Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Świat | Ukraina / Gorgany

Cała wstecz!

NPM 12/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Wojciech Śmieja
(fot. Wojciech Śmieja)
Multimedialne przewodniki, fora, blogi i tysięczne internetowe relacje z wypraw, fotki, panoramki, filmiki z GoPro… Dziękuję, wolę czytać opowieści Orłowicza, Zapałowicza, Zaruskiego, Vincenza – jakoś bardziej działają mi na wyobraźnię. Tylko jak poczuć smak ich wędrówek? Gdzie szukać gór w stanie, w jakim oni je zastali? 

Pamiętacie zespół Dżem? „Wehikuł czasu – to byłby cud!” – ale cudów nie ma. Jest wysłużony citroën, żona, dwójka dzieci i parę dni urlopu. Raczej standard. Cudów nie ma, ale cuda można zdziałać, kiedy się tylko bardzo chce. A ja chcę. I znam kogoś, kto chciał i chce jeszcze bardziej.
Robert i Ewa pochodzą z Pomorza, ale chorują na góry od dawna. Kiedyś po nich wędrowali, ale im nie wystarczyło. Dom w górach? Dlaczego nie! Na początku był pomysł, że Bieszczady. No bo wiadomo – cała ta mitologia ucieczki od cywilizacji. Ale spróbujcie dziś uciec w Bieszczady i znaleźć się daleko od cywilizacji…
Siedem lat temu wędrowali po Gorganach na Ukrainie, ale spokojnie, po dolinkach, bo Ewa była w ciąży. I tak idąc wzdłuż jednej z nich, zagadnęli trochę od niechcenia miejscowych o to, czy nie znajdzie się tu gdzieś jakaś chata na sprzedaż. I jak to się w życiu czasem zdarza, przed taką chatą właśnie stali.

Żywy skansen
W ten sposób powstała „Jędrykowa Sadyba” we wsi Czernik w Gorganach Wschodnich. Od kilku lat Ewa z Robertem i małym Jędrkiem, na cześć którego dom tak się nazywa, zapraszają w jej progi ludzi zakochanych w górach i potrafiących odnaleźć się w rzeczywistości głęboko przedcyfrowej. Dom pochodzi z 1923 roku i zachował huculski wystrój – jest piec gliniany z zapieckiem i łóżko z liżnykiem (huculskim kocem z owczej wełny), jest i święty kąt, a na strychu można znaleźć potrzaski na niedźwiedzia. Po wodę trzeba iść do studni, a za potrzebą oczywiście do wychodka. Dojazd też nie jest łatwy – parę kilometrów w górę strumienia Czernik kamienistą górską drogą. Właściciele przyjeżdżają na lato land roverem defenderem, nasz wjazd „plaskaczem” wzbudza uznanie, bo – poza zdeterminowanymi gośćmi słynnego w całej Ukrainie znachora, który mieszka jeszcze ciut wyżej – cywilnymi autami nikt się tu nie zapuszcza (miskę olejową ocaliłem, ale plastikową osłonę silnika szlag trafił).
Co można powiedzieć o domu Roberta i Ewy, żeby nie popaść w banał, że gościnni, że jajecznica z pieca, że nie ma to jak biesiadowanie przy świecach, że górskie opowieści, że na zewnątrz noce tak gwiaździste… I że to nie jest ani agroturystyka na wysoki połysk, ani schronisko turystyczne? Cóż, ja ten klimat znam, ale coraz trudniej o niego w Polsce, a bardzo mi zależy na przekazaniu go moim „cyfrowym” dzieciom. Najwspanialsze jest jednak to, że dom nie jest samotną wyspą, ale wtapia się w pejzaż zapomnianej doliny. Cała okolica wygląda tak samo. Jakbyśmy w okolicy Iwano-Frankiwska albo najdalej Nadwórnej zapuścili jakiś wehikuł czasu. Im dalej w głąb gór, im wyżej, tym bardziej odpadają elementy cywilizacji znane z życia. Najpierw odpada asfalt, potem beton, dalej jeszcze pojazdy mechaniczne. Zostają Huculi zwożący ze stromej łąki na koniku świeżo skoszone siano, drewniane chyże [zagrody jednobudynkowe – red.], studnie i krowie dzwonki pobrzękujące gdzieś na połoninie.

wodoSPAd
Po nocy spędzonej w namiocie przed domem budzi mnie dźwięk, który już niemal zapomniałem – oklepywanie kos. To sąsiedzi Roberta i Ewy wychodzą na stok wcześnie rano, żeby do popołudnia siano przeschło. Zanim pójdę za potrzebą wśród łopianów, usłyszę kolejny dźwięk – miarowy łoskot silnika potężnego ziła, którym brygada rusza w głąb gór. Kiedy mijają Sadybę – głośno trąbią (drugi raz zatrąbią, wracając, a rytuał ten będzie się powtarzał każdego dnia).
Klakson budzi wszystkich. Całą rodziną możemy ruszyć do wodospadu, żeby się nieco odświeżyć. W domu jakoś nie mogę się zmusić do zimnego prysznica porannego, choć ponoć taki zdrowy… Tu z rozkoszą rzucam się pod lodowatą wodną kaskadę – zupełnie nie wiem dlaczego. Ewa mówi, że to dlatego, że to wodoSPAd. Znacie kogoś, kto ma wodospad przy chałupie? Chyba nawet milionerzy nie mają.
 
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Artykuły z pasma Gorgany, Świdowiec i inne pasma ukraińskich Karpat Wschodnich

Zobacz też