Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Sudety

Byle na wschód

NPM 6/2013
Numer wyprzedany
Autor:
Tomasz Rzeczycki
Zachodni kraniec Karkonoszy widziany z szosy w Jakuszycach (fot. Tomasz Rzeczycki)
W czasie wędrówki nie korzystałem ani razu z pociągu, autobusu czy autostopu. Szedłem przez góry i kotliny, na bieżąco wybierając trasę. I ani w głowie mi było konkurować z piechurami, którzy próbują przejść 50 kilometrów dziennie albo zaliczyć Główny Szlak Sudecki w sandałach. Ja byłem po prostu... na letnich wakacjach.

Szklarska Poręba Jakuszyce. Szczątkowa osada, z której zostało kilka domów, stacja benzynowa, jakieś gospody i przejmująca pustka górskich łąk, na których nikomu nie opłaca się prowadzić wypasu. Nawet Lasy Państwowe zredukowały swój stan posiadania w tej części miasta. Leśnicy dawno już wyprowadzili się z pobliskiego Orla, a w jakuszyckiej leśniczówce można skorzystać z noclegów. To idealne miejsce na początek mojej wakacyjnej wędrówki.

Przygody z prądem
Na szlak ruszam z samego rana, początkowo w kierunku północnym, wzdłuż toru kolejowego. Zasadniczo jednak wędrować będę na wschód tak długo, aż siły pozwolą. Początek trasy jest naprawdę wygodny, bo droga wiedzie z górki doliną Kamiennej. Przygnębiające wrażenie sprawia jedynie zlikwidowany w latach 90. dawny zakład przeróbczy i ładownia Jeleniogórskich Kopalni Surowców Mineralnych Czerwony Potok pod Czerwonymi Skałkami (952 m n.p.m.). Dziś to niknące w oczach zabudowania, ale dawniej urobek z kamieniołomu (m.in. mączki dolomitowe i skaleniowe, głównie dla hut szkła, fabryk porcelany oraz ceramiki) właśnie tu trafiał do wagonów kolejowych. Pilnujący tego miejsca strażnik sprawia wrażenie, jakby nie wierzył, że zdoła uchronić niszczejące budowle przed złomiarzami.
Pierwszą przerwę przeznaczam na niedzielną mszę w kościele w Szklarskiej Porębie na Sowińcu (675 m n.p.m.), a potem schodzę do śródmieścia. Stamtąd żółtym szlakiem chcę dojść do schroniska PTTK Pod Łabskim Szczytem, które tuż po II wojnie światowej nosiło dumną nazwę Piast. Obiektem tym krótko zarządzał m.in. Warszawski Klub Narciarzy, krótko też stacjonowały tu Wojska Ochrony Pogranicza, a już w PRL-u stało się punktem etapowym wczasów wędrownych organizowanych przez Fundusz Wczasów Pracowniczych.
W czasach powojennych droga do schroniska notorycznie była nieprzejezdna na skutek działania żywiołów górskich, a to powodowało trudności z dowozem zaopatrzenia. Cechą charakterystyczną, przywoływaną w wielu opisach, był też huczący agregat prądotwórczy w budynku. Na miejscu okazuje się, że w tej ostatniej kwestii niewiele się zmieniło i wieczorem gospodarz po prostu wyłącza zasilanie. Cóż robić, z braku innych możliwości kładę się po prostu spać.
Drugi dzień wędrówki przez polskie Sudety zaczyna się mgłą. Na szczęście bez trudu żółtym szlakiem wdrapuję się na szczyt Śnieżnych Kotłów. Swoją drogą, przydałoby się spopularyzować nazwę tego wierzchołka, przy którym stoi Radiowo-Telewizyjne Centrum Nadawcze „Śnieżne Kotły”. Niegdyś stało tu najpiękniejsze schronisko górskie w Polsce, ale po II wojnie światowej zostało dokumentnie zdewastowane. Od tego punktu przemieszczam się mniej więcej wzdłuż granicy, Drogą Przyjaźni Polsko-Czechosłowackiej, zwaną potocznie Drogą Przyjaźni Polsko-Czeskiej. Mgła i chmury pozwalają skupić uwagę na tym, co najbliższe. Moje zainteresowanie szczególnie przyciąga rewelacyjny kamienny chodnik, wiodący północnym zboczem Wielkiego Szyszaka (1509 m n.p.m.), przypominający jako żywo ceprostradę na Szpiglasową Przełęcz w Tatrach.
Późnym popołudniem, po kilku dobrych godzinach wędrówki odpoczywam w pustej jadalni baru mieszczącego się w budynku obserwatorium na Śnieżce. Dzwonię stąd do Schroniska Na Przełęczy Okraj (1046 m n.p.m.) z prośbą o nocleg.
– Nie ma problemu – odpowiada gospodarz i zapewnia, że cierpliwie będzie na mnie czekał.
Dopijam herbatę i przypominam sobie podobną sytuację sprzed lat. Było to w sierpniu 2005 roku, kiedy Okrajem zarządzał inny dzierżawca. Mimo wcześniejszej rezerwacji i zapowiedzi późnego przyjścia, gdy wieczorem dotarłem na miejsce, w drzwiach pokoju schroniskowego czekał na mnie jedynie klucz, a w środku dojmujące zimno. W budynku nie było nikogo z obsługi. Zmęczony całodzienną wędrówką miałem nadzieję przygotować sobie wrzątek na herbatę, ale okazało się, że jedyne dostępne kontakty elektryczne, które znalazłem w łazience, były nieczynne albo celowo wyłączone. Całe szczęście, że tym razem jest zupełnie inaczej.

Góralskie łóżko
Trzeciego dnia wędrówki wreszcie budzi mnie słońce. W schroniskowej jadalni szybko zjadam śniadanie i... w drogę! Za plecami zostawiam przełęcz Okraj, czyli najwyżej w Polsce położone samochodowe przejście graniczne, przy którym tuż po wojnie funkcjonowało schronisko turystyczne „Na Rubieży”. Idę zielonym szlakiem wzdłuż słupków granicznych w stronę Łysociny (1188 m n.p.m.). Na tym odcinku nie ma mowy o męczącej wędrówce. To zwykły, łagodny spacer, ot czysta przyjemność. A że Łysocina to jedyny graniczny tysięcznik w Karkonoszach, położony poza obszarem polskiego parku narodowego, legalnie można tu zbierać jagody.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Karkonosze
Polska

Zobacz też