Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Dolomity

Być jak Messner, Moro czy Stallone?

NPM 7/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Alicja Bielak
Słynne Tre Cime to jeden najbardziej charakterystycznych znaków rozpoznawczych całych Dolomitów (fot. Mikołaj Gospodarek)
„Tak naprawdę czuję, że jestem dzieckiem Dolomitów. W moim całym życiu wspiąłem się na około 3500 gór. Poznałem wiele górskich masywów i szczytów na blisko 100 wyprawach poza granicami Europy: Andy, Antarktyda, Oceania, Japonia, Alaska. Nigdy i nigdzie na świecie nie widziałem jednak piękniejszych form skalnych niż te z Dolomitów” – pisał Reinhold Messner.

Po wygranej w konkursie na 15-lecie „n.p.m.” otrzymuję plan wyjazdu. Patrząc na niego, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jego charakter jest zdecydowanie wczasowy, a ocena kilku tras jako bardzo łatwych mnoży kolejne wątpliwości. Niemniej przed nami pięć pełnych dni trekkingu i to nie byle gdzie, bo w rejonie słynnego Tre Cime i nie mniej słynnej Cortiny d’Ampezzo.
Każdy dzień mamy zaplanowany pod przysłowiowy kurek. Czujemy pod skórą te wczesne pobudki i późne powroty, choć jeszcze w tym momencie nie wiemy, że strategiczne planowanie będzie wyznaczała korelacja godzin wymarszu czy powrotu z godzinami otwarcia pobliskiego (i jedynego) supermarketu.

W samym sercu Dolomitów
Z perspektywy czasu jestem pewna, że wybór szlaku na pierwszy dzień jest zupełnie nieprzypadkowy. Tre Cime di Lavaredo są bowiem symbolem grupy Dolomitów Sesto, a zaryzykowałabym tezę, że także całych Dolomitów. Zatem przed nami dziś spotkanie z wielką skalistą trójką: najwyższa Cima Grande (2999 m n.p.m.), Cima Ovest (2973 m) i Cima Piccola (2857 m), a oczekiwania wobec trekkingu wokół nich są ogromne. Już przez okna autokaru podziwiamy cel dzisiejszego dnia. Powoli podjeżdżamy serpentynami (płatną drogą) ze znanej miejscowości Misurina pod Rifugio Auronzo (2320 m), które wyznacza początek naszego dzisiejszego szlaku.
Mimo że jesteśmy dość wcześnie, parking błyskawicznie się zapełnia, choć jak na sztandarowy szlak Dolomitów nadal daleko jest do widoków, które mamy na Palenicy Białczańskiej w długi weekend sierpniowy czy w Dolinie Chochołowskiej w okresie kwitnienia krokusów.
Wyruszamy w drogę szlakiem nr 101 południowymi zboczami Tre Cime, podziwiając jednocześnie grupę Cadini di Misurina z jej postrzępioną granią. Szlak jest tutaj bardzo wygodną, szeroką ścieżką, która pomieści rodziców z dziećmi (także w wózkach, a jakże!) oraz zapalonych rowerzystów (nadal nie mogę wyjść z podziwu dla nich). My tymczasem per pedes zdążamy w kierunku schroniska Rifugio Lavaredo, mijając po drodze kapliczkę Cappella Degli Alpini, miejsce, w którym po raz pierwszy, lecz nie ostatni, dotykamy historii górskich żołnierzy.
Na przełęczy Lavaredo (2454 m n.p.m.) mamy czas, by podziwiać Trzy Wieże w całej okazałości i z nieco innej perspektywy, ale widzimy też szlak, który jeszcze jest przed nami, prowadzący do kolejnego schroniska – Tre Cime di Lavaredo. Ku mojej uciesze z Forcella Lavaredo idziemy ścieżką prowadzącą powyżej głównego i szerokiego szlaku. Jest ona momentami nieco podmokła i nieprzyjemnie piarżysta, lecz także mniej uczęszczana. Trawersujemy Monte Paterno, patrząc z kolei na Torre di Toblin, które były świadkami walk pierwszej wojny światowej. Zarówno w Monte Paterno, jak i Torre di Toblin znajdują się fortyfikacje i tunele z tychże czasów – jedno z takich miejsc napotykamy nawet na naszym szlaku.
Ścieżka jest wąska i wymaga uwagi, ale wzrok sam ucieka ku szczytom. Przyznam, że trudno uwierzyć w to, co widzę, i nie jestem w tym odczuciu osamotniona. Tre Cime w pełnym słońcu, na tle magicznego nieba, zapierają dech i w zasadzie nikt nie musi nic mówić. Czujemy się wyjątkowo, nikt nas nie przekona, że te krajobrazy są pocztówkowe, i na pewno nikt wcześniej ich takimi nie widział. W takiej atmosferze docieramy pod schronisko A. Locatelli alle Tre Cime di Lavaredo. W jego pobliżu są już tłumy, ale to w żaden sposób nie psuje klimatu. Miejsce jest tak urokliwe, że wystarczy odejść kilkanaście lub kilkadziesiąt metrów, by usiąść na trawiastych zboczach, wybierając jedynie perspektywę, którą chcielibyśmy podziwiać – Tre Cime czy może jeziora w Val del Sasso Vecchio?
 
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 


Zobacz podobne artykuły

Dolomity

Zobacz też