Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Była wieś, jest kurort

NPM 11/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Rzeczycki
Droga Orlicka w Zieleńcu poza sezonem zimowym wygląda jak zaciszna uliczka (fot. Tomasz Rzeczycki)
Przez całe pokolenia lansowano Zieleniec przede wszystkim jako narciarskie eldorado. Nawet wtedy, gdy nie było tu ani jednego wyciągu. Dziś jest podobnie, ale to nie znaczy, że plecakowy turysta nie ma tu czego szukać. Trzeba być jednak wyjątkowo upartym.

Rzut oka na mapę nie pozostawia żadnych wątpliwości: gęstwina wyciągów narciarskich sprawia, że statystyczny narciarz zostawia tu w ciągu dnia tyle pieniędzy, ile zwykły człowiek przeznacza przez tydzień na jedzenie. Nic zatem dziwnego, że przez pozostałe części roku ta osada śpi snem sprawiedliwego.
„W końcu jaki pożytek mają właściciele wyciągów ze zwykłego piechura?” – zastanawiam się, patrząc jesiennego dnia na opustoszałe wzniesienia.
Podobnie chyba uważa PKS w Kłodzku, które poza zimowym sezonem zredukowało niemal do zera połączenia autobusowe do Zieleńca. To niepojęte, że w tak atrakcyjne i wysokie, jak na okolicę, pasmo górskie trzeba iść tu pieszo kilka kilometrów z Dusznik-Zdroju albo zdać się na własny samochód. Z faktami nie wygramy. Dlatego wybieramy dojazd autem. Razem z Anią i z naszym wspólnym znajomym Tomkiem wyruszamy z Dzierżoniowa samochodem na jednodniową wycieczkę w Góry Orlickie. Plan minimum to zdobyć graniczny szczyt Šerlich (1027 m n.p.m.), natomiast plan optimum zakłada wypad na czeską stronę.

Hotelarze zamiast rolników
Dolina Bystrzycy Dusznickiej oddziela Góry Orlickie od Bystrzyckich. Prowadzi tamtędy Droga Dusznicka, czyli szosa umożliwiająca najkrótszy dojazd z Dusznik-Zdroju do Spalonej i Międzylesia. W miejscu, gdzie od szosy odbija szlak zielony w stronę Torfowiska pod Zieleńcem, znajduje się prowizoryczny parking. Przygotowano tu zaledwie kilka miejsc, ale jeszcze nigdy nie widziałem, żeby wszystkie były zajęte. Do parkingu w Palenicy Białczańskiej jest mu bardzo daleko. Ale zielonym szlakiem można pójść także w drugą stronę, na grzbiet Gór Orlickich. Podejście nie jest zbyt wdzięczne, bo to typowe nabieranie wysokości z poziomu poniżej 700 metrów na wysokość niemal 900. Prowadzi trochę przez las, a potem przez dawne pola uprawne, które zimą zamieniają się w wielkie pola narciarskie. W pamięci zapisuje mi się ten odcinek jako nieco uciążliwy i mało wdzięczny.
Przyjeżdżamy do Zieleńca bardzo wczesnym przedpołudniem. Rozglądam się po okolicy. Ależ się tu pozmieniało od czasu, gdy przyjechałem tutaj po raz pierwszy w 2001 roku! Pobudowano nowe budynki, w których działają mniej lub bardziej ekskluzywne pensjonaty. Kilka lat temu miejscowość wzbogaciła się o nowy wyciąg krzesełkowy – a właściwie kanapowy. Dopiero za tymi zdobyczami cywilizacji widać zarastające chwastami pola, młodniki samosiejek na dawnych pastwiskach. No i tę przejmującą pustkę miejscowości pozbawionej śniegu i narciarzy.
– Była wieś, jest kurort – podsumowuję.
Korzystając z przerwy międzysezonowej, postanawiamy iść wzdłuż jednego z wyciągów na szczyt Šerlicha – bez szlaku, ale krócej. Co jakiś czas odwracam się i próbuję dojrzeć leżące w dolinie centrum Dusznik-Zdroju, ale niska przejrzystość powietrza rozwiewa wszelkie na to nadzieje. Pozostaje widok na Zieleniec.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też