Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Beskid Żywiecki

Co diabeł kryje w sobie?

NPM 12/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Michał Parwa
Obserwacja Zerwy Cylowej o każdej porze roku wymaga ostrożności (fot. Michał Parwa)
Na miejsce tradycyjnego przedzimowego rozruchu, czyli zaprawy przed wędrówkami podczas najchłodniejszej pory roku, wybrałem Babiogórski Park Narodowy. To tutaj właśnie stawiałem swoje pierwsze kroki w życiu. Nadszedł więc czas zmierzyć się ze słynnym osuwiskiem i sprawdzić, jak miewa się wyremontowane schronisko. Zima tymczasem, zgodnie ze swoim zwyczajem, wcześnie odwiedziła Królową Beskidów.

Pomysł na spontaniczny wyjazd zawsze zaczyna się od szybkiego telefonu do znajomych, którego efekt jest łatwy do przewidzenia. W konsekwencji wszystko przebiega zgodnie z planem, czyli za oknem mroźny poranek, a ja razem z Andrzejem i Gosią siedzimy w autobusie do Zawoi. Wysiadamy na przystanku Składy, by dalej wąską, asfaltową drogą udać się w kierunku osiedla Czatoża. Miłośnikom narciarstwa nazwa ta na pewno wyda się znajoma. W końcu to tutaj mieści się kompleks małych wyciągów orczykowych. Pomimo dużej ilości śniegu na stoku i na drodze dookoła ani śladu żywej duszy. Miejscowi rzadko zapuszczają się w te strony, a kiedy próbujemy zasięgnąć języka, dowiadujemy się, że Czatoża zyskała sobie przydomek „końca świata”. Zaiste po drodze mijamy jedynie drwali wracających z wyrębu. Dookoła cisza i spokój. Przyjemna namiastka tego, co nas dzisiaj czeka.

Droga przemytników
Gdyby nie mgła i słaba widoczność, dane by nam było podziwiać kopułę Babiej Góry (1725 m n.p.m.), która niepodzielnie góruje nad okolicą. Najwyższy masyw w Beskidach Zachodnich, poza ważną funkcją hydrologiczną (linią grzbietową przebiega europejski dział wodny, oddzielający zlewiska Bałtyku i Morza Czarnego), odegrał ogromną rolę w rozwoju turystyki beskidzkiej. Począwszy od Baltazara Hacqueta, pioniera badań karpackiej przyrody, który w XVIII stuleciu zauroczył się okolicą, przez późniejsze pokolenia stosunek ludzi do „Diablej Góry”, jak określali ją Niemcy, pozostaje niezmienny. Malowniczy, można by rzec mistyczny szczyt Diablaka włada ludzkimi umysłami, przyciągając rzesze turystów, przyrodników, poetów i malarzy. Szczególne znaczenie ma on także dla naszych południowych sąsiadów. U jego stóp tworzył bowiem jeden z najwybitniejszych słowackich poetów Pavol Országh Hviezdoslav, który w jednej z beskidzkich leśniczówek napisał „Żonę gajowego”, uważaną za jego największe dzieło.
– Dziś przyciąga mnie jednak nie szczyt, ale to, co znajduje się w jego masywie – mówię do siebie, zmierzając w kierunku lasu.
Po drodze mijamy dwa ważne symbole Zawoi – Dzwonnicę Loretańską i Trzy Piwniczki. Zabytki te są bardzo charakterystyczne dla tej części Beskidów. Słupowe dzwonnice stały niegdyś w większości wsi, ostrzegając przed kataklizmami, a także chroniąc przed piorunami. Nieduże piwniczki pełniły natomiast funkcję spichlerzy, w których składowano wszelakiego rodzaju płody rolne. Nieopodal napotykamy na tablicę informacyjną, która dotyczy ścieżki edukacyjnej im. Wawrzyńca Szkolnika. Był on miejscowym samozwańczym nauczycielem i jedną z najznamienitszych postaci w historii wsi. Na Żywiecczyźnie zyskał ogromną popularność za sprawą propagowania oświaty, a także usług przewodnickich, jakie świadczył.
Po półgodzinnym marszu asfalt nareszcie się kończy, a przed nami wyłania się rozwidlenie szlaków, spora grupa drwali i zakaz wjazdu z napisem „Nie dotyczy ALP. Beskidzkie ALP-y to jednak nie góry, a po prostu Administracja Lasów Państwowych”.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też