Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Maciej Więcek

Budził mnie ból

NPM 10/2013
Numer wyprzedany
Autor:
Jakub Terakowski
Między Komańczą a Puławami, w trakcie podejścia pod Tokarnię w Beskidzie Niskim (fot. Piotr Dymus)
Z Maciejem Więckiem, który w czerwcu 2013 roku ustanowił rekord szybkości pokonania Głównego Szlaku Beskidzkiego, rozmawia Jakub Terakowski  

Przebiegłeś GSB [Główny Szlak Beskidzki] w niecałe 115 godzin, podczas gdy „normalnemu” turyście zajmuje to dwa – trzy tygodnie...
Ważniejsze od osiągniętego czasu jest samo podjęcie próby. Ja akurat jestem ultrabiegaczem, więc wybrałem sposób odpowiadający mi najbardziej. Siedem lat temu Piotr Kłosowicz pokonał GSB w 163 godziny, on jednak zdecydował się na inną formę: nie miał żadnego wsparcia, nosił cały swój dobytek i sam troszczył się o swoje noclegi oraz wyżywienie, co zabiera dużo czasu. Mi najbardziej zależało na sportowym wymiarze projektu, więc mój bagaż przewożony był samochodem, a o zakwaterowanie i posiłki dbała ekipa techniczna.

Skąd pomysł na ustanowienie tego rekordu?
Podpowiedzieli mi to przyjaciele – Magda i Krzysiek Dołęgowscy, redagujący portal napieraj.pl, którzy mieli ochotę poprowadzić support, lecz nie chciało im się zmagać ze szlakiem. Znaleźli we mnie „kozła ofiarnego” (śmiech) i zachęcili do podjęcia tej próby. Sam przypuszczalnie nie wybrałbym się w tym roku, a już z pewnością nie latem, lecz we wrześniu, gdy pogoda jest stabilniejsza, a temperatury niższe. Istotnym atutem czerwca jest jednak długość dnia, która miała dla mnie znaczenie również z przyczyn orientacyjnych.

Nie znałeś wcześniej całego GSB?
Nie. Znałem tylko sam początek, czyli trasę Biegu Rzeźnika oraz fragment, którym prowadzi Bieg Siedmiu Dolin.

I nic ponadto?
Dwadzieścia lat temu byłem na Baraniej Górze i w Paśmie Policy. Pamiętam tamte wycieczki jak przez mgłę: z ciężkim plecakiem, nieprzygotowany fizycznie, miałem wrażenie, że te odcinki są wyjątkowo trudne. Teraz stwierdziłem, że należą do najłatwiejszych.

A które były dla Ciebie najtrudniejsze?
Bieszczady z uwagi na przewyższenia oraz Beskid Niski ze względu na topografię.

Zdarzyło Ci się tam pobłądzić?
Tak, i to nawet z lokalnymi biegaczami, którzy towarzyszyli mi między Bartnem a Krynicą. Niektóre rozwidlenia są tam słabo oznakowane, a w Huzarach znaki celowo usunięto i zaorano ścieżkę.

Czy przygotowywałeś się jakoś szczególnie do tego biegu?
Fizycznie? Nie, ponieważ staram się utrzymywać dobrą formę, systematycznie trenuję, biegam codziennie.

Ile?
Około 20 kilometrów, w dwóch turach: do pracy i z pracy. Opracowaliśmy natomiast zawczasu koncepcję trasy, wytyczając etapy dzienne oraz miejsca noclegów; harmonogram był jednak orientacyjny, bo przy tak długiej trasie nie sposób wszystkiego przewidzieć.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też