Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Flesz |

Brat Stanisława Barei zginął w wodospadzie

NPM 6/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Rzeczycki, RED
Co miał wspólnego z Karkonoszami reżyser Stanisław Bareja, kojarzony chociażby z serialami „Alternatywy 4” i „Zmiennicy” czy kultowym dzisiaj „Misiem”?  

Miłośnicy twórczości tego ponadprzeciętnego artysty filmowego wiedzą, że w młodości mieszkał on w Jeleniej Górze. Mniej osób wie natomiast, że podczas wycieczki w Karkonosze przyszły reżyser i scenarzysta był świadkiem śmiertelnego wypadku swojego brata. Do tragedii doszło w drugiej połowie sierpnia 1947 r. przy Wodospadzie Podgórnej w Przesiece. Sylwester Bareja, ojciec znanego reżysera, wybrał się tam na letnią wycieczkę ze swoimi synami. Młodszy z nich, Wiesław, zaproponował zrobienie kilku nietypowych zdjęć. Mimo ostrzeżeń wdrapał się na skałkę sterczącą tuż nad wodospadem. Gdy jego brat, Stanisław, szykował aparat fotograficzny, aby mu go podać, skałka obsunęła się wraz z Wiesławem, który wpadł w nurt wody. Ciężko rannego chłopaka wydobyto spod wodospadu i przetransportowano do szpitala w Cieplicach Śląskich-Zdroju. Niestety, kilka godzin po wypadku 16-latek zmarł.
Po ponad 20 latach ówcześni partyjni notable, wchodzący w skład Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej we Wrocławiu, uznali Wodospad Podgórnej za szczególnie niebezpieczny dla turystów. W 1969 r. przyjęli nawet stosowną uchwałę, w której stwierdzili, że wodospad wymaga podczas zwiedzania zwiększonej ostrożności. Ten sam dokument wymieniał zresztą inne niebezpieczne miejsca, w tym wodospady Szklarki i Kamieńczyka oraz… Góry Stołowe. Powodem takiej uchwały była lawina w karkonoskim Białym Jarze, w której 20 marca 1968 r. zginęło 19 osób.
Dziś Wodospad Podgórnej to 10-metrowy próg skalny i dwie kaskady. Jest bez wątpienia największą atrakcją niewielkiej Przesieki.     
Tomasz Rzeczycki

 
 
Warto postawić na Czerwonego Koguta
Bez względu na porę roku historyczna część Tyrolu, położona dziś we Włoszech, na południe od głównej grani Alp, kusi miłośników gór. W zasadzie każdy znajdzie tu coś dla siebie. Zimą masowo przyjeżdżają tu amatorzy białego szaleństwa. Natomiast latem przyciągają imponujące lodowce oraz niezwykłe, charakterystyczne szczyty Dolomitów, choćby ze słynnymi Tre Cime na czele. Ale po wymagającej górskiej wycieczce można też pozwolić sobie na chwilę relaksu. I bynajmniej nie chodzi o klasyczne SPA, ale na przykład o słynne w Południowym Tyrolu winnice.
Na tym terenie miejscami, które szczególnie zachęcają do odwiedzin, są agroturystyczne farmy spod znaku Roter Hahn, czyli Czerwonego Koguta. Prawie 20 lat temu właściciele tych obiektów założyli nawet odpowiedni związek i wspólnie promują tę niecodzienną markę. Tych położonych na górskich stokach farm jest już w całym regionie ponad 1700. Nie tylko oferują nocleg, ale i dają szansę, żeby z bliska poznać miejscową kulturę. Bo farmy Roter Hahn to często miejsca wyspecjalizowane w obsłudze gości o różnych zainteresowaniach.
– W jednych świetnie czuć się będą miłośnicy kulinariów, w innych zapaleni sportowcy, a w jeszcze innych ci, którzy poszukują odpoczynku i wzmocnienia organizmu – mówi Sandra Knoflach ze Związku Gospodarzy Południowego Tyrolu Roter Hahn.
Wybierając te gospodarstwa jako bazę wypoczynku, możemy mieć pewność, że wiele szlaków turystycznych znajdziemy często tuż za ich ogrodzeniem. A że zielone zbocza, na których urządzone są sady i winnice, sąsiadują z wysokimi ośnieżonymi szczytami górskimi, to narzekać na pewno nikt nie będzie. Zresztą historia tego typu gospodarstw sięga już XIX wieku. Wówczas modne stały się w tej części Europy wyjazdy na wieś. Dziś też warto się zastanowić, czy nie zdecydować się na Czerwonego Koguta. Polacy, jadąc w Dolomity, najczęściej wybierają kempingi, a może w tym roku postawić właśnie na południowo-tyrolskie gospodarstwo agroturystyczne?        
RED

 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też