej władzy okazała się tak duża, że Kukuczka – zamiast zwolnienia – otrzymał dyplom i odznaczenie. Oczywiście w świetle kamer i wśród przemówień pokroju tych znanych z filmów Stanisława Barei. Po tym incydencie nie próbowano już wysyłać himalaisty na zieloną trawkę i Kukuczka pracował w EMAG-u do swojej tragicznej śmierci w 1989 roku. Później firma często podkreślała, że był jej wieloletnim pracownikiem, i wspierała takie akcje, jak bieg jego imienia. O incydencie z 1980 roku jakoś nie przypominano.
Skoro powiedziało się „Kukuczka”, to trzeba powiedzieć „Rutkiewicz”. Pierwsza kobieta na K2 miała na koncie studia na wrocławskiej „polibudzie” i dyplom inżyniera elektronika w ręku. Pracowała między innymi w Instytucie Automatyki Systemów Energetycznych. Takie samo wykształcenie ma Krystyna Palmowska.
 
Wśród naszych wspinaczy całkiem popularna jest też chemia. Doktorat z inżynierii chemicznej ma Piotr Pustelnik, a Piotr Morawski był doktorem nauk chemicznych. Zimowy zdobywca Sziszapangmy pracował na Politechnice Warszawskiej, podobnie jak przed nim Leszek Cichy, który dla odmiany z wykształcenia jest geodetą.
 
Doktoratem pochwalić się może również Anna Czerwińska, którą od słuchania bzdur wygadywanych w reklamach leków może boleć głowa, gdyż z zawodu jest farmaceutką.
 
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też